(fot.PAP)

Na świecie huczy, w Polsce cisza

Cały świat zajmuje się aferą związaną z manipulacjami stopą LIBOR, co naraziło na straty miliony inwestorów, kredytobiorców i depozytariuszy. Do Polski sprawa nie dotarła. Wirtualny WIBOR nadal służy jako wyznacznik rynkowej wartości pieniądza.

Po ujawnieniu szokującej informacji, że brytyjski bank Barclays w latach 2005-2009 celowo zaniżał stopę LIBOR, aby poprawić swój wizerunek finansowy i uniknąć losu Rogal Bank of Scotland oraz Lloydsa, które rząd brytyjski częściowo znacjonalizował – dochodzenie objęło już 20 globalnych banków na świecie – od Wysp Brytyjskich przez Niemcy i Szwajcarię, po Stany Zjednoczone, Kanadę oraz Japonię. Kontrolerzy nadzoru finansowego weszli już do banków HSBC, RBS, Citigroup, UBS, Royal Bank of Canada. Potężne kłopoty z nadzorem czekają też dwa japońskie banki – Nomura oraz Aiwa – ponieważ okazało się, że doszło w nich do wycieku tajnych informacji i wykorzystania tej wiedzy w operacjach na rynku kapitałowym.
LIBOR to najważniejsza stawka referencyjna (stopa procentowa), po której banki udzielają sobie nawzajem kredytu na globalnym rynku, honorowana przez najważniejsze instytucje londyńskiego City. W strefie euro odpowiednikiem tego indeksu jest EURIBOR, a w Polsce – WIBOR. Od wysokości LIBOR (lub odpowiednio EURIBOR, WIBOR) zależą oprocentowanie kredytów korporacyjnych i indywidualnych, w tym długoterminowych kredytów hipotecznych, oprocentowanie depozytów i lokat, a także rozliczenia idących w setki miliardów kontraktów terminowych i innych operacji finansowych.

 

Indeksy na rozjeździe

– W piątek doszło do sytuacji, że 3-miesięczny LIBOR dla dolara w wysokości 0,45760 proc. wyraźnie się rozjechał z EURIBOR-em, który wyniósł dwukrotnie więcej, 0,99143 proc. To znaczy, że mamy problem, bo przecież oba indeksy – LIBOR i EURIBOR – dotyczą tych samych kwotowań rynku międzybankowego – zwraca uwagę dr Cezary Mech, finansista, były wiceminister finansów. LIBOR ustalany jest co rano na podstawie kwotowań 18 największych banków stowarzyszonych w British Bank Association. Wśród nich jest bank Barclays. Z kolei dane do wyznaczenia EURIBOR dostarcza 20 banków stowarzyszonych w podobnej europejskiej federacji – European Banking Federation.
Amerykańskie i brytyjskie organy nadzoru nałożyły na Barclays karę w wysokości 450 mln dol. za manipulowanie LIBOR-em. Dyrektor naczelny banku Bob Diamond podał się do dymisji i zrezygnował, pod naciskiem opinii publicznej, z 20 milionów funtów odprawy. Na razie zastępuje go szef banku Marcus Agius, ale i on już złożył dymisję w związku z aferą. Ustąpił też ze stanowiska szef operacji Barclays Jerry del Missier, który wydał traderom instrukcję, aby starali się zaniżać LIBOR. Natychmiast wszczęto przesłuchania wszystkich zamieszanych w tę sprawę przez komisję śledczą Izby Gmin. Jednym z głównym dowodów jest e-mail Diamonda z 2008 r. do ówczesnego szefa banku oraz do del Missiera, w którym streszcza on swoją rozmowę telefoniczną z wiceprezesem Banku Anglii Paulem Tuckerem. Wiceszef banku centralnego zasugerował władzom banku Barclays, że dają zbyt wysokie stopy procentowe do wyliczenia LIBOR w porównaniu z innymi bankami, co świadczy o tym, że bank zmuszony jest drogo pożyczać od innych banków pieniądze, a więc musi znajdować się w złej kondycji finansowej. Tucker ostrzegł Diamonda, że jeśli dalej tak będzie, to rząd partii pracy może znacjonalizować bank Barclays. Informacja ta potraktowana została przez szefa operacji banku del Missiera jednoznacznie – jako co najmniej przyzwolenie na manipulacje LIBOR-em. Diamond zeznał ponadto, że traderzy manipulowali już wcześniej na własną rękę. W komisji śledczej złożony został cały zestaw e-maili, z których wynika, że dealerzy i traderzy porozumiewali się pomiędzy sobą w sprawie wyznaczania stóp procentowych. Zeznania Diamonda pokazują, że linia obrony przyjęta przez byłe szefostwo banku Barclays polega na umiejętnym rozłożeniu odpowiedzialności pomiędzy władze samego banku, władze publiczne, które miały naciskać na bank i straszyć nacjonalizacją, oraz traderów, którzy jakoby „kręcili własne lody”.

 

Sprzeniewierzenie

W ostatni piątek pierwsze pokrzywdzone firmy wystąpiły przeciw bankowi na drogę sądową z żądaniem odszkodowania za poniesione straty. Do procesu przyłączył się brytyjski Serious Fraud Office (SFU to urząd do zwalczania poważnych nadużyć finansowych).
– Cały świat zajmuje się aferą związaną z manipulacjami na LIBOR, a w Polsce wokół sprawy WIBOR panuje cisza – zwraca uwagę Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. – Zarówno rząd, jak i KNF, NBP i Związek Banków Polskich doskonale wiedzą, że WIBOR jest wskaźnikiem wirtualnym. Ten wskaźnik, kształtowany przez kilkunastu dealerów i traderów z 16 największych banków, głównie zagranicznych, wyznaczany jest praktycznie na oko, ponieważ nie stoją za nim żadne realne transakcje na rynku międzybankowym – twierdzi ekspert. Dlatego WIBOR nie odzwierciedla dziś, jak podkreśla, prawdziwej ceny pieniądza. Poprzez manipulowanie stopą WIBOR duże banki mogą, jego zdaniem, eliminować z rynku krajową konkurencję, czyli mniejsze instytucje finansowe, które rzetelniej wyceniają koszt pozyskiwania środków finansowych.
– Jest wiele możliwości skonstruowania stawek przedstawiających realne transakcje finansowe, dlatego kluczowe jest pytanie, dlaczego nie jest realizowana przez ich twórców (ACI Polska) zasada, że „stawka WIBOR w Polsce jest stawką transakcyjną, co oznacza, iż po zakwotowaniu banki przez krótki okres powinny zawierać transakcje po zaproponowanych przez siebie cenach”, oraz dlaczego akceptuje się w powyższej definicji stwierdzenie „powinny”, a nie „muszą” – podnosi dr Cezary Mech.

drukuj