fot. PAP/EPA

Kolejne demonstracje w Brazylii

Niespokojnie w Brazylii. Przeciwnicy prezydenta Michela Temera żądają jego ustąpienia w związku ze stawianymi mu poważnymi zarzutami korupcyjnymi. Wczoraj znów wyszli na ulice. W demonstracji wzięło udział około 35 tys. osób. Doszło do starć z policją.

Antyprezydenckie protesty, które coraz częściej wybuchają na ulicach Brazylii, przybierają na sile. Wczoraj w demonstracji wzięło udział 35 tys. osób. Protestujący domagali się dymisji oskarżonego o korupcję prezydenta Michela Temera oraz odstąpienia przez rząd od reform oszczędnościowych, które przewidują m.in. zamrożenie na 20 lat wydatków na ochronę zdrowia i oświatę oraz próbę wydłużenia wieku emerytalnego.

Do wczorajszych protestów wezwały związki zawodowe i partie lewicowe.

– Jesteśmy przeciwni reformom emerytalnym i pracy, sposobem, w jaki rząd chce je zrealizować. Nie walczymy o żadną partię polityczną ani politykę. Jesteśmy przeciwni reformom rządu i brutalności policji – mówi Anderson Zanelato, protestujący.

Demonstrujący podpalili budynek ministerstwa rolnictwa. Próbowali także podpalić inne resorty w dzielnicy rządowej. Władze zostały zmuszone do ewakuacji urzędników z budynków ministerstw. Doszło do starć z policją, która użyła gazu łzawiącego i granatów hukowych.

Jak wskazuje Carlito Rodrigues, który wyszedł, by protestować, to odpowiedź na brak dialogu z tego rządu ze społeczeństwem, z robotnikami w sprawie reformy. Dlatego wychodzimy na ulice i będziemy to kontynuować – dodaje.

W związku z niepokojącą sytuacją minister obrony nakazał armii przywrócić  porządek w stolicy. Wojska zostaną skierowane są do ochrony federalnych budynków, w tym pałacu prezydenckiego – mówi minister obrony Raul Jungmann.

– Protest miał być spokojny, a wybuchł z przemocą, wandalizmem, niegrzecznością i agresją do publicznego dziedzictwa, zagrażając ludziom. Wielu z nich jest przerażonych – zaznacza Raul Jungmann.

Mieszkańcy Brazylii są wściekli na panującą w ich kraju sytuację polityczną. Chodzi przede wszystkim o prezydenta Michela Temera, który oskarżony jest o łapownictwo oraz przywłaszczenie sobie części funduszy przeznaczonych na kampanię wyborczą jego centroprawicowej Partii Demokratycznego Ruchu Brazylijskiego. Mimo pogłębiającego się kryzysu korupcyjnego, prezydent Michel Temer nie zamierza ustąpić z urzędu. Jak sam mówi, byłoby to przyznaniem się do winy. 

TV Trwam News/RIRM

drukuj