Nie wolno składać broni

Z ks. dr. Piotrem Steczkowskim, wykładowcą prawa kanonicznego na
Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie, rozmawia Mariusz Bober

Jeśli projekt ustawy o in vitro posła Jarosława Gowina zostanie
przegłosowany, to Kościół uzna, iż "realizuje nasze oczekiwania w większym
stopniu niż projekt lewicy czy Kidawy-Błońskiej". Taką opinię wyraził w sobotnim
wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier.
Podziela ją Ksiądz?

– Myślę, że do tego zdania konieczne jest dopowiedzenie. Zresztą sam ks. prof.
Longchamps de Berier zwraca uwagę, że Kościół też musi trzymać się zasad i nie
może ich zmieniać. A warto tu dopowiedzieć, że błąd posła Gowina polega na tym,
że przyjmuje on założenie, iż skoro obecnie żadne prawo nie reguluje zabiegów in
vitro, to lepiej zacząć od metody małych kroczków i przyjąć ustawę w
proponowanym przez niego kształcie, ponieważ w obecnym Sejmie nie znajdzie się
większość dla uchwalenia ustawy zakazującej stosowania tej procedury. Nie
wiadomo jednak, na jakiej podstawie przyjął to założenie. Do tej pory nie
przyjęto ustawy bioetycznej. A skoro tak, to nie można przyjmować takiego
założenia. To prawda, że skoro powstał już taki projekt, to jest prawdopodobne,
że może zostać przyjęty i stanie się prawem. Ale dopóki nim nie jest i nie ma
ostatecznego kształtu ustawy bioetycznej, nie wolno składać broni. Należy podjąć
śmiało próbę wprowadzenia zakazu tej procedury.

W oparciu o jakie argumenty?
– Przede wszystkim w oparciu o prawo naturalne, którego normy chronią godność
każdego ludzkiego życia od samego początku, łącznie z momentem jego powstawania.

Fundamentalne zasady ładu społecznego są zapisane w Konstytucji, a jedną z
nich jest prawo do życia człowieka. Może projekty nierespektujące tej normy
należałoby kierować do Trybunału Konstytucyjnego zamiast poddawać pod
głosowanie?

– Zgadzam się. Zresztą w samej ustawie o Rzeczniku Praw Dziecka stwierdza się,
że dziecko nabywa pewne prawa jeszcze przed urodzeniem. Musimy jednak rozróżnić
dwie kwestie. Pierwsza – jaki stan prawny powinien obowiązywać. I tu sprawa jest
oczywista – życie ludzkie powinno być chronione od poczęcia do naturalnej
śmierci. Dlatego rozwiązania cząstkowe, które np. pozwalają na dokonanie aborcji
w wyniku gwałtu, są zawsze odejściem od tej zasady. Ale niestety demokracja ma
tę wadę, że pozwala posłom uchwalać prawo niezgodne z prawem moralnym. I to jest
druga sprawa. Odpowiedzialność posłów katolickich polega na tym, aby nie
przyczyniać się do uchwalania takiego prawa. Problem polega na tym, że część
posłów nie uznaje, iż człowiek jest człowiekiem od momentu poczęcia.

Wiele norm prawnych oraz zabiegów medycznych opiera się przecież na tym
założeniu, inaczej choćby badania prenatalne byłyby bezprzedmiotowe…

– Ludzie ci, nawet jeśli uznają, że życie ludzkie rozpoczęło się w momencie
poczęcia, to nie uznają jego godności. To jest problem przekładający się na
stanowienie prawa pozytywnego, czego dokonuje większość parlamentarna. Jeśli
więc parlamentarzyści pod wpływem swych błędnych przekonań przyjmą takie
rozwiązania, to one będą obowiązywać, mimo że nie mają racji. Wina spada wtedy
na tych parlamentarzystów, którzy głosują za rozwiązaniami nieszanującymi życia
ludzkiego od samego początku i nie uznają potrzeby jego ochrony. W ten sposób
tworzy się luki prawne albo wykorzystuje już istniejące.

Coraz częściej pojawiają się sugestie, takie jak ta ks. prof. de Beriera, że
Kościół milcząco aprobuje projekt posła Gowina…

– Nie ma takiej możliwości, by Kościół popierał go, gdy w Sejmie jest projekt
bliższy nauczaniu kościelnemu albo wręcz zgodny z nim, czyli ten, który zmierza
do wprowadzenia do polskiego ustawodawstwa zakazu wykonywania zabiegów in vitro
(projekt Teresy Wargockiej). Modlimy się więc o to, by ten projekt został
przyjęty, licząc na odpowiedzialność katolickich posłów. Dopiero gdyby został on
odrzucony, będziemy zastanawiać się, co dalej, a nie teraz, gdy wszystkie
projekty są jeszcze na stole. To tak, jakby piłkarze wychodzili na boisko z
założeniem, że zremisują mecz, podczas gdy mają szansę wygrać. Konsekwencją
takiego nastawienia może być sytuacja, że ostatecznie go przegrają. Dlatego nie
widzę potrzeby ogłaszania poparcia dla projektu posła Jarosława Gowina w
sytuacji, gdy są lepsze.

Dwa projekty zakładają delegalizację in vitro, ale ten autorstwa posła
Bolesława Piechy zakłada możliwość adopcji zamrożonych już embrionów.

– Adopcja embrionów to bardzo trudny problem. Kościół jasno mówi, że pod
względem moralnym ta sprawa jest nierozwiązywalna, dlatego taki zapis nie jest
właściwy. Wydana niedawno przez Kongregację Nauki Wiary instrukcja "Dignitas
personae" mówi jasno, że adopcja zamrożonych embrionów to problem tak trudny
moralnie, że nie ma tu dobrych rozwiązań. A skoro tak, to obowiązuje zasada
etyczna, która mówi, że jeśli nie mamy moralnej pewności co do skutków naszego
działania, powinniśmy się z nim wstrzymać. Pan poseł Piecha oczywiście ma swoje
racje.

Jakie są najpoważniejsze wątpliwości moralne co do adopcji embrionów?
– Jeśli wpiszemy do ustawy przepis zezwalający na adopcję embrionów, to
mimochodem dajemy przyzwolenie na procedurę mrożenia embrionów. To już jest
odejście od jasnej zasady.

Jednak zwolennicy tego rozwiązania wskazują, że należy generalnie zakazać in
vitro, a "adopcyjny wyjątek" potraktować jako sposób na ratowanie istnień
ludzkich…

– Jest to jednak generalnie bardzo trudna sprawa pod względem etycznym, dlatego
musimy być bardzo ostrożni, jeśli chcemy stanowić prawo zgodne z prawem
moralnym.

Zwolennicy projektu Jarosława Gowina argumentują, że skoro zakłada on prawo
do in vitro tylko dla małżeństw i wyklucza tworzenie "nadliczbowych" embrionów,
to jest zgodny z nauką Kościoła…

– Nie jest z nią zgodny przede wszystkim z powodów etycznych. Człowiek ma prawo,
by nikt nie ingerował w początek jego życia, by go nie "tworzył", ale by począł
się w naturalny sposób, w warunkach dla niego korzystnych. Ponadto właśnie ks.
de Berier zauważył, że zwolennicy in vitro ignorują badania naukowe, z których
wynika, iż poczęte w ten sposób dzieci częściej chorują i są narażone na
dodatkowe komplikacje, nie tylko zdrowotne…

…także te związane z możliwością posiadania nawet trzech matek i dwóch
ojców?

– W przypadku przyjęcia bardzo liberalnych rozwiązań prawnych możliwe będą
sytuacje, w których inna kobieta będzie dawczynią komórek rozrodczych, a inna
będzie nosić poczęte dziecko w swym łonie i je urodzi. Łatwo doprowadzić do
sytuacji, w której zniknie pewność, która kobieta jest prawdziwą matką.

Czy poseł, który poprze projekt zakładający mrożenie embrionów, automatycznie
wyklucza się ze wspólnoty Kościoła, podlega ekskomunice?

– Tu wkradło się pewne nieporozumienie w przekazie medialnym. Nie ma specjalnej
kary ekskomuniki, przewidzianej przez prawo kanoniczne, za popieranie ustaw
sprzecznych z ochroną życia ludzkiego. Natomiast czym innym jest to, że osoba
deklarująca się jako katolik, a popierająca rozwiązania godzące w życie ludzkie,
staje się tzw. publicznym grzesznikiem. To znaczy, że sama wyklucza się z
możliwości przyjmowania sakramentów świętych, przede wszystkim nie może
przyjmować Komunii Świętej. Więc posłowie katolicy, którzy poprą uchwalenie
ustaw niezgodnych z nauczaniem Kościoła i nieszanujących życia ludzkiego, stają
się niegodni przystępowania do Eucharystii, ponieważ będą w stanie jawnego
grzechu ciężkiego. Dlatego ks. abp Henryk Hoser podkreślił, że oni sami
wykluczają się z pełnego uczestnictwa we wspólnocie Kościoła, ale żadna kara w
postaci ekskomuniki nie jest na nich nakładana. Z przynależności do Kościoła nie
zostają wykluczeni, ale nie mogą w pełni zjednoczyć się z Bogiem w sakramencie
Eucharystii. Osoby takie nie powinny przystępować do Komunii św. bez spowiedzi i
zadośćuczynienia za zło, którego dokonali.

Co w sytuacji, gdy tacy moralnie ambiwalentni politycy będą chcieli
przystępować do Komunii Świętej?

– W takiej sytuacji kapłan powinien odmówić. Wzbudziłoby to zgorszenie wśród
wiernych, ponieważ w ten sposób wkradłby się do Kościoła relatywizm moralny.
Wierni mogliby pomyśleć, że można bezkarnie łamać przykazania Boże i mimo to
przystępować do sakramentów świętych. To prowadziłoby do likwidacji poczucia
grzechu, zła moralnego.

W niedawnym liście do władz przedstawiciele Konferencji Episkopatu Polski
określili in vitro jako "młodszą siostrę eugeniki"…

– In vitro określa się wręcz jako "miękką eugenikę", zawsze bowiem istnieje
ryzyko dokonywania selekcji embrionów. Istnieje też pokusa prowadzenia
eksperymentów na ludzkich embrionach, co w rażący sposób jest sprzeczne z
godnością życia ludzkiego.

A można przyjąć założenie, że "jeśli ktoś się uprze, to będzie dziecko miał,
nawet jeśli jest to niedobre"?

– Jeśli znajdą się osoby, które uchwalą przepisy zezwalające na "produkcję
ludzi", oraz takie, które będą tego dokonywać, to będziemy bezsilni. Dlatego tak
ważne jest przyjęcie teraz dobrego prawa, bo złą ustawę trudno już będzie
później zmienić. Przykładem jest ustawa antyaborcyjna, która również dopuszcza
zabijanie człowieka, mimo że nazywa się ją antyaborcyjną.

Akceptacja niegodziwego procederu in vitro pociąga za sobą zgodę na coraz
bardziej kontrowersyjne przepisy. Lewica chce, by Narodowy Fundusz Zdrowia
płacił nawet za in vitro dla homoseksualistów…

– Działa tu logika: jeśli już się pozwala na in vitro, to dlaczego nie pójść
dalej i nie wprowadzić go dla wszystkich? Widać tu ewidentnie wpływ liberalnych
poglądów, co jest smutne. Ludzie uważają, że mają "prawo do dziecka". Katolicy
powinni patrzeć na to inaczej, bowiem to nie jest takie prawo, jak np. to
konstytucyjne – do pracy. Dziecko nie jest przedmiotem, tylko darem. Również z
tego powodu Kościół jest przeciwny in vitro, ponieważ akceptacja takich zabiegów
tworzy mentalność, w której odrzuca się Boga jako Stwórcę życia. Taka logika
będzie prowadziła do sytuacji, w której "prawa do dziecka" zażąda pierwszy z
brzegu człowiek z ulicy, który uzna, że skoro ma już kota i psa, to teraz kolej
na potomka…

Takie pomysły uderzają w rodzinę – wspólnotę życia i miłości.
– Oczywiście. Jakie środowisko wzrastania da takiemu dziecku para
homoseksualistów? Środowiska lewicowe nie szanują praw dziecka, którego nikt nie
pyta, czy chciałoby wzrastać w normalnej rodzinie, w której są mama i tata. W
tej sytuacji kierują się oni tylko własnymi zachciankami, a nie dobrem dziecka.
To jest klasyczny przykład złego używania wolności, która oddzielona zostaje od
prawa naturalnego i przestaje służyć dobru.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj