Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Ginęli, bo nigdy nie wyrzekli się marzenia o prawdziwie wolnej Polsce

Mieli być wymazani z kart historii. Komunistyczna propaganda nazywała ich zwykłymi bandytami. Ale pamięć o nich przetrwała. Dziś Polska nie ma wątpliwości, że ginęli, bo nigdy nie wyrzekli się marzenia o prawdziwie wolnej Polsce. 1 marca to Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Te nazwiska miały pójść w niepamięć.

– Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, ostatni żołnierz wyklęty czyli Józef Franczak „Laluś”, Hieronim Dekutowski „Zapora” – podkreśla Mateusz Gawlik, historyk z Muzeum Armii Krajowej w Krakowie.

– Porucznik Zdzisław Badocha „Żelazny”, jeden z najlepszych dowódców partyzanckich – akcentuje prof. Piotr Niwiński, historyk z Uniwersytetu Gdańskiego.

– Stanisław Sojczyński „Warszyc”, który utworzył konspiracyjne wojsko polskie, mamy Łupaszkę, Zagończyka – wskazuje prof. Zygmunt Woźniczka, historyk z Uniwersytetu Śląskiego.

Przez lata byli opluwani, nazywani bandytami. Dlatego dziś mówimy o nich „Wyklęci”.

– O ile propaganda odnośnie Armii Krajowej trwała kilka, kilkanaście lat, to przeciwko Żołnierzom Wyklętym lat kilkadziesiąt – podkreśla prof. Piotr Niwiński.

Ale mimo komunistycznej propagandy pamięć o nich przetrwała. Dziś Polska obchodzi Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Data 1 marca nie jest przypadkowa.

– To dzień, w którym zostali zamordowani w 1951 roku, przywódcy IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, na czele z prezesem Łukaszem Cieplińskim, ps. „Pług” – przypomina Mateusz Gawlik. 

Żołnierze Niezłomni walkę o niepodległość rozpoczęli jeszcze w trakcie II wojny światowej. Po wkroczeniu Armii Czerwonej i powstaniu komunistycznego państwa nie złożyli broni.

– Oni uznali, że wojna się nie skończyła, że jedna okupacja zamieniła się w drugą i że walka o wolną Polskę nie skończyła się i należy ją dalej kontynuować – wskazuje prof. Zygmunt Woźniczka.

Walczyli jeszcze w latach 60.

– Ostatni żołnierz wyklęty, ostatni partyzant zginął w walce w 1963 roku – podkreśla prof. Filip Musiał, dyrektor oddziału IPN w Krakowie.

To, co łączyło Wyklętych, to marzenie o wolnej Polsce.

– Oni nie szli na żadne kompromisy, oni uznawali, że trzeba za tę Polskę walczyć. Oni walczyli i za tę Polskę ginęli – mówi prof. Zygmunt Woźniczka.

Dlatego komuniści w pierwszej kolejności chcieli zniszczyć ich fizycznie. Później już zatrzeć pamięć o ich walce. Do dziś wielu z nich nie doczekało się godnego pochówku.

– Byli to bohaterowie, którzy za Polskę oddali rzecz najcenniejszą, oddali swoje życie – nie ma wątpliwości historyk z Uniwersytetu Śląskiego.

Ale dziś pod adresem Żołnierzy Wyklętych wciąż padają ostre oskarżenia. Pojedyncze przypadki są wyciągane z kontekstu i uogólniane w taki sposób, by po raz kolejny uderzyć w pamięć o Niezłomnych – podkreśla prof. Filip Musiał z IPN.

– Kalki komunistycznej propagandy z 40., 50., 60. czy w ogóle z PRL ciągle gdzieś funkcjonują w przestrzeni publicznej – akcentuje.

IPN prowadzi szereg badań poświęconych właśnie żołnierzom antykomunistycznego podziemia. Wciąż niewiele wiemy o działalności Wyklętych na Kresach, Wileńszczyźnie, Polesiu, Lwowszczyźnie i w Stanisławowie – podkreśla prof. Piotr Niwiński.

– Niewiele wiemy nawet, co tam się działo po 45. roku. A działały tam – z tych informacji, które w tej chwili mamy, oddziały partyzanckie silne, zwarte, gotowe zaakcentować swoją polskość – zauważa historyk z Uniwersytetu Gdańskiego.

Prof. Piotr Niwiński tłumaczy, że nie byłoby fenomenu Wyklętych bez zwykłych ludzi. Pomagały im tysiące. Ukrywali, dawali schronienie, opatrywali rany, informowali o ruchach wojsk komunistycznych [zobacz więcej].

TV Trwam News/RIRM

drukuj