fot. PAP/EPA

Na Ukrainie nadal nie milkną strzały

Na Ukrainie nadal nie milkną strzały, które obecnie spędzają sen z powiek mieszkańcom Mariupola. To tam separatyści mają przypuścić kolejny atak. Ukraińcy opuszczają swoje domy, a rząd w Kijowie nawołuje o pomoc. Niestety, liczne ustalenia dotyczące rozstrzygnięcia konfliktu na Ukrainie, nie mają swego odzwierciedlania w rzeczywistości.

Wszystko wskazuje na to, że po przejęciu przez separatystów miasta Debalcewe, kolejne walki będą toczyć się o Mariupol. To strategiczny port nad morzem Azowskim, zamieszkały przez pół miliona ukraińskich obywateli. Od kilku dni na obrzeżach miasta słychać regularne strzały.

Wczoraj w Mariupolu podczas kontroli drogowej nieznany sprawca zaczął strzelać do policjantów. Napastnik prawdopodobnie szykował zamach. W samochodzie, którym podróżował odkryto znaczą ilość specjalnych materiałów wybuchowych, przeznaczanych do wysadzania torów kolejowych czy budynków.

Wczoraj przewodniczący ukraińskiego parlamentu Wołodymir Hrojsman zaapelował do Parlamentu Europejskiego o nowoczesną broń dla swojego kraju oraz międzynarodową misję pokojową. Chęć współpracy z rządem w Kijowie wyraziły Stany Zjednoczone. Waszyngton wyśle na Ukrainę kilku żołnierzy, którzy przeprowadzą szkolenie medyczne.

Do pomocy Ukraińcom włącza się także Wielka Brytania. Brytyjczycy mają w planach rozmieszczenie na terenie Ukrainy personelu wojskowego. Będą to doradcy, którzy pomogą w szkoleniu ukraińskich sił zbrojnych. Obecnie Ukraińcy zmuszani są do opuszczania swoich domów. By ratować życie pozostawiają cały życiowy dorobek.

Dom jest domem, to miejsce lepsze niż każde inne. Nie wierzę w zawieszenie broni, sądząc po sytuacji, w której się znalazłam, trudno w nie uwierzyć. Wraz z dzieckiem uciekaliśmy ze szpitala, w którego kierunku prowadzony był ostrzał – powiedziała Natasza, mieszkanka Doniecka.

Sytuacja Ukrainy – jak wskazuje prof. Mieczysław Ryba – zdaje się być mocno przegadana. Świadczą o tym liczne spotkania, konferencje, rozmowy na temat zawieszenia broni. Brakuje jednak zdecydowanych kroków, idących w kierunku rozstrzygnięcia kryzysu na Ukrainie.

Wydaje się, że rozstrzygnięcie idzie po linii proporcji sił. Dla Władimira Putina, rozmowy, rozróżnianie, podział wewnątrz UE co do sprawy Ukrainy jest korzystny, natomiast jeśli bierzemy po uwagę samą Ukrainę, to ona oczekuje dostaw broni i ustabilizowanie frontu na tyle, żeby ten proces pokojowy rozpocząć – powiedział prof. Mieczysław Ryba, historyk.

Nawet jeśli do tego dojdzie, Rosjanie w każdej chwili mogą ponownie podjąć działania, dążące do destabilizacji Ukrainy.

To mogą być zamachy terrorystyczne, to może być szantaż gazowy, bo z tym mamy do czynienia, to mogą być też działania militarne – podkreślił prof. Mieczysław Ryba.

Tymczasem może dojść do kolejnego konfliktu na linii Rosja – Ukraina. Tym razem chodzi o dostawy gazu. Wczoraj prezes rosyjskiego Gazpromu poinformował, że Kijów nie dokonał przedpłaty za gaz za marzec i przyspieszył odbiór surowca objętego zaliczką za luty.

W konsekwencji może to doprowadzić do wstrzymania dostaw w ciągu dwóch dni – przestrzegł prezes Gazpromu. Ukraiński Naftohaz uważa, że Gazprom naruszył ustalenia dotyczące opłaconych awansem dostaw gazu dla Ukrainy. Przypomnijmy, że w miniony czwartek rosyjski koncern rozpoczął dostawy gazu na obszary kontrolowane przez separatystów.


TV Trwam News/RIRM

drukuj