Nie ma Chrystusa poza Kościołem

Z ks. bp. Stanisławem Wielgusem, pasterzem Kościoła
płockiego, rozmawia Katarzyna
Cegielska

Za nami pielgrzymka Benedykta XVI do naszej Ojczyzny. Jakie refleksje towarzyszą
Księdzu Biskupowi w związku z tą wizytą?

– Pielgrzymka Ojca Świętego Benedykta XVI to bogactwo wielu wątków. Wszystkie
te spotkania były wspaniałe, ale szczególne wrażenie zrobiło na mnie sobotnie
spotkanie Ojca Świętego z młodzieżą oraz jego myśli i wypowiedzi na temat skały.
Budować dom swojego życia na skale, czyli na Chrystusie; na Chrystusie, który
jest w Kościele. Nie ma Chrystusa poza Kościołem. To jest bardzo ważne z tego
powodu, że czasami słyszymy hasła: "Chrystus tak, Kościół nie", "ja
mam swoją drogę do Chrystusa, niepotrzebny mi Kościół, niepotrzebni mi są księża".

Benedykt XVI niejednokrotnie podkreślał, że nie można mówić o Chrystusie poza
Kościołem…

– Ojciec Święty Benedykt XVI bardzo mocno podkreśla, że nie można mówić o Chrystusie
poza Kościołem, który jest Jego mistycznym Ciałem. I tylko budowanie na Chrystusie
jest budowaniem na skale. Skała, czyli Chrystus, czyli Ewangelia, czyli Dekalog.
Należy więc budować na skale, a nie na piasku współczesnych ideologii czy też
– można powiedzieć – współczesnej ideologii zła, nawiązując do książki Jana
Pawła II "Pamięć i tożsamość", który pisał w niej o ulotnych piaskach
ideologii, która za receptę na życie dla młodego człowieka uznaje seks, zakupy,
jak najwięcej mocnych przeżyć, zabawę. Znane i bardzo popularne jest hasło "paradise
now" (raj dziś), wszystko na próbę. To jest miraż, że można osiągnąć raj
na ziemi, zważywszy, że ta nowa ideologia amputuje wymiar nadprzyrodzony z
życia człowieka i w ogóle z całej rzeczywistości, a więc pozostają hedonizm,
konsumpcjonizm itd. Ojciec Święty Benedykt XVI doskonale to rozumie, dlatego
wzywa do wiary, do budowania na prawdziwej skale. Przyjdą burze, nawałnice,
wichry, a budowla na Skale nie ulegnie zniszczeniu. Natomiast wszystkie budowle
stawiane na piaskach współczesnych ideologii natychmiast się rozpadają. Jeśli
człowiek traci Boga, to właściwie traci wszystko, co ma jakiś sens.

Bardzo znamienna była także homilia w czasie niedzielnej Eucharystii na krakowskich
Błoniach.

– W tej homilii uderzyło mnie to, co Ojciec Święty już mówił, jak pamiętam,
także podczas naszej wizyty ad limina Apostolorum w grudniu 2005 r., że oczekuje
od nas, Polaków, takiego świadectwa wiary, które będzie promieniować na całą
Europę i na cały świat, ulegający niestety w ostatnich dziesiątkach lat dechrystianizacji.
Ojciec Święty pokłada nadzieję w naszym Narodzie, co jest bardzo cenne dla
nas i pocieszające. Niemniej jednak trzeba udźwignąć to zadanie.

Ojciec Święty powiedział, że przyjechał zakosztować naszej wiary, ale też
upewnić się, czy w niej trwamy. Księże Biskupie, jak zdaliśmy ten egzamin z
wiary, a właściwie jak go zdajemy cały czas?

– Trzeba zacząć od tego, że wszyscy jesteśmy słabi i grzeszni. Po grzechu pierworodnym
każdy z nas ma swoje winy, słabości, które ciągle ujawniają się w naszym życiu
indywidualnym, społecznym, politycznym, ale ja bym nie tracił nadziei. Polacy
potrafią się zmobilizować wokół dobra i w chwilach trudnych umieją dotrzymać
słowa Chrystusowi. I na to liczę. Ale potrzebne jest nam co chwilę coś w rodzaju
rekolekcji, jakimi są bez wątpienia spotkania z Benedyktem XVI. Świat, Europa
potrzebują – może to niewłaściwe słowo, ale to się często odnosi do Benedykta
XVI – takiej rekonkwisty chrześcijaństwa, oczywiście nie w sensie militarnym,
ale rekonkwisty miłości, wiary i nadziei, bo Europa została już w dużym stopniu
zalana pogaństwem, tak jak kiedyś Hiszpania islamem. Dlatego tego rodzaju proces
jest niezbędny, a Benedykt XVI podejmuje działania w tym kierunku i prosi o
modlitwę. Wiara, nadzieja, miłość to cnoty, które wyrażają się konkretnie w
życiu, a nie są i nie mogą być tylko hasłami. One mogą ocalić naszą Europę,
naszą cywilizację euroatlantycką. Zresztą, moim zdaniem, widać już początki
tego odrodzenia i w Ameryce, i w Europie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj