fot. PAP/EPA

Nepal: więcej samobójstw podczas epidemii

Podczas czteromiesięcznej ogólnokrajowej kwarantanny Nepal zanotował skok o jedną trzecią w liczbie samobójstw. Eksperci uważają, że do tragedii przyczyniły się surowe przepisy i wymuszona izolacja. W Katmandu w czwartek znów ogłoszono kwarantannę.

„Rano, gdy szłam po mleko do sklepu, policjant zaczął na mnie strasznie krzyczeć i wymachiwać pałką” – opowiada 22-letnia Anjali, która mieszka w starej części stolicy.

„Przegonił mnie do domu. Dostałam burę od taty za brak zakupów i cały dzień nie mogłam się uspokoić. Znowu się zaczyna” – dodaje.

Po gwałtownym wzroście zakażeń koronawirusem w Nepalu lokalna administracja doliny Katmandu zarządziła powrót surowej kwarantanny. Od czwartku znów obowiązuje zakaz wychodzenia z domów, zamknięte są sklepy i zakłady pracy. Zakupy można zrobić tylko rano i wieczorem, ale władze nie podały konkretnych godzin.

„Żyliśmy tak przez cztery miesiące, czasami można było trochę nagiąć zasady i wyjść choć na chwilę” – mówi Anjali. Studentka socjologii zaczęła źle się czuć po dwóch miesiącach.

„W siódemkę jesteśmy stłoczeni w kilku pokojach. Rodzeństwo, babcia i rodzice. Zaczęłam się dusić psychicznie” – dodaje przyznając, że pojawiły się u niej myśli samobójcze.

Według danych policyjnych przytaczanych przez dziennik „Republica” w ciągu czterech miesięcy ogólnokrajowej kwarantanny samobójstwo popełniało w Nepalu 20 osób dziennie – o jedną trzecią więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej.

„W ludzi uderzyło wiele problemów naraz: od zaburzenia codziennej rutyny po problemy finansowe przez utratę pracy” – tłumaczy gazecie dr Sagun Ballav Pant, psychiatra ze szpitala uniwersyteckiego w Katmandu.

Gospodarka kraju stanęła i, jak szacuje Nepalski Bank Centralny, pracę straciła jedna czwarta pracowników. Jednocześnie wielu pracodawców podczas czteromiesięcznej kwarantanny przestało wypłacać wynagrodzenia.

Psychiatra tłumaczy, że podczas zamknięcia wzrosła również przemoc domowa, napędzana spożywaniem alkoholu, co mogło być przyczyną samobójstw.

„A choroby psychiczne są w Nepalu tematem tabu, często wyśmiewanym przez najbliższych. Co gorsza, trudno o leczenie i fachowców” – tłumaczy psycholog z Danii Nana Lange, która przez kilka lat pracowała w Katmandu.

„Jeszcze przed epidemią zmagałem się z depresją i było coraz gorzej. Okazało się, że dostałem silne leki na schizofrenię. Takich mamy lekarzy w kraju” – mówi Saroj, 38-letni inżynier z Katmandu.

„Depresja ma być wymysłem Zachodu. Albo słabością. Nepalczyk ma wszystko wytrzymać, a już na pewno kwarantannę z rodziną” – opowiada inżynier, który studiował w USA. Około 2 mln Nepalczyków pracuje za granicą.

„Ludzie harują tam na wieloletnich kontraktach bez urlopów i fizycznego kontaktu z rodziną. To się musi na nas wszystkich odbić” – ocenia.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) umieściła Nepal na 7. miejscu na świecie, ze średnią 24,9 samobójstwa na 100 tys. mieszkańców.

„W pilotażowym badaniu wykryliśmy objawy depresji u 3,4 proc. ludzi i skłonności samobójcze u jednego na dziesięciu Nepalczyków” – powiedziała tygodnikowi „Nepali Times” Kriti Adhikari z Narodowej Rady Badań Zdrowia Publicznego.

Funkcje terapii często spełniają coraz bardziej popularne grupy medytacyjne.

„Oczywiście pomocy powinny udzielać przeszkolone osoby, ale takie grupy wsparcia w naszej rzeczywistości i kulturze są potrzebne. Ludzie nie mają się do kogo zwrócić” – mówi Bipul Timisina, który jest członkiem jednej z buddyjskich grup, a jego guru jest jednocześnie terapeutą.

Jednak nawet po złagodzeniu kwarantanny pod koniec lipca wciąż obowiązywał zakaz spotkań.

„Ale przynajmniej można było wyjść na ulicę. Być wśród ludzi, na zewnątrz. Bardzo się boję, że przedłużą nową kwarantannę i że to się nigdy nie skończy” – mówi Anjali.

PAP

drukuj