fot. pixabay.com

Niemieccy oprawcy zabijali niemowlęta i zmuszali do mordowania dzieci w łonach matek. W Hamburgu trwa walka o pamięć pomordowanych

W Hamburgu przechodnie natykają się na mosiężne tabliczki wmontowane w chodnik. Każda z nich to pamiątka po zamordowanym przez Niemców dziecku robotnic przymusowych, w tym wielu Polek. Dzieci były głodzone na śmierć i topione. Kobiety zmuszano też do tzw. aborcji, nawet w piątym miesiącu ciąży. O ich pamięć walczy niemiecka psycholog, a jej działania cieszą się poparciem „Związku Polaków w Niemczech”.

Essener Strasse w hamburskiej dzielnicy Langenhorn to aleja z domami wielorodzinnymi. Obok restauracje, które mimo „lockdownu” goszczą klientów, dalej boiska, gdzie bawią się dzieci. Niedaleko przystanku autobusowego widać tabliczki wmurowane w bruk. Każda z imieniem, datą urodzenia i zgonu. Trzeba się pochylić, żeby zobaczyć, że życie tych ludzi było bardzo krótkie, od kilku dni do kilku miesięcy.

Zaraz za tabliczkami w bruku, znajduje się tablica informacyjna, że w tym miejscu funkcjonował w czasie II wojny światowej KZ-Aussenlager Hamburg-Langenhorn. Przez obóz przewinęły się tysiące kobiet, które montowały broń w fabryce zbrojeniowej „Hanseatische Kettenwerke”, budowały schroniska po bombardowaniach Hamburga, usuwały gruz. Tragiczny los spotkał dzieci tych kobiet, które przychodziły na świat w obozie.

Historiami najmłodszych zainteresowała się niemiecka psycholog Margot Loehr. Zupełnie przypadkowo natknęła się na rejestry zgonów niemowląt, które jako miejsce zamieszkania miały wpisany obóz pracy przymusowej. Loehr zaczęła spisywać ich losy i zgromadziła ponad 400 historii.

W wielu przypadkach niemowlęta nie były zabijane od razu. Uznano, że śmierć dziecka odbiera kobietom motywację do pracy. Celowo je zatem głodzono, a jednocześnie pobierano od matek na koszty pochówku po 15 marek miesięcznie. Głodzone dzieci umierały najczęściej przed ukończeniem 6 miesiąca życia.

Po 1943 roku (data rozporządzenia Heinricha Himmlera „w sprawie traktowania ciężarnych robotnic obcokrajowych oraz dzieci urodzonych z tych robotnic”) kobiety zmuszano też do tzw. aborcji – z ustaleń psycholog wynika, że tylko w jednym ze szpitali na Langenhornie, między 1943 a 1945 rokiem doszło do 550 zabójstw dzieci nienarodzonych. Jednej z kobiet – jak wynika z odnalezionych dokumentów – nakazano tzw. aborcję w 5. miesiącu ciąży, gdyż uznano, że stan błogosławiony przeszkadza jej w wydajnej pracy. Lekarka Meta Therlichen wykonała wyrok na dziecku i zabiła tym samym również matkę, która zmarła z powodu pęknięcia macicy.

Margot Loehr dotarła też do historii kierownika obozu Hamburg-Eidelstedt, SS-Unterscharfuehrera Waltera Kuemmela, który własnoręcznie topił noworodki. Walter Kuemmel został skazany na dziesięć lat więzienia przez brytyjski trybunał wojskowy w 1946 r., ale wyszedł na wolność już w 1952 r. W 1970 roku został oskarżony o zamordowanie dwóch noworodków w obozie koncentracyjnym Eidelstedt, ale prokuratura w Hamburgu wniosła przeciwko niemu zarzuty dopiero w 1980 r. W 1982 r. został uniewinniony z powodu przedawnienia popełnionych zbrodni.

Margot Loehr doprowadziła do wmontowania w bruk już 49 tablic, które są pamiątkami po zamordowanych dzieciach. Do końca tego roku mają pojawić się kolejne. Dokładna liczba uśmierconych polskich niemowląt w Hamburgu nie jest znana.

Anna Wawrzyszko, wiceprzewodnicząca Związku Polaków w Niemczech powiedziała, że „praca, którą wykonała pani Margot Loehr stanowi nadzieję na otworzenie nowej debaty publicznej, niezwykle potrzebnej społeczeństwu niemieckiemu”. Dodała, że projekt niemieckiej psycholog pokazuje, że można zawalczyć o pamięć i godność.

„Jest to obowiązkiem kolejnych pokoleń, dla których fakt wymazania zbrodni z przeszłości w dzisiejszym świecie jest czymś niezrozumiałym” – podkreśliła.

Anna Wawrzyszko w braku wymierzenia sprawiedliwości niemieckim oprawcom polskich dzieci dostrzega szersze zjawisko.

„Problem dotyczący wypierania z pamięci narodowej zbrodni dokonanych przez III Rzeszę na terenie Niemiec jest dość złożony. Niestety, ale zaniedbanie to nie wynika z zapomnienia czy też braku dowodów zbrodni dokonywanych na dzieciach, kobietach, mężczyznach, niezależnie od pochodzenia, wyznania. Zaniedbanie to jest działaniem celowym, wynikającym z prostych politycznych kalkulacji” – mówi.

„Społeczeństwo miało zapomnieć i rozpocząć nowe >>życie po życiu<<. W mojej ocenie brak pamięci o popełnionych zbrodniach spowodował ogromne ich wyparcie i powstanie pustych przestrzeni, które umożliwiają tworzenie nowych faktów” – dodała Anna Wawrzyszko.

PAP

drukuj