Co to znaczy kochać Jezusa

Dla "Naszego Dziennika" komentuje
Ksiądz profesor Waldemar Chrostowski,
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

We wczorajszej homilii Ojca Świętego na szczególne podkreślenie zasługują
dwa wątki. Jeden to ponowne przypomnienie osoby i wielkiego dzieła Prymasa
Tysiąclecia dokonane na samym początku homilii papieskiej i w tym szczególnym
miejscu, w którym 25 lat temu odbył się uroczysty pogrzeb Prymasa Tysiąclecia.
Benedykt XVI jeszcze jako kardynał Joseph Ratzinger w nim uczestniczył. Przypominanie
kardynała Wyszyńskiego i jego niezbywalnego wkładu, którego najwspanialszym
owocem był pontyfikat Jana Pawła II, nabiera szczególnej wymowy w Warszawie
– mieście życia i grobu kardynała Wyszyńskiego, w którym pamięć o nim powinna
być stale żywa. To jest wieczne zobowiązanie dla Warszawy i całej archidiecezji
warszawskiej, a także dla całej Polski.

Drugi wątek homilii papieskiej to rozwinięcie dewizy tej pielgrzymki: "Trwajcie
mocni w wierze". Wyraża ona obowiązek silnego przylgnięcia do Chrystusa,
które w swojej najmocniejszej, najbardziej wyrazistej formie nosi nazwę miłości.
Papież Benedykt XVI postawił pytanie, co to znaczy kochać Jezusa. Jest to najprostsze
z pytań, jakie sobie może postawić chrześcijanin i które pojawia się w nas
już w dzieciństwie, od pierwszej spowiedzi i Pierwszej Komunii Świętej; nieustannie
wraca, bo wciąż jesteśmy zachęcani do miłowania Jezusa.
Ojciec Święty nie tylko to pytanie postawił, ale także na nie odpowiedział.
Odpowiedź nie jest zupełnie nowa, lecz raz jeszcze przypomniana. Dzieje się
tak, ponieważ Papież nie szuka nowinek ani ich nie promuje, lecz podkreśla
trwałą aktualność, a przez to także trwałą nowość Ewangelii. Benedykt XVI powiedział
nam, że kochać Jezusa to znaczy iść drogą Ośmiu Błogosławieństw. Powinniśmy
je znać także dlatego, że podczas poprzednich pielgrzymek przypominał nam je
Jan Paweł II. Istnieje głęboka spójność między Ewangelią, nauczaniem Jana Pawła
II i właśnie wczorajszą homilią Benedykta XVI.

Papież podkreślił potrzebę polegania na Piśmie Świętym, którego objaśnianie
nie może dokonywać się subiektywnie ani selektywnie, lecz musi być wszczepione
w wielowiekowe dzieje i nauczanie Kościoła, bo tylko wtedy owocnie służy jego
rozwojowi. Pokusa relatywizmu czy dowolnego interpretowania Pisma Świętego
jest w człowieku obecna od zawsze, ostrzegali przed nią jeszcze Ojcowie Kościoła,
później pojawiła się jako w gruncie rzeczy przyczyna reformacji, następnie
nasiliła się w wieku XX. Dziś te pokusy ponownie dają znać o sobie, z czego
wynika, że każde pokolenie chrześcijan staje wobec zupełnie podobnych trudności.
Papież wskazał więc na zagrożenie, które pojawia się często i stale wymaga
czujności ze strony wierzących w Chrystusa. Dlatego zawsze w każdych okolicznościach
trzeba z nową mocą przypominać Ewangelię, o której sądzimy, że już ją znamy.
Wczoraj Ojciec Święty w Warszawie ukazał nam prawdy najprostsze – ale ponieważ
uczynił to Namiestnik Jezusa Chrystusa – nie ma wątpliwości, że są to zarazem
prawdy najważniejsze.

drukuj