[NASZ WYWIAD] O. dr Tadeusz Rydzyk CSsR: Idee powstają w naszej głowie i sercu. Razem z innymi można zrobić wszystko – samemu się ginie

Dokładnie 30 lat temu, 8 grudnia 1991 roku, nadawanie rozpoczęło Radio Maryja. Pomysł na zaistnienie toruńskiej rozgłośni zrodził w się w sercu o. Tadeusza Rydzyka, redemptorysty. Jak sam mówi, idee powstają w naszej głowie i sercu, ale zaraz dodaje: „Wszystko można zrobić razem z innymi ludźmi – nie samemu. Samemu się ginie i giną idee. Ile dobrych idei jest zapisanych w książkach, które stoją jedynie na półkach w bibliotekach! Nie zostały zrealizowane, bo zabrakło działania ludzi. Trzeba, żeby ludzie podejmowali idee, a wówczas rodzi się wielkie dobro” – zaznaczył Dyrektor „Katolickiego głosu w Twoim domu” w wywiadzie udzielonym portalowi Radia Maryja.  

Portal Radia Maryja: 30. rocznica Radia Maryja to doskonały czas na podsumowanie dotychczasowych lat działalności założonej przez Ojca Dyrektora katolickiej rozgłośni. Jakie refleksje dziś Ojcu towarzyszą? 

O. Tadeusz Rydzyk CSsR w pierwszej reżyserce Radia Maryja

O. dr Tadeusz Rydzyk CSsR: Dla mnie każde urodziny Radia Maryja to moment na rachunek sumienia: Jak czas, który minął wykorzystałem dla rozszerzania dobra i – przede wszystkim – co Pan Bóg o tym myśli? Co było dobre, co nie, a co należy poprawić? 30. rocznica powstania Radia to czas podsumowania, ale także przeanalizowania, co należało zrobić, a co zrobione nie zostało. Rozglądamy się, patrzymy dokąd zmierza świat, dlaczego ludzie odchodzą od Pana Boga… Takie chwile jak dziś dyscyplinują nas do przyspieszenia działań, bo jest jeszcze wiele do zrobienia!

 

 

Dlaczego Toruń jest siedzibą „Katolickiego głosu w Twoim domu”? Czy to Matka Boża, która jest przewodniczką Radia, wybrała Gród Kopernika na siedzibę swojej rozgłośni?

Na początku myślałem o Krakowie. W moim życiu przewinęły się Toruń, Szczecinek, Braniewo (krótki pobyt leczniczy, który wykorzystałem na pisanie pracy w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie), a później właśnie Kraków. W Krakowie było wiele inteligencji, więc stwierdziłem, że osoby, które miałyby tworzyć Radio – będą już na miejscu. Ale w Niebie inaczej to było zaplanowane. Dziś widzę to bardzo wyraźnie.

Wizytacja ks. abp. Mariana Przykuckiego w budującej się siedzibie toruńskiej rozgłośni

Gdy ówczesny Ojciec Prowincjał [o. Leszek Gajda CSsR-red.] zgodził się na założenie radia, trzeba było szukać miejsca. Tylko który biskup zgodzi się na to w swojej diecezji? Pierwszy wydał zgodę biskup w Pelplinie, ks. bp Marian Przykucki (Toruń należał wówczas do diecezji chełmińskiej). Prowincjał był bardzo otwarty, zapytał mnie: „Chcesz mieć wygodę czy spokój?” „Co to znaczy?” – dopytywałem. „Wygodnie” oznaczało, że radio mieściłoby się w budynku klasztornym, a „spokojnie” – zagospodarowanie działki państwa Poznańskich, którzy przekazali ziemię redemptorystom. O. Leszek Gajda powiedział, że nie wiedzą, co mają z nią zrobić. Wolałem „spokój”. Wiedziałem, że radio to będzie szaleństwo: wiele będzie się działo i będą przychodzić różni ludzie. Radio musiało mieć swoją przestrzeń.

Jak to się stało, że z małego domku zaczęło nadawać radio, które dziś dociera nawet do słuchaczy w Ameryce?

Na początku rzeczywiście to był maleńki domek. Było w nim bardzo ciasno i prawie nic w nim się nie znajdowało. Pierwszy raz przyjechałem do Torunia, gdy jeszcze pracowałem w Niemczech. Przyjeżdżałem na chwilę i wyjeżdżałem, ale miałem wsparcie od ludzi. Budowali, remontowali, przygotowywali wieżę nadawczą. Szczególną pomoc okazywała pani Zosia Strzałka. Nie miałem pieniędzy na radio, ale ciągle się modliłem.

Pierwsza siedziba Radia Maryja

Dawna recepcja toruńskiej rozgłośni

Pierwszy maszt radiowy „Katolickiego głosu w Twoim domu”

Na drodze Radia Maryja stanął Angelo Ivano Pietrobelli, włoski konsul w Niemczech. Dzięki niemu i pobytowi w Medjugorie poznałem Rosę Winter, a ona z kolei zaprosiła mnie do Szwajcarii na spotkanie z mistyczką Vasullą Ryden (Greczynka, która urodziła się w Egipcie). Pojechałem tam mimo ogromnego zmęczenia i niewyspania. Po Mszy św. i modlitwie różańcowej miałem już wracać, gdy nagle podchodzi do mnie Rosa Winter i ku mojemu zdziwieniu daje mi 10 tys. franków szwajcarskich. Okazało się, że Vasulla Ryden powiedziała do ludzi po spotkaniu, że jeżeli chcą, to niech pomogą „temu księdzu z Polski, bo on zakłada Radio Maryja”. A ja z nią przecież nie rozmawiałem. Ilość otrzymanych pieniędzy to była równowartość wybudowania pierwszego masztu Radia Maryja… W czasie działalności rozgłośni takie sytuacje miały miejsce niejeden raz. Niektórym się wydaje, że mamy miliony. Robimy, co możemy, ale to wszystko dzięki Panu Bogu i ludziom.

 

 

 

 

Ale przecież na prowadzenie takiej działalności potrzebne są specjalne pozwolenia państwowe…

Pierwsze dwie częstotliwości dostaliśmy od Ministerstwa Łączności: Toruń oraz Bydgoszcz. To było tak mało, że już nawet na obrzeżach Torunia radio było mało słyszalne, a w Bydgoszczy było jeszcze gorzej. Nie mieliśmy nawet połączenia pomiędzy stacjami. Ale zrobiliśmy je (bez pozwolenia władzy). Pan Bóg dał nam przecież nie tylko zgodę, ale i polecenie: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię!” (Mk16, 15-16), a ja słucham Pana Boga. W Polsce budowano wówczas kościoły kosztem trafienia do więzienia, kosztem ponoszenia za to kar. To były naprawdę trudne rzeczy. Wybitną postacią w tym zakresie był ks. abp Ignacy Tokarczuk. Wybudował ponad 400 kościołów i kaplic bez zgody państwa. Duchowny ten doświadczył ogromnych szykan, ale nie przestawał działać.

Zrobiliśmy więc połączenie, radiolinię, bez pozwolenia, ale tak, żeby nikomu nie przeszkadzać w eterze. Gdy później byłem w Państwowej Agencji Radiokomunikacyjnej, która działała z ramienia Ministerstwa Łączności, jej dyrektor  krzyknął do mnie: „Jakim prawem to zrobiliście?! Co ksiądz sobie wyobraża?!”. W ich rozumowaniu powinniśmy wozić cały czas kasety między Toruniem a Bydgoszczą, aby połączyć obie stacje. Odpowiedziałem wówczas: „I pewnie jeszcze mam to robić na osiołku?”. Syrenki przecież nie mieliśmy, bo w tamtych czasach posiadanie takiego auta było niemal luksusem.

Widziałem ogromne oburzenie urzędnika, więc próbowałem przenieść rozmowę na inne tory: „Kiedy ostatnio był pan u spowiedzi”. Urzędnik prawie wybuchł. Grzecznie powiedziałem, że jestem księdzem i o takich właśnie sprawach mogę rozmawiać, a nie odpowiadać na pytania dotyczące spraw technicznych. Zaznaczyłem, że mogę wyspowiadać, odprawić Mszę św. czy pogrzeb. Celowo powiedziałem o pogrzebie, bo zależało mi na tym, żeby ten człowiek zastanowił się nad tym, że kiedyś umrze i stanie przed Panem Bogiem, a wtedy odpowie za wszystko, co zrobił.

Dawne studio toruńskiej rozgłośni

W ogóle to, że dostaliśmy zgodę na powstanie Radia Maryja i TV Trwam,  uważam, że to była „pomyłka przy pracy”. Błąd tych, którzy dawali koncesję. Dostaliśmy najpierw, tak na odczepne, dwie stacje. I myśleli, że padniemy. A później otrzymaliśmy (po wielkiej walce) 37 stacji, jednak tylko wysokie częstotliwości, a w Polsce były same niskie. Ludzie nie mieli takich odbiorników, żeby słuchać Radia Maryja. Wtedy pomyślałem: „O nie. Skoro tacy cwani jesteście, to my sobie poradzimy inaczej”. Namówiłem cztery ekipy młodych ludzi, którzy interesowali się techniką i powiedziałem im: „Jedźcie w różne miejsca i zakładajcie chociaż po jednym dipolu, zakładajcie niskie częstotliwości, których oni nam nie dali”. Wówczas częstotliwości otrzymały Radio Zet, RMF itd. Całą Polskę już obejmowały te stacje, a nam nie chcieli pozwolić. A co jest najsmutniejsze? Decydowali o tym także katolicy, znam ich nazwiska. Później, po wielu latach, przychodzili do mnie, by nawiązać współpracę. Ale podziękowałem im.

Trzeba myśleć, wiedzieć jak to działa i się nie dać. Powtarzam: NIE DAĆ SIĘ! Bo z jakiej racji? Co to ma znaczyć? My mamy prawa! Nie możemy zgadzać się na dyskryminację. W żadnym wypadku! Trzeba mieć swój charakter. Radio Maryja napotykało i napotyka wiele trudności po drodze, ale Matka Boże czuwa i dba o nas. Wielką zachętą i wsparciem był dla mnie Jan Paweł II oraz kilku biskupów, którzy podtrzymywali mnie na duchu. Fantastyczni ludzie. Najbardziej wspierali mnie abp Majdański, abp Tokarczuk, bp Napierała, bp Frankowski oraz bp Dydycz i kard. Gulbinowicz (to, co mu zrobili, było wielką krzywdą – Pan Bóg się o to upomni). Tylko niektórzy pasterze byli przeciwni, ale ten trud też trzeba przejść. Może to i dobrze, bo wtedy się wszystko oczyszcza. Wszyscy mamy obowiązek czynić dobrze. Alleluja i do przodu!

Koronacja figury Matki Bożej, która dziś znajduje się w radiowej kaplicy, przez ks. bp. Andrzeja Suskiego

Bez czego nie mogłoby istnieć Radio Maryja? Bez jakiejś audycji, modlitwy, żywego kontaktu z ludźmi?

Od samego początku myślałem, że jeżeli ma to być radio ewangelizacyjne, to musimy tak działać, żeby doprowadzać ludzi do spotkania z Panem Bogiem, a największym spotkaniem jest modlitwa. Równocześnie dzięki modlitwie ewangelizujemy – to działa w dwie strony. Gdy Radio rozpoczynało swoją działalność, Ojciec Prowincjał powiedział mi, żebym szukał sobie ojców do współpracy. Najbardziej zależało mi na takich, którzy zajmowali się oazami, formowali ludzi, żeby do nich wychodzili, mieli w sobie ewangelizacyjny dynamizm. Modlitwa, katecheza, kontakt z ludźmi na żywo – tak widziałem działalność rozgłośni.

Modlitwa w studiu „Katolickiego głosu w Twoim domu”

Nie musimy mówić „Pan Bóg”, aby przybliżać innych do Zbawiciela. Wszystko może być katechezą. Nawet koncert życzeń, ale to jest uzależnione od stylu zwracania się do ludzi. Katolik nie musi mieć napisane na czole „katolik”, tylko tak ma się zachowywać, żeby ludzie pytali: „Jak on to robi, że taki jest?”. Być dla Boga i dla człowieka. Tak jak w polskim przysłowiu: „I do tańca, i do różańca”, z tym, że ja mówię: Najpierw do różańca, później do tańca. Ale powinno być i jedno, i drugie. Trzeba chodzić twardo po ziemi, być realistą, ale wiedzieć dokąd zmierzamy, dlatego katecheza. Obserwowałem w Niemczech kryzys wiary, który spowodowany był brakiem porządnej katechezy! Pierwsza i najważniejsza katecheza jest w domu. Ja także najlepszą katechezę miałem właśnie w domu.

„Katolicki głos w Twoim domu” to także fenomen Biur i Kół Przyjaciół Radia Maryja. Skąd pomysł na takie zaangażowanie słuchaczy?

O. Tadeusz Rydzyk CSsR z przyjaciółmi Radia Maryja

Zastanawialiśmy się, jak Radio ma trafić do ludzi. Aby promować media, przekazuje się ogromne pieniądze na reklamy, bilbordy. My tego nie mieliśmy, ale byli ludzie, do których zwróciliśmy się z apelem: „Mówcie o radiu”. I samoczynnie zaczęły powstawać biura i koła Radia Maryja. Niektórzy myśleli, że te „biura” to będzie ogromny gmach, pomieszczenia, aparatura, komputery i pieniądze na to. Jak na początku przychodzili ofiarodawcy, żeby przekazać datek na Radio Maryja, to byli tacy, którzy chcieli najpierw dać fundusze na to biuro, a to, co zostanie – na radio. Powiedzieliśmy, że w żadnym wypadku! Biurem jesteś Ty.

 

Będąc klerykiem, czytałem felieton „Niekoniecznie w miednicy”. To była historia prowincjała w zakonie, który wszystkie papiery, dokumenty, trzymał w miednicy pod łóżkiem w swojej zakonnej celi. Wszystko szło bez zarzutów. Później przyszedł jego następca, zrobił sobie kancelarię w oddzielnym pomieszczeniu według nowoczesnych standardów. Po pewnym czasie prowadzenie dokumentacji i działalność zakonu nie przebiegały już tak sprawnie. Trzeba mieć mądrość w sobie. Więcej nauczy się mądry, jak zrobi podróż dookoła stołu, niż głupi podróżując dookoła świata.

 

 

Biura i Koła współtworzone są głównie przez seniorów. Uczestnicząc w tych wspólnotach „dostali drugie życie”. Ojciec sprawił, że znów poczuli się potrzebni, a ich zaangażowanie, jak chociażby organizowanie pielgrzymek czy innych spotkań – przynosi owoce.

Zawsze denerwowali mnie komuniści, którzy krzyczeli: „Starzy to do różańca  i precz z wami!” – dosłownie tak z pogardą mówili. Pamiętam, jak do mojego domu przyszedł jakiś urzędnik czy kierownik z fabryki. Powiedział do mamy: „Z wami starymi na gnój! Młodzież się liczy”. To było takie oburzające i obrzydliwe. Starszy człowiek wymaga szacunku. On już przeżył to, co ten młody, a może i był lepszy niż ten młody, który w taki sposób się wyraża. Życie to jest uniwersytet – starsi mają niejedną taką „uczelnię” (bez dyplomów) skończoną i widzą więcej. Ktoś powiedział, że młodzi szybko biegną, ale to starsi znają drogę, dlatego młodzi i starsi powinni być razem. Jest jedna rodzina: i babcia jest ważna, i dziadek, i pradziadek, i praprawnuczka. Nazwa „Rodzina Radia Maryja” wyszła od ludzi. Gdy komunikujemy się z innymi, to jednoczymy się bardziej w ideach, w myśleniu i okazuje się, że nie jesteśmy sami. Jest nas – podobnie myślących – więcej! Wówczas zaczynamy być bliżej siebie – jak rodzina. Łączy nas Pan Bóg, łączy nas Ojczyzna, łączy nas prawda. Z pragnienia dobra rodzą się później czyny. Ale Radio Maryja to nie tylko ludzie starsi…

II rocznica powstania toruńskiej rozgłośni

Wizytacja siedziby RM przez ówczesnego przełożonego generalnego redemptorystów, o. Josepha Tobina

Do jakiej grupy najtrudniej trafić?

Bardzo zależy nam na młodzieży, ale trudno jest do niej trafić. W dzieciństwie jest łatwiej formować. Młodzież ma w sobie taką cechę (nazywam to z „kwiatka na kwiatek”), że nie jest stała w działaniach. Młodego człowieka pociąga wiele rzeczy naraz, chce wszystkiego spróbować. Dobrze, gdy ma w sobie siłę do refleksji, umie zachować dystans i zastanowić się zanim w coś się zaangażuje. Bo może popełnić błąd, a ten błąd może rzutować na całe jego życie. I to go złamie. Młodzież nam psują ateiści, lewica. Oni mają do dyspozycji potężne media, internet. Starsi już często sobie odpuszczają wychowanie młodzieży, bo nie mają siły albo nie wiedzą, jak do niej podejść, nie mają cierpliwości. A miłość wymaga cierpliwości i rozmowy.

O jakiej Polsce marzy Ojciec Dyrektor?

Chciałabym, abyśmy jako Polacy pracowali nad sobą, dbali o sprawiedliwość i prawdomówność, żebyśmy byli realistami. Nie możemy być bigotami, ale osobami do różańca, i do tańca. Chciałbym, żebyśmy prowadzili ze sobą dialog i nie ulegali przeróżnym „specom” od niszczenia. Widzimy, że idzie nowy totalitaryzm. Może obozy koncentracyjne, przemoc, mordowanie nie nastąpią tak szybko, bo teraz niszczy się człowieka inaczej. Jeżeli ktoś nie idzie za inżynierami tego innego porządku świata, to takich ludzi się eliminuje z życia: nie przyjmuje się do pracy, na studia, nie zalicza egzaminu – o takich metodach dzisiaj wiemy. To jest nowy totalitaryzm skupiony na niszczeniu rodziny. Temu niestety służą dziś media. To dzisiejsza broń. Wystarczy popatrzeć na wybory w Stanach Zjednoczonych, jak potraktowano w mediach Donalda Trumpa, prezydenta mocarstwa. A w Polsce? Popatrzmy, jak media zaatakowały Kościół.

Aby nie pogubić się w dzisiejszej rzeczywistości pomocne mogą być autorytety. Kto dla Ojca Dyrektora jest wzorem do naśladowania?

Pan Jezus jest autorytetem. Cała prawda to Pan Jezus i 10 przykazań. Tego trzeba się trzymać. Oczywiście święci zachęcają mnie, by iść „ku górze”. Oni dali radę, to może i ja dam? „Boże, pomóż mi” – modlę się. Szczególnie bliski jest mi św. Jan Paweł II.

 

Pamiętam, że jak chciałem iść do seminarium (przyszło mi to do głowy w szkole podstawowej), pojawiła się pierwsza trudność. Zainteresowałem się zakonem księży chrystusowców, ale jakaś pobożna pani powiedziała mi, że żeby tam wstąpić, to trzeba znać siedem języków. Oczywiście to nie była prawda, ta pani miała złe informacje, ale uznałem, że to jednak nie dla mnie; nie lubiłem języka rosyjskiego.

Później, jak już powstawało Radio Maryja, spotkali się współbracia i zaczęli dyskutować na temat rozgłośni. Jeden z nich wstał i mówi do mnie: „Ojciec chce założyć radio, ale ilu ojciec ma profesjonalistów, ilu ojciec ma lekarzy, itd.?”. Odpowiedziałem: „Ojcze, ale ja nie chcę szpitala, tylko radio”! Na początku do współpracy z Radiem zapraszaliśmy ludzi z rożnych wspólnot, grup modlitewnych, bo to były już osoby w jakiś sposób uformowane. Spraw technicznych to każdy może się nauczyć. Często słyszę, że w radiu muszą być fachowcy. Nie. Fachowcy to ostatnie, co powinno być. Najpierw musi być świadek prawdy – człowiek, który poznaje prawdę, żyje tą prawdą i przekazuje prawdę dalej.

S. Leonilla i o. Jan Mikrut CSsR prowadzą audycję w Radiu Maryja

Wiemy, że jednym z ważnych postaci dla Ojca Dyrektora jest również św. o. Maksymilian Kolbe. Podobnie było w przypadku ks. Franciszka Blachnickiego, który wprost przyznał, że chce być „szaleńcem Matki Bożej” na wzór o. Maksymiliana. Życie obu tych postaci pokazało, że rzeczywiście nimi byli. Czy Ojciec również jest „szaleńcem Matki Bożej”?

Szaleńcem może i jestem (każdy jest nim w jakiś sposób), ale chciałbym być sługą Matki Bożej.

Prymas Polski ks. kard. Józef Glemp i o. Tadeusz Rydzyk CSsR w studiu Radia Maryja

pierwsza kaplica radiowa

Za troską i zaangażowaniem w dobro Kościoła i Ojczyzny idzie również krytyka, tzw. hejt. Czyta Ojciec Dyrektor komentarze na swój temat? Negatywne artykuły pojawiają się codziennie. Jak Ojciec radzi sobie z tymi kłamstwami?

Nie wiem jak teraz, ale kiedyś takich nieprzychylnych komentarzy było do 3 tys. rocznie. Współczuję tym, którzy piszą te kłamstwa, modlę się za te osoby. Ja wszystko oddaję Panu Jezusowi. Hejt to współczesne zabijanie, chodzi o to, żeby nas zatrzymać, żebyśmy się poddali, ale wiem, jaki mam cel i idę do przodu.

 

Czy Ojciec Dyrektor miał kiedykolwiek styczność z osobą, która – nie znając Ojca – atakowała, a po spotkaniach z Ojcem zmieniła zdanie?

Nieraz podchodzą do mnie ludzie i mówią: „Przepraszam ojca”. „Ale za co? Przecież my się nie znamy” – odpowiadam. „Ja tak nienawidziłem ojca…” – słyszę nieraz. Któregoś razu leciałem do Stanów Zjednoczonych. Miałem przesiadkę w Monachium, wychodzę z samolotu, ludzie podchodzą do mnie, witają się. Podszedł też jeden młody człowiek: „A skąd ja księdza znam? Czy ksiądz nie jest czasem biskupem?”. Na początku celowo nie mówiłem kim jestem, kontynuowaliśmy rozmowę, ale nie dawał za wygraną. „Wie Pan, ja jestem podejrzany typ, Rydzyk się nazywam” – powiedziałem w końcu. A on? Odskoczył raptem, jakby coś go sparzyło i krzyczał: „Nie lubię księdza! Nie lubię!”. „Przepraszam, nie jestem cukierkiem, żeby mnie lubić. A dlaczego Pan odnosi się do mnie z taką niechęcią, skoro mnie Pan nie zna?” – dopytuję. „No bo z mediów wiem o księdzu” – odpowiedział. „A Pan wierzy tym mediom?” – kontynuuję. „Trzeba komuś wierzyć” – powiedział. Ja wierzę tylko Panu Bogu. Trzeba mieć dystans do informacji, które nam podają i zastanowić się, a prawdę poznaje się u źródła. Są osoby, które patrzą na mnie nieufnie i podchodzą ostrożnie, jak kot do jeża. Często chce mi się z tego śmiać, bo to takie sympatyczne. Takie reakcje są rezultatem mediów.

Plany na przyszłość?

Nie zdradzę.

Absolwenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej przed toruńskim sanktuarium NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. JP II

A powie sobie kiedyś Ojciec: „Dość. Już zrobiłem swoje”?

Nie wiem, co będzie. Czuję się dobrze. Najważniejsze to mieć sprawny umysł. Odpowiem tak, jak odpowiedział Ojciec Święty. To był czas, kiedy Jan Paweł II nie mógł chodzić. Idzie obok niego włoski kardynał i mówi: „żeby jeszcze te nogi były sprawne…”, a Ojciec Święty odpowiada: „Kościołem rządzi się głową, a nie nogami”. Idee powstają w naszej głowie i sercu. Mam marzenie, żeby ludzie to zrozumieli, bo to jest ważne. Wszystko można zrobić razem z innymi ludźmi – nie samemu. Samemu się ginie i giną idee. Ile dobrych idei jest zapisanych w książkach, które stoją jedynie na półkach w bibliotekach! Nie zostały zrealizowane, bo zabrakło działania ludzi. Trzeba, żeby ludzie podejmowali idee, a wówczas rodzi się wielkie dobro. Myślę, że przez Radio Maryja budujemy świadomość (nie wszyscy sobie to uświadamiają). Myśl pobudza serce również do czynów. Tak powstaje dobro.

Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę, 1994 rok

Z okazji 30. rocznicy powstania Radia Maryja został wydany album „Na początku jest impuls Boży”. Więcej informacji na ten temat dostępnych jest [TUTAJ].

Anita Suraj-Bagińska, Monika Tomaszek/radiomaryja.pl

drukuj