fot. twitter.com/MS_GOV_PL

Min. Sprawiedliwości o podważaniu wyroków delegowanych sędziów: Dezorganizacja wymiaru sprawiedliwości

Uchylenie przez Izbę Karną SN wyroków w dwóch sprawach, dopatrując się w nich udziału rzekomo błędnie delegowanych sędziów, podważa obowiązującą od dawna linię orzeczniczą w takich sprawach oraz dezorganizuje wymiar sprawiedliwości – oświadczyło Ministerstwo Sprawiedliwości.

Chodzi o orzeczenia, które zapadły przed Izbą Karną Sądu Najwyższego w maju oraz lipcu bieżącego roku. W pierwszej ze spraw chodziło o delegowanie w 2018 r. do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie sędziego Rafała Puchalskiego, prezesa rzeszowskiego sądu okręgowego i członka KRS. Jak informował „Dziennik Gazeta Prawna”, sędzia został delegowany do tego sądu na czas pełnienia funkcji prezesa sądu okręgowego, tymczasem przepisy stanowią, że minister może delegować sędziego albo na czas określony nie dłuższy niż dwa lata, albo na czas nieokreślony.

O kolejnej sprawie dotyczącej innego członka KRS sędziego Dariusza Drajewicza informowała m.in. „Polityka”. Jak podano, 21 lipca Sąd Najwyższy uchylił wyrok na handlarza narkotykami, gdyż w składzie orzekającym Sądu Apelacyjnego w Warszawie zasiadał „niewłaściwie obsadzony” sędzia, czyli właśnie Dariusz Drajewicz.

W oświadczeniu nawiązującym do tych orzeczeń Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało, że „sędziowie są delegowani do »pełnienia obowiązków sędziego w innym sądzie na czas pełnienia tam funkcji« według niezmiennych zasad obowiązujących od co najmniej kilkunastu lat”.

„Były one praktykowane przez kolejnych ministrów sprawiedliwości. Nigdy ta praktyka oparta na obowiązujących od lat przepisach nie była kwestionowana. Nigdy dotąd nie podważył jej także Sąd Najwyższy, który badał wiele spraw, w których wyroki wydawali sędziowie delegowani na podstawie tych samych przepisów” – napisano.

„Uchylenie przez Izbę Karną Sądu Najwyższego wyroków w dwóch sprawach dopatrując się w nich udziału rzekomo błędnie delegowanych sędziów, mimo że nie zmieniły się żadne przepisy w tym zakresie, podważa obowiązującą od dawna linię orzeczniczą w takich sprawach oraz dezorganizuje wymiar sprawiedliwości” – podkreślił resort.

Jak dodano, ewentualny udział w wydaniu orzeczenia osoby nieuprawnionej, „a za taką należałoby uznać błędnie delegowanego sędziego”, stanowiłoby bezwzględną przyczynę odwoławczą.

„Sąd Najwyższy nieraz badał już w przeszłości sprawy, w których wyroki wydawali sędziowie delegowani w identyczny sposób, który teraz jest kwestionowany. Gdyby rzeczywiście stanowiło to przeszkodę dla wymiaru sprawiedliwości, Sąd Najwyższy był zobowiązany z urzędu w każdym przypadku uchylić takie wyroki. Jednak nie zrobił tego wcześniej ani razu. Nie stwierdził też nieważności poszczególnych delegacji, tym samym potwierdził ich prawidłowość i skuteczność” – wskazano.

Ministerstwo Sprawiedliwości zwróciło też uwagę, że Sąd Najwyższy w ramach rozpoznawanych kasacji wielokrotnie oceniał również orzeczenia podejmowane z udziałem sędziego Rafała Puchalskiego, którego delegacja jest obecnie kwestionowana.

„Nigdy wcześniej Sąd Najwyższy nie stwierdził przy tym żadnych nieprawidłowości dotyczących tej delegacji, ani nie uchylił w związku z tym żadnego wyroku orzekanego przez tego sędziego” – napisano.

„Również w ciągu 6 lat działania Ministerstwa Sprawiedliwości pod obecnym kierownictwem do Sądu Najwyższego wpłynęło wiele podobnych spraw i nigdy – aż do maja 2021 r. – dotychczasowe zasady nie były kwestionowane” – czytamy.

W opinii Ministerstwa Sprawiedliwości obecne decyzje Izby Karnej Sądu Najwyższego są „nagłą i nieuzasadnioną zmianą linii orzeczniczej oraz wykładni przepisów ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych”.

„Takie działania w istocie uderzają w interes prawny zwykłych Polaków i będą prowadzić do utraty zaufania i szkody na wizerunku Sądu Najwyższego” – oceniono.

Zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości, „gwałtowna zmiana orzecznictwa podważająca zaufanie do sądownictwa tym bardziej uzasadnia konieczność pilnej i głębokiej reformy Sądu Najwyższego, która do tej pory nie została przeprowadzona”.

PAP

drukuj