Reprezentacja Hiszpanii (fot.PAP)

Oczy na mistrzów

Na kilka dni przed rozpoczęciem mistrzostw Vicente del Bosque, trener Hiszpanów, prosił, by jego podopiecznych nie uważać za głównych kandydatów do tytułu. Nikt go jednak nie posłuchał, bo nie sposób było to uczynić. Dziś przekonamy się, jak zaprezentuje się drużyna, która w 2008 roku zdobyła mistrzostwo Europy, a w 2010 świata.

O jej problemach, niemałych, wie każdy. Każdy potrafi wymienić nazwiska wielkich nieobecnych. Jutro w Gdańsku nie będzie to jednak istotne, bo nawet bez Davida Villi i Carlesa Puyola del Bosque dysponuje zespołem fantastycznym. Kompletnym i wyjątkowym. Hiszpanie przyjechali na Euro w jednym tylko celu: po tytuł. – Puyolem zostanie Gerard Pique lub Sergio Ramos – powiedział selekcjoner. Dodał też, że będzie miał do dyspozycji… Lionela Messiego. – Będzie nim David Silva – przyznał z uśmiechem. Starał się jednak zrzucać z podopiecznych presję. – Jesteśmy w gronie faworytów, włączymy się do walki o najwyższe cele, ale kandydatów do tytułu jest więcej – podkreślił. Na początek Hiszpanów czeka ostry test. Włosi co prawda w ostatnich latach nie rozpieszczali kibiców ani grą, ani wynikami, ale to się ma zmienić. Trener Cesare Prandelli odmłodził drużynę i choć w ciągu kilkunastu ostatnich dni wstrząsnęły nią różne skandale, Włochy chcą na Euro odegrać czołową rolę. Z drugiej strony przegrały trzy towarzyskie mecze przed turniejem, co mogło zachwiać ich pewnością siebie. – Sami się dziwiliśmy, że spotkało to tak mocną drużynę jak nasza – powiedział Thiago Motta. A żeby było ciekawiej, Włosi po raz ostatni wygrali w listopadzie ubiegłego roku z… Polską. Prandelli nie chciał zdradzić taktyki na niedzielny pojedynek. Nie wiadomo zatem, czy zdecyduje się z Hiszpanami na otwartą grę, czy też skupi na defensywie. Bardziej prawdopodobny wydaje się ten drugi wariant, zresztą przeciw wojownikom del Bosque mało kto ryzykuje.
W drugim meczu grupy Chorwacja spotka się z Irlandią. Szanse tych ekip w rywalizacji z Hiszpanią i Włochami są oceniane nisko, co nie znaczy, że poddadzą się przed wyjściem na boisko. Jutrzejsze starcie będzie miało dla nich kolosalne znaczenie. Zwycięzca dostanie skrzydeł i zdobędzie punkty, które zwiększą nadzieję na awans do ćwierćfinału. Chorwaci martwią się o formę swego lidera Luki Modricia. Obawiają się o jego koncentrację, gdyż lada dzień może przejść do Manchesteru United i o tym transferze zbyt często rozmyśla. – A jest naszym dyrygentem, dyktującym rytm gry – podkreślił trener Slaven Bilic.
Mecz Hiszpania – Włochy rozpocznie się jutro o godz. 18.00 w Gdańsku, a Chorwacja – Irlandia o godz. 20.45 w Poznaniu.

Pisk

***

Hiszpania czy niespodzianka

Gdyby prognozy dotyczące przebiegu mistrzostw Europy opierać li tylko na podstawie rankingu FIFA, to tytuł przypadłby Hiszpanii, a Polska nie miałaby szans nawet na wyjście z grupy. Futbol nie jest jednak aż tak przewidywalny, niespodzianki są jego solą. Czy możemy się ich spodziewać i na turnieju, który rozpoczął się wczoraj?

Odpowiedzmy pytaniem na pytanie: a czy ktoś spodziewał się, że w tegorocznym finale Ligi Mistrzów zabraknie Barcelony lub Realu Madryt, a trofeum przypadnie Chelsea? Poza Londynem, a raczej tą jego częścią, która dopinguje „The Blues”, niewielu. Jakiś procent, może nawet ułamek procenta. Dlatego nie można wykluczyć, że również na boiskach Polski i Ukrainy będą dziać się rzeczy zaskakujące, a i historia pokazuje, że nie zawsze faworyci trafiają z formą i osiągają swoje cele. Głównym kandydatem do zwycięstwa w Euro 2012 pozostaje Hiszpania, i to bez względu na trapiące ją problemy. David Villa i Carles Puyol, piłkarze wybitni, turniej obejrzą w telewizji, bo leczą kontuzje. Ich absencja będzie gigantycznym osłabieniem. Nie wiadomo też do końca, jak trudy turnieju wytrzymają organizmy zawodników, poddawane podczas całego sezonu ekstremalnym obciążeniom. Hiszpanie mają w nogach mnóstwo meczów, na wielu frontach, i tak naprawdę od stopnia ich regeneracji może zależeć wynik narodowej drużyny. To oczywiście problem nie tylko podopiecznych Vicente del Bosque. Dzisiejszy futbol jest bezlitosny, kibice, sponsorzy wymagają widowisk i nierzadko odbywa się to kosztem zdrowia zawodników, którzy w ciągu roku rozgrywają nieludzkie dawki spotkań i to na najwyższych obrotach. A człowiek, choćby nie wiadomo jak się prowadził i jakie przyjmował używki (oczywiście dozwolone), nie jest maszyną. Nie da się go zaprogramować na bieganie od pierwszej do ostatniej minuty, bez chwili wytchnienia – i prawa do słabości.
Wracając jeszcze do Hiszpanów. Del Bosque ma do dyspozycji grupę najzdolniejszych piłkarzy świata. Bajecznie wyszkolonych, których łączna wartość przekracza 650 milionów euro. Tyle że każdy z nich (no, prawie każdy) ma już na koncie sukcesy, o jakich większość rywali może tylko pomarzyć. Mistrzostwo świata i Europy, triumfy klubowe z Barceloną i Realem sprawiają, że asy w talii del Bosque są spełnione. Czy zatem walcząc o kolejne trofea, zdołają wykrzesać z siebie maksymalnie dużo pasji i zaangażowania? Cech, bez których nie sposób dotrzeć na szczyt? Pewnie tak, ale o tym dopiero się przekonamy. Fakt jest jednak faktem, że na obrońców tytułu można i trzeba spoglądać jak na głównych faworytów walki o mistrzostwo. Są przekonani o swej sile, świadczy o tym drobny szczegół – otwarte treningi. I to nie jeden, nie dwa, ale wszystkie. Niczego nie ukrywają, nie chronią przed konkurentami swych tajemnic. Tak postępują tylko najwięksi i najbardziej świadomi swej siły.
Kto może Hiszpanom pomieszać szyki? Kolejka chętnych jest spora: Niemcy, Holandia, Anglia, Portugalia, także Włochy i Francja. Tradycyjni potentaci. Każdy z nich miewał swoje problemy. Tacy choćby Niemcy, w których kadrze przeważają gracze zdemolowanego w finale ligi Mistrzów Bayernu Monachium. Portugalczycy, którzy przed Euro pozwolili sobie na luźne traktowanie poleceń trenera Paolo Bento, starającego się wprowadzać reżim i dyscyplinę. Anglicy, rozbici przez kontuzje. Można by tak wymieniać i wymieniać. W mistrzostwach Europy zazwyczaj wygrywały kraje posiadające bogatą piłkarską tradycję, faworyci, ale nie brakowało też niespodzianek. W roku 1992 tytuł zdobyła Dania, która w ostatniej chwili zastąpiła wycofaną Jugosławię i nie odbyła nawet obozu przygotowawczego. Zagrała z marszu, w składzie pospiesznie skleconym, ale zachwyciła i dotarła na szczyt. Jeszcze bardziej, w 2004 r., zdumiała Grecja. Skazana na pożarcie, odpadnięcie już po fazie grupowej, sięgnęła po mistrzostwo, szokując niemal wszystkich. Czy na Euro 2012 może przytrafić się coś podobnie sensacyjnego? Czy teoretyczny maluczki może obalić wszelkie typy i prognozy? Chciałoby się powiedzieć „tak” i przypomnieć ostatni sezon Bundesligi, w którym o losach mistrzostwa Niemiec przesądziła trójka niesamowitych Polaków. Resztę niech każdy sam sobie dopisze. Czy nie wolno pomarzyć?

drukuj