Polska armia staje się coraz silniejsza
Polska armia rośnie w siłę. Według najnowszego raportu NATO liczba wojskowych w Polsce przekracza 216 tysięcy. Eksperci wskazują, że liczebność armii to tylko jeden z wielu wskaźników, przez pryzmat których możemy oceniać kondycję sił zbrojnych.
Sojusz Północnoatlantycki co roku publikuje raport o stanie armii państw sojuszniczych. Według najnowszego Polska ma trzecią najsilniejszą armię w Sojuszu po Stanach Zjednoczonych i Turcji. Jest ona też pierwszą siłą w Unii Europejskiej, wyprzedzając Francję, Niemcy i Włochy. Wojsko Polskie liczy ponad 216 tysięcy żołnierzy.
„Nawet jeśli opublikowane dziś przez Sojusz dane z raportu „Wydatki obronne państw NATO” są na ten rok szacunkowe, to jednak »POLSKA PIERWSZĄ ARMIĄ W EUROPIE« staje się faktem” – napisał na platformie X szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Jacek Siewiera.
Polska ma trzecią co do wielkości armię w NATO!!!
Nawet jeśli opublikowane dziś przez Sojusz dane z raportu „Defence Expenditure of NATO Countries” są na ten rok szacunkowe, to jednak
„POLSKA PIERWSZĄ ARMIĄ W EUROPIE” staje się faktem.I to także czynnik, który oddala widmo… pic.twitter.com/fCW6bATWHl
— Jacek Siewiera (@JacekSiewiera) July 16, 2024
Trzeba pamiętać, że podawane przez Sojusz liczby dotyczą całości armii. Politolog, dr Łukasz Stach, zastanawia się, ile w tej liczbie jest realnych głów, a ile papierowych etatów.
– Pytanie, jaki odsetek stanowią realnie żołnierze liniowi, czyli gotowi do walki, a jaki stanowią urzędnicy, stanowią żołnierze, którzy zajmują się kwestiami związanymi z biurokracją czy z zapewnieniem logistycznym – zaznaczył politolog.
Poprzedni rząd złożył deklarację, że Polska do 2035 r. będzie posiadała 300-tysięczną armię. Zgodnie z tym planem zawodowa armia ma liczyć 200 tysięcy osób, a dobrowolna zasadnicza służba wojskowa – 50 tysięcy. Kolejne tyle natomiast mają liczyć Wojska Obrony Terytorialnej. Nowy minister obrony narodowej nie zakwestionował tych liczb, co może oznaczać kontynuację planu. Mamy ponad dziesięć lat na powiększenie naszej armii o kilkadziesiąt tysięcy wojskowych.
– Największy wzrost liczebności armii to jest 2024, 2025, 2026 i 2027 rok. To są te lata. Jeżeli te lata prześpimy, to armii 300-tysięcznej nie zrealizujemy. 800 ludzi z każdego województwa musielibyśmy wcielić do Sił Zbrojnych RP. Stać nas na to i myślę, że armia 300-tysięczna jest jak najbardziej do osiągnięcia – ocenił były szef Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji, płk Mirosław Bryś.
Prof. Krzysztof Kubiak z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach wskazał, że liczna armia to czynnik, który oddala widmo wojny i odstrasza potencjalnego agresora.
– Jest to przede wszystkim sygnał polityczny świadczący o determinacji państwa w zakresie budowy zdolności obronnych – podkreślił ekspert.
Liczba żołnierzy jest jednak jednym z bardzo wielu wskaźników wykorzystywanych do oceny kondycji polskiej armii. O sile armii nie decydują tylko same liczby. Decydują o niej także kwestie wyszkolenia, nasycenia nowoczesnym sprzętem, zarządzania polem walki. Polska ma tu trochę do nadrobienia.
– Faktem jest, że kupujemy nowoczesne czołgi, ale nadal w wielu jednostkach indywidualne wyposażenie żołnierzy, które jest niezwykle istotnym elementem na współczesnym polu walki, sięga historią niemalże czasów PRL – zwrócił uwagę dr Łukasz Stach.
Ważnym wskaźnikiem świadczącym o sile polskiej armii jest poziom wydatków na obronność. Polska – w stosunku do swojego PKB – wydaje najwięcej na obronność w całym Sojuszu Północnoatlantyckim. Rocznie przeznacza na ten cel ponad cztery proc. PKB.
TV Trwam News




