fot. wikipedia.org

Podlaskie: w Gibach wymieniany jest 10-metrowy krzyż poświęcony ofiarom Obławy Augustowskiej

Na zlecenie Związku Ofiar Obławy Augustowskiej 1945 roku robotnicy dokonali w piątek demontażu dziesięciometrowego krzyża, który od 28 lat stał na wzgórzu w Gibach (Podlaskie). Miejsce to jest symboliczną nekropolią ofiar obławy. Krzyż musi być wymieniony ze względu na zły stan techniczny.

Oddziały NKWD i Smiersz między 12 a 18 lipca 1945 roku przeprowadziły na Suwalszczyźnie operację nazywaną Obławą Augustowską. Zginęło w niej co najmniej 592 działaczy podziemia niepodległościowego. Obława nazywana jest także małym Katyniem. W Gibach co roku uroczyście wspomina się tamte wydarzenia.

Jak wyjaśnił przewodniczący związku ks. Stanisław Wysocki – naoczny świadek obławy – krzyż w wielu miejscach był spróchniały i zagrażał bezpieczeństwu ludzi, którzy odwiedzają wzgórze. Krzyż został w piątek zdemontowany, a prawdopodobnie w poniedziałek zostanie ustawiony nowy.

„Jeśli dopisze pogoda i okoliczności, będziemy chcieli w poniedziałek zamontować nowy krzyż” – powiedział ks. Stanisław Wysocki.

Poprzedni krzyż był dębowy, nowy jest wykonany z modrzewia i waży ok. tony.

„Jego montaż nie jest prostą sprawą” – zaznaczył duchowny.

Blisko 30 lat temu w hołdzie i pamięci dla ofiar obławy augustowskiej postawiono w Gibach ten dziesięciometrowy krzyż oraz tablice kamienne, na których wyryto nazwiska 592 osób zaginionych. Na jednym z kamieni widnieje też napis: „Zginęli, bo byli Polakami”. To miejsce jest ich symboliczną nekropolią. Do dziś nie wiadomo, gdzie spoczywają.

Ponad dwa lata temu Związek Ofiar Obławy Augustowskiej zdecydował postawić na wzgórzu kilkaset dębowych małych krzyży symbolizujących każdą z ofiar. Krzyże mają wysokość ok. 1,7 metra. Najpierw wkopano 266 sztuk, ale obecnie jest ich tam ponad sześćset.

„Będziemy dbali o pamięć ofiar i prawdę. Obok tych krzyży, obok tego miejsca, nie da się przejść, przejechać obojętnie. Taki był nasz cel, o to nam chodziło” – powiedział ks. Stanisław Wysocki.

Wciąż nie wiadomo, gdzie są groby ofiar. W ramach śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej biegli z zakresu kartografii, którzy analizowali powojenne zdjęcia lotnicze, wskazali ponad 60 miejsc na terytorium Białorusi – większość w okolicach miejscowości Kalety – które mogą być potencjalnie jamami grobowymi. Po stronie polskiej jest kilkanaście takich miejsc. Białoruś odmówiła pomocy prawnej w tej sprawie. Na razie prace sondażowe we wskazanych miejscach po stronie polskiej również nie dały odpowiedzi ws. miejsc pochówku. Znaleziono pojedyncze szczątki ludzkie. Nie wiadomo, czy mają związek z obławą.

Od lat śledztwo w sprawie obławy prowadzi białostocki oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Dotyczy ono zbrodni komunistycznej przeciwko ludzkości. Przyjęto w nim, że w lipcu 1945 r., w nieustalonym dotychczas miejscu zginęło ok. 600 osób zatrzymanych w powiatach: augustowskim, suwalskim i sokólskim. Zatrzymali ich żołnierze sowieckiego Kontrwywiadu Wojskowego „Smiersz” III Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej, przy współudziale funkcjonariuszy polskich organów Bezpieczeństwa Publicznego, MO oraz żołnierzy I Armii Wojska Polskiego.

PAP

drukuj