Mówią, co chcą

Na podstawie tego, co wiem, decyzja prokuratury odnośnie do umorzenia śledztwa dotyczącego organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska w 2010 r. jest absolutnie nieuprawniona. Mam nieodparte wrażenie, że poza powołaniem komisji międzynarodowej na pewno konieczne będzie przeprowadzenie tego postępowania od nowa.
Organizacja lotu do Smoleńska 10 kwietnia 2010 roku być może nie miała nic wspólnego z katastrofą. Prokuratura jest jednak instytucją, która działa z urzędu i jeśli znajduje nieprawidłowości, a w tym przypadku chodzi o przestępstwo z art. 231 KK, to powinna doprowadzić do jego rozliczenia. Generalnie wiedza, którą dysponujemy do tej pory na temat prowadzenia śledztwa smoleńskiego, nie napawa optymizmem. Trudno uwierzyć, że w ten sposób można prowadzić postępowanie karne. Z tych postępowań bije ogromna tendencyjność, niesamowite ukierunkowanie na jedno założenie: winy pilota i złych warunków atmosferycznych. Z drugiej strony ten materiał, który dzisiaj jest nam znany, nie pozwala na prowadzenie postępowania w innym kierunku, ja spodziewam się samych umorzeń.

 

Po przeszło 25 miesiącach widać, w jakim kierunku idzie śledztwo. Być może to lepiej. Jeśli ma być to robione przez ludzi, którzy nie chcą lub nie umieją tego robić, to może lepiej, żeby to zostawili. Poczekamy na ludzi, którzy będą mieli wolę i umiejętności, by właściwie poprowadzić śledztwo. Niestety, dotychczasowe postępowanie organów śledczych doprowadziło do bezpowrotnej utraty większości dowodów zaraz po katastrofie smoleńskiej. Podkreślałam, że można nad czymś pracować latami, jeżeli ma się zabezpieczone dowody, jeżeli tego nie zrobiono, to nie ma nad czym pracować. W dużej części jesteśmy w takiej sytuacji. To przykre, ale obawiam się, że dopiero po iluś latach będziemy rozliczać osoby, które odpowiadają za całą katastrofę. W Polsce toczy się niejedno postępowanie, w którym w wyniku celowych, podkreślam – celowych działań dochodzi do zacierania śladów i utraty dowodów i później, po latach, rozliczamy osoby, które do tego doprowadziły. Mamy choćby sprawy Krzysztofa Olewnika i Stanisława Pyjasa, i w przypadku śledztwa smoleńskiego niestety też tak będzie. Choć jest to nie do uwierzenia, że można na oczach całego świata coś takiego zrobić. Będę walczyć o to, by wszystkie akta dotyczące katastrofy smoleńskiej były jawne, wtedy będę mogła krok po kroku wytłumaczyć, jakie popełniono błędy. Dzisiaj decydenci i wymiar sprawiedliwości są w tej komfortowej sytuacji, że mówią, co chcą, a rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej wiąże tajemnica śledztwa.

 

 

Autorka jest prawnikiem, córką ministra Zbigniewa Wassermanna, który zginął w katastrofie polskiego samolotu rządowego pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku.

drukuj