fot. pixabay.com

„Nasz Dziennik”: Ideologiczny podatek zniszczy rolnictwo

Niemiecka rządowa komisja ds. podatku mięsnego zaproponowała sztuczne podwyższenie cen wołowiny i wyrobów mlecznych. Wszystko po to, aby utworzyć nowy front walki z tzw. zmianami klimatycznymi. Powoli realizowana jest lewicowa wizja walki z hodowlą zwierząt w Europie – wskazał Rafał Stefaniuk w artykule dla „Naszego Dziennika”.

Jeżeli przedstawione propozycje dot. sztucznego podwyższania cen wołowiny oraz wyrobów mlecznych zostaną wprowadzone w życie, Niemców czeka wzrost cen wołowiny nawet o 600 proc. Z kolei produkty mleczarskie będą droższe od 200 do 400 proc. Niemiecka komisja stwierdziła, że podwyżka cen musi być radykalna, gdyż tego wymaga dobro planety.

– To jest dalszy ciąg działań, które podejmuje europejska lewica, aby zniszczyć hodowlę zwierząt na Starym Kontynencie. Niestety, ale ten postulat znajduje się w programie wielu tzw. organizacji ekologów i partii politycznych. W Niemczech będzie to szczególnie widoczne, bo resort rolnictwa objął tam polityk partii Zielonych Cem Özdemir – wskazał Jan Krzysztof Ardanowski, przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Dzisiaj przy pomocy konsumentów próbuje się uderzyć w rolnictwo.

– To nie ma związku z walką o dobro planety. Rolnicy wiedzą, że nie są trucicielami klimatu i nie przyjmują lewicowej narracji – walczą z nią. Więc skoro ideologom nie udaje się zmusić rolników do rezygnacji z hodowli zwierząt, to wykorzystuje się do tego konsumentów. Wysokie ceny mają sprawić, że mało kogo będzie stać na mięso, a przez to hodowla będzie rzadkością lub nie będzie jej wcale – podkreślił Jan Krzysztof Ardanowski.

– Wprowadzenie podatku od mięsa w Niemczech będzie zagrożeniem także dla naszego kraju. Przykro mi to mówić, ale jeśli Europa nie zmieni swojego sposobu myślenia, Europejczycy nie zaczną myśleć krytycznie i nie odwrócą się od zmanipulowanego lewicowego przekazu, inicjatywy takie jak podatek od mięsa staną się normą – dodał Szczepan Wójcik, współorganizator ogólnoeuropejskich protestów rolników.

Próby narzucenia podatku od mięsa za naszą zachodnią granicą trwają już kilka lat. Impulsem do jego wprowadzenia stała się debata nad realizacją „Europejskiego Zielonego Ładu” i związanej z nim strategii „Od pola do stołu”.

Coraz popularniejsze staje się w Niemczech twierdzenie ekologicznych aktywistów, jakoby tylko poprzez ograniczenie hodowli zwierząt możliwe było zrealizowanie celów klimatycznych, które stawia przed sobą Unia Europejska. Do 2050 r. Europa ma stać się kontynentem neutralnym klimatycznie.

– To absurd, którego jednak nie wolno bagatelizować. Kilka lat temu wszyscy śmiali się, gdy mówiliśmy o realnym zagrożeniu likwidacją hodowli zwierząt futerkowych, zakazie uboju zwierząt na potrzeby wspólnot religijnych. Potem śmiano się z zakazu używania klatek w chowie i hodowli zwierząt. Dziś podobnie dzieje się z podatkiem od mięsa – wskazał Szczepan Wójcik.

Podatek od mięsa nie jest żadną formą walki o przyrodę, bo rolnicy nie są – jak chcieliby ich przeciwnicy – trucicielami klimatu.

– Potwierdzają to twarde liczby. W interesie samych gospodarzy jest dbałość o przyrodę i zapewnianie zwierzętom odpowiednich warunków chowu, ale o tym ekologiczni aktywiści nie będą mówić. Oni wolą wciskać mało wymagającemu unijnemu konsumentowi bajki o złych rolnikach. Zapominają przy tym, że to dzięki tym „złym rolnikom” mają co jeść – podkreślił hodowca zwierząt na futra.

W Niemczech, Holandii i we Francji publikowane są badania, według których większość konsumentów deklaruje, iż jest gotowa płacić większe ceny za wyroby odzwierzęce, jeżeli będzie się to równało z obniżeniem cen warzyw i owoców.

– Mamy do czynienia z absolutnym szaleństwem. Czym się kierują osoby wysuwające postulat wprowadzenia podatku od mięsa? Jaką pracę wykonano, że tak szkodliwy postulat znajduje poparcie społeczne? Już dzisiaj szacuje się, że kilogram wołowiny wzrósłby z 13 do 80 euro. Niemców nie będzie stać na to, żeby kupować aż tak drogie produkty – wskazał prof. Zbigniew Krysiak, prezes Instytutu Myśli Schumana.

Pozostało pytanie, czym ma być zastąpione białko odzwierzęce w diecie człowieka.

– Jeżeli nie mięso, to trzeba będzie szukać innego źródła białka. Bardzo drogich owoców morza? Czym się będziemy odżywiali? – pytał prof. Zbigniew Krysiak.

Niestety w sprawach związanych z klimatem, rolnictwem czy produkcją żywności ignorowane są głosy naukowców.

– Ubolewam nad tym, że w sprawach rolnictwa tak często ignorowany jest głos naukowców. Wielu dietetyków, lekarzy uważa, że umieszczenie mięsa w diecie człowieka jest wskazane; inni twierdzą, że jest to wręcz konieczne. Brak zbilansowania diety może być bardzo szkodliwy. Ludzi o mniejszych dochodach nie będzie stać na mięso. Ich stan zdrowia może się pogorszyć. Może w tym jest metoda, żeby zamiast wartości odżywczych zawartych w mięsie połykali tony suplementów diety? – podnosił Jan Krzysztof Ardanowski.

Wprowadzenie przez Niemców nowego podatku wywoła szereg zjawisk ekonomicznych.

– Nie wierzę w to, że Niemcy przestaną jeść mięso. Nie wierzę też w to, że będą skorzy do wydawania na nie dużych sum. Dlatego będą masowo wykupować mięso i produkty mleczne, które oferowane są przez sklepy w Polsce. Będą tu przyjeżdżać ciężarówkami i będą wywozić do siebie naszą zdrową, smaczną i dużo tańszą żywność. To jest jakieś szaleństwo, że w czasach kryzysu gospodarczego spowodowanego COVID-19 nie rozwiązuje się istotnych problemów, a stwarza zupełnie nowe – stwierdził prof. Zbigniew Krysiak.

Ekonomista podkreślił, że Berlin nie tolerowałby sytuacji, w której Niemcy wykupują polskie mięso i produkty mleczne.

– Moglibyśmy na tej sytuacji zarobić miliardy euro, ale jestem pewien, że tak nie będzie. Berlin zrobi wszystko, żeby podatek od mięsa stał się powszechny i żeby obywatele innych krajów UE płacili jak najwięcej za tego rodzaju żywność. To jest w ich interesie: doprowadzić do sytuacji, w której ceny w innych krajach nie będą atrakcyjne. Dlatego spodziewam się, że jeżeli Niemcy wprowadzą ten podatek, to będą wywierać presję na inne kraje – w tym Polskę – aby również sztucznie podniosły ceny mięsa i wyrobów mlecznych – wskazał profesor.

Zadanie to może być o wiele prostsze, gdyż Parlament Europejski opowiedział się pod koniec 2021 r. za możliwością podwyższenia VAT na produkty pochodzenia zwierzęcego.

– Faktem jest, że komisje Parlamentu Europejskiego poparły przyznanie państwom członkowskim większej elastyczności w kwestii stosowania stawek VAT. Chodzi tu zasadniczo o możliwość stosowania zerowej stawki VAT na produkty „zdrowe”, czyli na żywność pochodzenia roślinnego i maksymalnej stawki na produkty – jak to określono – „o dużym śladzie środowiskowym”. Chodzi oczywiście o mięso i inne produkty odzwierzęce – mówił Szczepan Wójcik.

– Niestety, ale w każdym kraju Unii Europejskiej znajdują się wpływowe grupy, które domagają się wprowadzenia tego podatku. Obawiam się, że wkrótce będziemy zmuszenia po raz kolejny stoczyć bój o przyszłość polskiego rolnictwa. Nie wierzę w to, że europejska lewica pozwoli nam funkcjonować na innych zasadach – dodał Jan Krzysztof Ardanowski.

Zachwiałoby to stabilnością polskiej gospodarki.

– Mierzymy się dzisiaj z potężną inflacją. Opodatkowanie mięsa byłoby kolejnym czynnikiem inflacyjnym. Nasze budżety i pensje w zastraszającym tempie będą topniały. Polska i kraje naszego regionu nie mogą się zgodzić na ten podatek. Co nie zmienia faktu, że Niemcy, Francuzi czy Holendrzy w sprawach tzw. zmian klimatycznych cechują się wysokim poziomem zachowań samodestrukcyjnych – stwierdził prof. Zbigniew Krysiak.

Wypychanie produkcji żywności poza granice Wspólnoty nie jest żadnym rozwiązaniem.

– Biorąc pod uwagę potencjalny wzrost importu właśnie z krajów MERCOSUR, fakt, że o podatek od mięsa walczą właśnie Niemcy, jest symptomatyczny. Przypomnijmy, że to kanclerz Merkel chciała przehandlować unijne rolnictwo w zamian za możliwość zwiększenia niemieckiego eksportu do Ameryki Południowej. Grona urzędników nie obchodzą bankructwa rolników – wyjaśnił Szczepan Wójcik.

– Nauczyliśmy się tego, że przed podobnymi zagrożeniami bronić musimy się sami. Są politycy, którzy ponad partyjne klapki na oczach stawiają dobro rolników, ale stanowią oni zdecydowaną mniejszość – podsumował hodowca.

Cały artykuł dostępny jest [tutaj].

Nasz Dziennik/radiomaryja.pl

drukuj