fot. PAP/Łukasz Gągulski

„Nasz Dziennik”: Jakiej chcemy Polski?

Stawka tej elekcji jest ogromna. Sprawą fundamentalną jest więc udział każdego z nas w wyborach w najbliższą niedzielę.

Za każdym z kandydatów stoi konkretny program i wizja Polski, która wpłynie na nasze życie i przyszłe pokolenia. Problem wywrócenia naturalnego porządku, na którym opiera się Polska, jest coraz bardziej widoczny. Jak wskazuje dr Artur Dąbrowski, rzecznik Akcji Katolickiej, to już ostatni dzwonek, aby katolicy zaakcentowali swoją obecność w życiu społecznym.

Ksiądz kardynał Robert Sarah, zwracając się do Polaków zaangażowanych w życie polityczno-społeczne, mówił, że przyszedł już czas, aby katolicy wyszli z katakumb i żeby odpowiedzieli sobie na pytanie: jakiej chcemy Polski. Sprawę tę należy rozpatrywać w kategoriach sumienia – akcentuje dr Dąbrowski. Podkreśla przy tym, że angażowanie się w życie społeczne – także poprzez udział w wyborach – to bardzo ważna część katolicyzmu.

Musimy uświadomić sobie, czy jesteśmy związani sercem z Kościołem oraz czy kochamy naszą Ojczyznę. Kocha się w pełni – dodaje nasz rozmówca.

Sprawą fundamentalną jest więc udział w wyborach. Musimy wziąć sprawy w swoje ręce, udać się w niedzielę 28 czerwca do urn i oddać ważny głos.

Jest to wielki przywilej, że możemy decydować o przyszłości naszego kraju i głosować w wyborach. Z kolei z perspektywy moralnej jest to już nasz obowiązek. Każdy Polak, który czuje się synem Rzeczypospolitej, musi wziąć udział w wyborach. Tym bardziej że najbliższa elekcja jest szczególnie ważna. Każdy obywatel musi zdawać sobie z tego sprawę – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Jerzy Bukowski, rzecznik prasowy Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.

Rzecznik prasowy Akcji Katolickiej dr Artur Dąbrowski podkreśla, że każdego kandydata w pełni dyskredytuje deklaracja tzw. wprowadzenia rozdziału Kościoła od państwa.

Takie stwierdzenia są efektem daleko idącej ignorancji i ograniczania Kościoła jedynie do jego hierarchów. Kościół to w pierwszej kolejności wierni. I to np. oni utrzymują państwo ze swoich podatków. To jak ma wyglądać ten rozdział? Postulat wyrzucenia katolickich sumień z życia społecznego jest bardzo groźny. Na takie propozycje nigdy nie może być naszej zgody. Katolikiem jest się zawsze, a nie tylko w domu – zwraca uwagę dr Artur Dąbrowski.

Doktor Jerzy Bukowski, rzecznik prasowy Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, zauważa, że lista „obowiązków” świadomego obywatela nie kończy się jedynie na wrzuceniu głosu do urny.

Jesteśmy braćmi i siostrami. Ojcami i matkami. Mamy także obowiązki wobec innych. Nie możemy jedynie ograniczać naszego obowiązku względem Ojczyzny do naszego udziału w wyborach. Musimy namawiać do tego także inne osoby. Musimy dopilnować, aby osoby, na które mamy wpływ, również udały się do lokali. To jest jeden z elementów wychowania patriotycznego, który spoczywa na dziadkach, rodzicach, a nawet starszym rodzeństwie – stwierdza Bukowski.

Niska frekwencja

Prawdziwą zmorą polskiego społeczeństwa jest niesatysfakcjonująca frekwencja wyborcza. Z reguły do urn wyborczych idzie mniej więcej połowa społeczeństwa. I taki wynik przyjmowany jest z zadowoleniem. Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych na jesieni 2019 r. głosowało 61,74 proc. uprawnionych Polaków. Ostatni raz 60 proc. przekroczono… 20 lat wcześniej, podczas wyborów prezydenckich w 2000 r., kiedy to w I turze reelekcję uzyskał Aleksander Kwaśniewski.

To jest problem naszej demokracji, że wiele osób uważa, że nie weźmie udziału w wyborach, bo nie interesuje się polityką. To straszny błąd! W końcu polityka interesuje się nami. To przecież politycy przyjmują ustawy, które bezpośrednio wpływają na nasze życie. Oni kreują politykę gospodarczą. Oni piszą programy, które odpowiadają za system edukacji czy emerytalny – wskazuje dr Jerzy Bukowski.

Każdy głos ma znaczenie

Nasz rozmówca obala jeszcze jeden popularny mit: nic nieznaczącego głosu.

Wielu z nas nie ma świadomości tego, że pojedynczy głos jest niezwykle istotny. Często spotykam się z twierdzeniem, że skoro o wyborze prezydenta decydują miliony głosów, to co znaczy jeden? Ale właśnie milion głosów składa się z pojedynczych. Takie są zasady demokracji – akcentuje rzecznik prasowy Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.

Wystarczy tylko przypomnieć, że o triumfie Andrzeja Dudy w 2015 r. przesądziło bardzo niewiele. Kandydat Prawa i Sprawiedliwości uzyskał wówczas 51,55 proc. ważnie oddanych w II turze głosów. Z kolei jego rywal – wówczas urzędujący prezydent – uzyskał poparcie 48,45 proc. Polaków, którzy wzięli udział w elekcji. Jak to przekłada się na liczby. Andrzeja Dudę poparło 8 mln 630 tys. 627 wyborców, a Bronisława Komorowskiego 8 mln 112 tys. 311. Różnica wyniosła więc 500 tys. głosów. Co przy ponad 30 mln uprawnionych do głosowania jest różnicą minimalną.

Jan Maria Jackowski, senator Prawa i Sprawiedliwości, zwraca uwagę, że obecna kampania wyborcza – z powodu pojawienia się wirusa SARS-CoV-2 – była inna niż wszystkie. Ograniczone były bezpośrednie spotkania kandydatów z wyborcami, a coraz większe znaczenie odegrał internet i media społecznościowe. Kluczowym tematem kampanii stały się sprawy związane z rodziną.

To są zagadnienia fundamentalne, związane z być albo nie być naszej cywilizacji. To rodzina jest podstawą życia społecznego. Uwidocznił się także konflikt wartości. Wielu kandydatów uważa, że jej model należy zmienić. To są sprawy, których nie można akceptować – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Jackowski.

Pełna mobilizacja

Aktualne sondaże wydają się bardzo korzystne dla obecnie urzędującego prezydenta. Jednak w ocenie Jana Dziedziczaka, pełnomocnika rządu do spraw Polonii i Polaków za granicą, sugerowanie się sondażami może być złudne.

Do zwycięstwa już w tę niedzielę potrzebna jest duża mobilizacja elektoratu. Musimy pamiętać, że w tak ważnej sprawie każdy głos się liczy – zaznacza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Dziedziczak. Jak podkreśla, spodziewa się, że środowiska wchodzące w skład tzw. opozycji totalnej zawiążą sojusz przeciwko obecnemu prezydentowi.

Kluczowe stanie się to, jak zachowają się wyborcy, którzy oddali swój głos na tego kandydata, który nie wszedł do ewentualnej II tury. Liczę na ich mądrość i niezależność. To, że poszczególni liderzy różnych formacji życzą tzw. dobrej zmianie jak najgorzej, to nie mam co do tego wątpliwości – konkluduje Jan Dziedziczak.

Rafał Stefaniuk, „Nasz Dziennik”

drukuj