fot. PAP

Nowe sankcje mimo porozumienia w Mińsku 

Nowe unijne sankcje wizowe i finansowe w związku z konfliktem na wschodniej Ukrainie wejdą w życie w poniedziałek, tak jak planowano, mimo wynegocjowania w Mińsku porozumienia o zawieszeniu broni – podały unijne źródła dyplomatyczne.

Według dyplomatów w czwartek w trakcie dyskusji na szczycie UE w Brukseli zastanawiano się m.in. nad tym, czy w świetle wyników negocjacji w Mińsku nie należy odłożyć wprowadzenia w życie uzgodnionych 9 lutego nowych sankcji wizowych i finansowych, które mają objąć 19 osób, w tym pięciu rosyjskich polityków, oraz dziewięć firm i organizacji.

Na rozszerzenie „czarnej listy” podmiotów objętych sankcjami UE zdecydowała się w obliczu eskalacji walk na wschodniej Ukrainie i ostrzelania przez wspieranych przez Rosję rebeliantów miasta Mariupol. W wyniku ostrzału zginęło co najmniej 30 osób.

„Na szczycie wiele państw UE wskazywało, że po rozmowach w Mińsku potrzebny jest pozytywny sygnał, iż wierzymy w to porozumienie” – powiedział wysoki rangą dyplomata jednego z krajów unijnych. Takim pozytywnym sygnałem miałoby być właśnie odłożenie rozszerzenia „czarnej listy” albo też wstrzymanie prac Komisji Europejskiej nad propozycjami zaostrzenia sankcji gospodarczych wobec Rosji. Według źródeł dyplomatycznych przed takimi krokami mieli przestrzegać szczególnie premierzy Polski i Wielkiej Brytanii, argumentując, że UE musi być gotowa na zły scenariusz wydarzeń na Ukrainie.

W miniony poniedziałek, na prośbę władz Ukrainy, ministrowie spraw zagranicznych państw UE podjęli decyzję o rozszerzeniu listy objętych sankcjami, ale jednocześnie przesunęli jej wdrożenie do 16 lutego – aby dać jak największe szanse na powodzenie mediacji podjętych przez niemiecką kanclerz Angelę Merkel i prezydenta Francji Francois Hollande’a; inicjatywa ta doprowadziła do spotkania tzw. czwórki normandzkiej w Mińsku i porozumienia w sprawie zawieszenia broni, które ogłoszono w czwartek.

Zawieszenie broni na wschodniej Ukrainie ma wejść w życie w nocy z soboty na niedzielę.

PAP/RIRM

drukuj