Przed komisją śledczą ws. Amber Gold zeznawała była księgowa firmy i przyjaciel rodziny P.

Kolejni świadkowie stawili się przed sejmową komisją śledczą badającą aferę Amber Gold. Na pytania śledczych odpowiadało dziś dwóch świadków.

Jako pierwsza przed komisją stanęła Danuta Misiewicz, była dyrektor departamentu finansowego spółki Amber Gold. Zadaniem Misiewicz, było – jak zeznał w czerwcu Marcin P. – „prostowanie ksiąg firmy Jet Air”.

Świadek stwierdziła, że nie podpisywała żadnych faktur, a większością dokumentów zajmował się Marcin P.

Misiewicz zeznała, że nie wiedziała nic o wyprowadzaniu pieniędzy z firmy.

Następnie na pytania śledczych zaczął odpowiadać Jacek Krzysztofowicz były dominikanin z Gdańska, bliski znajomy małżeństwa P. Miał on być ich doradcą duchowym. Na pytanie śledczych, dlaczego wspierał P. pomimo licznych doniesień medialnych o wątpliwościach wobec Amber Gold stwierdził: „takie było moje zadanie”.

Marcin P. przekazywał znaczne kwoty – m. in. 600 i 300 tys. zł na kościół św. Mikołaja w Gdańsku, gdzie przeorem był Jacek Krzysztofowicz.

Sprawę komentuje członek komisji, poseł PiS Jarosław Krajewski.

– Była to osoba, która miała – zgodnie z zebranym przez nas materiałem – organizować bezpieczne spotkania z panem Marcinem P., które w moim odczuciu, wszystko na to wskazuje, miałyby polegać na tym, żeby spotkać się w takim miejscu, które byłoby bezpieczne przed służbami specjalnymi, przed organami ścigania. Oznaczało to również kwestie związane z ukrywaniem złota z Amber Gold. Jeden ze świadków zeznał, że był świadkiem tego, że pani Katarzyna P. rozmawiała z panem Marcinem P. na temat tego, że to złoto można byłoby ukryć u pana Krzysztofa – mówi pos. Jarosław Krajewski.

Jacek Krzysztofowicz przyznał, że dochodziło do spotkań z udziałem Marcina P. na terenie klasztoru dominikanów w Gdańsku.

Kolejne przesłuchania zaplanowano na 24 października. Wtedy po raz kolejny zeznania ma złożyć Marcin P.

Zuzanna Dąbrowska/RIRM/TV Trwam News

drukuj