fot. PAP

Kreatywna księgowość resortu zdrowia

10 mld 300 mln zł – tyle obecnie wynosi zadłużenie szpitali, co z dumą ogłosił resort zdrowia. Tymczasem nie wspomniano o tym, że w bieżącym roku zamknięto lub przekształcono w spółki ok. stu szpitali.

Dane Ministerstwa Zdrowia przedstawiają zadłużenie szpitali, które działają jako samodzielne, publiczne zakłady opieki zdrowotnej. Nie uwzględniają natomiast zadłużonych placówek przekształconych w spółki.

Z danych resortu zdrowia wynika, że sytuacja rzekomo się poprawiła, ponieważ zadłużenie jest niższe o 3 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Jednak jak akcentuje senator Bolesław Piecha, były wiceminister zdrowia: ta sytuacja jest wynikiem „kreatywnej księgowości, godnej byłego ministra finansów Jacka Rostowskiego”.

„To przerzucanie kosztów opieki zdrowotnej na pacjentów” – dodaje polityk.

– Szpitali ubyło. Część z nich zmieniło swój stan prawny i stało się spółkami prawa handlowego, a one już jako podmioty niepubliczne, nie wchodzą w żadne rozliczenia. Poza tym ten dług przejęły gminy – i to wcale niemały, bo przypomnę taki potężny szpital wojewódzki w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie zadłużenie było na poziomie 200 mln złotych. Jeżeli 200 mln z tych 10 mld odejmiemy, to już mamy wcale niezły procent. Druga sprawa: szpitale też się nauczyły – przerzucają albo nie zadłużają się w taki gwałtowny sposób, kosztem pacjentów. Po prostu wydłużają kolejkę. To, co mogą zrobić dzisiaj, zrobią w grudniu, ale oczywiście przyszłego roku – ba – za kilka lat. To jest typowe przerzucanie kosztów opieki zdrowotnej na pacjenta. Bo jest on albo zmuszony udawać się gdziekolwiek do lecznicy prywatnej, albo jego zdrowie się pogorszy i straty dla nas, jako dla społeczeństwa, dla gospodarki są znacznie większe – ocenia senator Bolesław Piecha.

Tymczasem szpitale przymusowo przetrzymują pacjentów na oddziałach, kiedy wystarczyłoby jedynie podać leki i odesłać osobę do domu. Przyczyną sytuacji jest „fatalny sposób wyceny świadczeń zdrowotnych”, a także „nierównowaga w tym systemie finansowym” – dodaje były wiceminister zdrowia.

– Drugą sprawą jest oczywiście pokazanie, że szpital nie ma tzw. mocy przerobowych, czyli niepotrzebnie przetrzymuje pacjentów. Przyjęcie i wykazywanie różnych badań kosztuje – to po pierwsze. Po drugie każdy nowy przypadek angażuje; a to salę operacyjną, a to rentgeny, a to rezonans magnetyczny, a to inne dodatkowe badania, czyli dodatkowe koszty. Ja sądzę, że przyczyną jest po prostu fatalny sposób wyceny świadczeń zdrowotnych, czyli leczenia pacjentów sprowokowany przez NFZ pod nadzorem ministerstwa i absolutnie nierównowaga w tym systemie finansowym – stwierdza polityk.

RIRM

 

drukuj