fot. PAP/Leszek Szymański

Min. J. K. Ardanowski: Zarzuty o zły stan stadniny w Janowie Podlaskim – nieprawdziwe

Zarzuty w sprawie złego stanu stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim są „wyssane z palca” i „nieprawdziwe” – mówił minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, odpowiadając w Sejmie na pytania posłanek KO w tej sprawie.

Pytania dotyczące stadniny koni zadawały w czwartek w Sejmie posłanki KO: Dorota Niedziela i Joanna Kluzik-Rostkowska. W opinii posłanek, zapaść finansowa spółki się pogłębia, a warunki higieniczne, w jakich przebywają zwierzęta, „wołają o pomstę do nieba”.

„Wszystkie zarzuty są wyssane z palca, są to zarzuty nieprawdziwe. Ja odpowiem na nie szczegółowo w interpelacji” – powiedział Ardanowski.

Minister stwierdził, że nie będzie przedstawiał swoich ocen, gdyż w opinii posłanek są one subiektywne, ale zacytuje kilka dokumentów, którzy przestawili inni – jak zaznaczył – niezwiązane z nim organizacje czy osoby.

Minister przywołał tu przewodniczącego Przyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników Rolnictwa w Janowie Podlaskim, który napisał, że „na przestrzeni ostatnich dni wszystkie główne media krajowe, jak i zagraniczne, nie tylko prasa branżowa, obiegła wiadomość, że w stadninie koni Janów Podlaski wystąpiła sytuacja skrajnego zaniedbania zwierząt”.

„My jako organizacja związkowa musimy zdementować te informacje. Zapewniamy, że aktualny stan zdrowia jak i kondycja zwierząt jest bardzo dobry” – czytał minister.

Cytowany przez Ardanowskiego zarząd główny Związku Zawodowego Pracowników Rolnictwa zwrócił uwagę, że „pokazywanie negatywnych wydarzeń w stadninie koni w ciągu ostatnich lat jest wykorzystywane do zwalczania się partyjnych ugrupowań”.

„Związkowcy tłumaczą, że zawsze na wiosnę konie wyglądają gorzej. Faktem jest, że część zebranego siana była złej jakości, a słaby odrost traw na pastwiskach z powodu zimnych dni i suszy spowodował przebywanie koni w stajniach i konieczność dłuższego karmienia ich sianem, co odbiło się na ich kondycji” – mówił Ardanowski.

Związkowcy wskazują również – jak mówił minister – że „kłopoty z powodu własnego podkuwacza koni i brak możliwości z powodu koronawirusa zatrudnienia podkuwaczy z zewnątrz skutkowało brakiem bieżącej pielęgnacji kopyt u części koni”.

„Fakty te zostały wykorzystanie przez polityków do pokazania stadniny w złym świetle. Apelujemy do opozycji i mediów o opamiętanie się i nie niszczenie ludzi, w tym przypadku ciężko pracujących, załogi stadniny koni w Janowie Podlaskim” – odczytał szef resortu fragment listu.

Jak mówił minister, Janów to duże gospodarstwo i powinno mieć dobre wyniki. Przyznał jednak, że hodowla koni w Polsce nie jest działaniem dochodowym, szczególnie tam, gdzie trzeba zachowywać zasób genetyczny.

Jan Krzysztof Ardanowski przypomniał dodatnie wyniki finansowe za lata 2011-2014, kiedy przysługiwały wyższe dopłaty bezpośrednie. Zaznaczył, że wyniki pogorszyły się w związku ze zgodą ówczesnego ministra rolnictwa Marka Sawickiego na obcięcie części dopłat (unijna decyzja w sprawie tzw. cappingu, czyli redukcji dopłat dla dużych gospodarstw do 150 tys. euro – PAP). Jak mówił minister, w 2015 r. wynik finansowy stadniny w Janowie był dodatni tylko ze względu na to, że sprzedano najlepszą polską klacz – Pepitę.

„Na początku czerwca zapraszam wszystkich dziennikarzy na konferencję prasową, gdzie zostaną przedstawione szczegółowe dokumenty” – dodał.

Minister zaprosił także dziennikarzy do wizyty w Janowie Podlaskim „w uzgodnionym terminie na początku czerwca”.

Wcześniej resort rolnictwa zapowiedział, że aktualną sytuację w Stadninie Koni Janów Podlaski, a także przygotowania do aukcji i Narodowego Pokazu Koni Arabskich Czystej Krwi wraz z listą koni przeznaczonych do sprzedaży, przedstawi ministerstwo rolnictwa na konferencji 3 czerwca. MRiRW wyjaśniło, że to odpowiedź na skierowane do ministra rolnictwa pisma przedstawicieli Polskiego Związku Hodowców Koni Arabskich oraz Związku Zawodowego Pracowników Rolnictwa w RP, którzy zwrócili się o poinformowanie opinii publicznej o faktycznej sytuacji hodowli koni arabskich w Polsce.

PAP

drukuj