Min. Marcin Przydacz będzie reprezentował Prezydenta RP na spotkaniu Rady Pokoju
Szef prezydenckiego biura polityki międzynarodowej, Marcin Przydacz, weźmie udział w posiedzeniu inauguracyjnym Rady Pokoju, ale jedynie w roli obserwatora. Rząd nie zgodził się na przystąpienie Polski do nowej organizacji powołanej przez Stany Zjednoczone.
W najbliższy czwartek w Waszyngtonie odbędzie się inauguracyjne posiedzenie Rady Pokoju – nowej, międzynarodowej organizacji powołanej przez prezydenta USA, Donalda Trumpa. Zaproszenie do Rady Pokoju oraz na czwartkowe spotkanie otrzymał prezydent Polski Karol Nawrocki, ale na miejsce uda się jego przedstawiciel Marcin Przydacz.
– W czwartkowym spotkaniu inaugurującym Radę Pokoju w Waszyngtonie Prezydenta RP Karola Nawrockiego będzie reprezentował Szef Biura Polityki Międzynarodowej Minister Marcin Przydacz – poinformował rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz.
Min. Marcin Przydacz będzie uczestniczyć w posiedzeniu inauguracyjnym jako obserwator. Polska nie przystąpiła do Rady Pokoju – tego wymaga zgoda rządu i parlamentu, a premier Donald Tusk jest temu przeciwny.
– Jak już wielokrotnie informowaliśmy polską opinię publiczną, a także prezydenta, rząd nie przewiduje w tych okolicznościach i warunkach uczestnictwa Polski w Radzie Pokoju – oświadczył Donald Tusk.
Koalicja rządowa postrzega decyzję prezydenta jako próbę pozostawienia sobie otwartej furtki na przyszłość.
– Uważam, że prezydent sam zorientuje się w perspektywie najbliższych dni, że uczestnictwo w tym projekcie nie daje politycznego sensu polskiej polityki zagranicznej i polskiemu interesowi – stwierdził Grzegorz Schetyna.
Prezydent widzi to inaczej. Podczas ubiegłotygodniowej Rady Bezpieczeństwa Narodowego zwracał uwagę, że zaproszenie Polski do Rady Pokoju ma realne konsekwencje strategiczne, polityczne, wojskowe i sojusznicze.
– Na naszych oczach kształtuje się nowy ład światowego bezpieczeństwa. Dotychczasowe mechanizmy są redefiniowane na naszych oczach. Jesteśmy tego świadkami, uczestnikami, a nowe formaty współpracy powstają szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. W tej sytuacji pytanie jest zasadnicze: czy Polska chce być obecna tam, gdzie zapadają kluczowe decyzje, czy chce jedynie obserwować je z boku, poza stołem decyzyjnym? – mówił Karol Nawrocki.
Rada Pokoju została powołana w celu stabilizacji i zapobieganiu konfliktom, w pierwszej kolejności w Strefie Gazy. Struktura organizacyjna budzi jednak wątpliwości, bo szefem organizacji miałby być Donald Trump, nawet po zakończeniu kadencji prezydenta USA, a członkostwo poszczególnych państw byłoby przedłużane co trzy lata. Stała obecność w Radzie wymaga wpłaty miliarda dolarów. Z europejskich państw zaproszenie do Rady Pokoju odrzuciły m.in. Francja, Niemcy, Hiszpania czy Grecja. Zaproszenie przyjęły Węgry i Bułgaria. Włochy, Rumunia i Cypr, podobnie jak Polska, wyślą na posiedzenie inauguracyjne swojego obserwatora.
TV Trwam News



