fot. PAP/Radek Pietruszka

To nie koniec kłopotów KOD-u

Na jaw wychodzą kolejne budzące niepokój informacje związane z finansami tzw. Komitetu Obrony Demokracji. Po tym, gdy w ostatnich dniach media ujawniły, że lider KOD na działalności organizacji zarobił ponad 90 tys. zł okazuje się, że to nie koniec kłopotów tej organizacji.

Chodzi o działalność Komitetu Społecznego KOD, który odpowiadał za publiczne zbiórki pieniędzy wśród swoich sympatyków. Jedna z byłych liderek tzw. KOD-u opublikowała informację, z której może wynikać, że dotację zewnętrzne księgowano, jako uzyskane ze zbiórki ulicznej.

Minister Maciej Wąsik, zastępca koordynatora ds. służb specjalnych zwraca uwagę, że dla wielu działaczy KOD mógł nie być walką o idee, ale sposobem na zarobienie dużych pieniędzy.

Wygląda na to, że KOD to był taki prywatny folwark pana Mateusza Kijowskiego, i kto wie być może też innych działaczy. Czyli jak gdyby napędem tego nie była idea, były pieniądze. To jest oczywiście kompromitujące dla tej antyrządowej organizacji. Ja myślę, że na razie za wcześnie mówić, nie mniej jednak, jeżeli stworzono fikcyjne sytuacje i je fakturowano, i poświadczano nieprawdę w dokumentach, to może mieć to konsekwencje prawne – tłumaczy minister.

Kierownictwo tzw. KOD-u zapowiedziało audyt finansów. Do jego przeprowadzenia zgłosiła się między innymi spółka Fratria, wydawca tygodnika „wSieci”, która zaoferowała, że zrobi to za darmo.

RIRM

drukuj