fot, pixabay.com

Lekarz szpitala tymczasowego: Jesteśmy w stanie permanentnej wojny

Jesteśmy w stanie permanentnej wojny, nie ma czasu na oglądanie się wstecz – powiedział lekarz naczelny Szpitala MSWiA w Katowicach i szpitala tymczasowego w Międzynarodowym Centrum Kongresowym, Paweł Mieszczański.

W działającym od początku grudnia szpitalu tymczasowym leczono dotąd ok. 1300 chorych na COVID-19. O ile w pierwszych tygodniach przebywało tam średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu pacjentów, to w trzeciej fali pandemii jednocześnie jest nawet ponad 300 chorych. W czwartek było tam 216 osób, w tym 30 pod respiratorami.

Paweł Mieszczański przyznał, że w trzeciej fali pandemii trudno znaleźć czas na analizę sytuacji.

„Jesteśmy w sumie w tym momencie w stanie permanentnej wojny. Nie oglądamy się do tyłu, tylko ratujemy bieżącą sytuację. Na podstawie nosa i oka lekarskiego nasuwają się jednak takie spostrzeżenia, że przebiegi choroby COVID-19 są teraz gorsze, mamy większą liczbę pacjentów w ciężkim stanie, więcej respiratorowych, jest też więcej młodszych pacjentów” – powiedział lekarz.

Podkreślił, że jeśli chodzi o standard medyczny tradycyjnego szpitala i szpitala tymczasowego, to nie ma między nimi różnicy. Personel do katowickiej placówki rekrutowano przez specjalną stronę internetową.

„Czas na to, żeby się zgrać, był krótki, ale myślę, że się udało” – ocenił lekarz.

Powiedział, że jeszcze 1,5 roku temu nikt się nie spodziewał, że w Polsce mogą działać szpitale tymczasowe, które będą organizowane w halach targowych, centrach kongresowych czy na stadionach.

„Jako lekarze jesteśmy kształceni do tego, że taka sytuacja może zawsze mieć miejsce, ale nie spodziewaliśmy się jako ludzie, że doświadczymy epidemii w naszym życiu lekarskim. Ja sam jestem chirurgiem, ale leczę chorych na COVID. Przy tej masie pacjentów mamy do czynienia z masą chorób towarzyszących, różne sytuacje na bieżąco się zdarzają i lekarz każdej specjalności ma dużo pracy. To w gruncie rzeczy leczenie interdyscyplinarne” – przekazał Paweł Mieszczański.

Zwrócił uwagę, że obecnie obserwuje się niewielką stabilizację, jeśli chodzi o liczbę zachorowań.

„Miejmy nadzieje, że sytuacja będzie coraz lepsza, ale boję się w tym momencie powiedzieć, że jestem zadowolony. Chciałbym poczekać, aż sytuacja będzie szła w dobrą stronę. Walka toczy się na dwóch polach – w jednej części tego obiektu leczymy tych, którzy zachorowali, w drugiej szczepimy innych, żeby nie zachorowali. Wyścig trwa. Mam nadzieję, że będziemy wygrywać z epidemią” – podsumował.

PAP

drukuj