Koalicja przeciw Trwam

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Krzysztof Losz

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ogłosiła konkurs na cztery miejsca na pierwszym multipleksie cyfrowym. Mówił Ojciec w Radiu Maryja, że obawia się, iż po raz drugi wniosek Telewizji Trwam może zostać odrzucony. Z czego wynikają te obawy?

– Czytałem wypowiedzi internautów na stronie Radia Maryja pod informacją o konkursie i muszę przyznać, że zgadzam się z tymi opiniami, iż znowu możemy być świadkami odrzucenia wniosku Telewizji Trwam o miejsce na multipleksie. Widzę po prostu działania, jakie są podejmowane przeciwko nam. Widzę, jak Krajowa Rada chce nas „złapać na słowie”, chce znaleźć jakąś rzekomą nieprawidłowość. W odniesieniu do Radia Maryja i Telewizji Trwam Krajowa Rada jest bardzo gorliwa. Mamy wiele pism, żeby przesłać materiały z różnych audycji, musimy pisać obszerne wyjaśnienia i tłumaczyć się z jakichś absurdalnych zarzutów. Tymczasem w innych stacjach radiowych i telewizyjnych dzieją się rzeczy skandaliczne, ale w tych sprawach Krajowa Rada nie interweniuje, nie są wyjaśniane, wokół nich panuje cisza. Chodzi o to, aby pokazać, że to tylko z Radiem Maryja i Telewizją Trwam są jakieś problemy.

Członkowie Rady tłumaczą, że oni tylko stoją na straży prawa.

– Ależ my tego prawa przestrzegamy! Widzimy natomiast, że pod pretekstem troski o poszanowanie prawa próbuje się znaleźć powód, aby uderzyć w Radio Maryja i Telewizję Trwam. Władza chce wmówić ludziom, że nasze katolickie media nie realizują warunków koncesji, a więc że łamią prawo. To manipulacja i szkalowanie nas.

Wiele razy mówił Ojciec o tym, że za działania podejmowane wobec Telewizji Trwam odpowiada nie tylko Krajowa Rada.

– Przypominam, jak władze zachowały się poprzednio, przy pierwszym konkursie na multipleks. Widać było, że tu jest jakaś koalicja. Koalicja KRRiT, rządu i obozu prezydenckiego. O tych sprawach mówiono także na posiedzeniach sejmowych komisji, które zajmowały się kwestią konkursu na multipleks. Bardzo znamienny był dla mnie obrazek z posiedzenia wojewódzkiego sądu administracyjnego, gdy sędzia przewodniczący, uzasadniając odrzucenie naszej skargi na decyzję KRRiT, mówił o tym, że przedstawiliśmy tak dużo dokumentów, że nie można było tego wszystkiego przestudiować. Ale jeden z sędziów, który zgłosił zdanie odrębne od wyroku, to wszystko przeczytał i wyliczył nieprawidłowości, jakich dopuściła się Rada. Co więcej, wymienił nawet te rzeczy, które my w swoim wniosku pominęliśmy.

Wspomniał też Ojciec, że ma informacje o tym, iż podejmowane są działania, aby ktoś inny, a nie Telewizja Trwam, dostał miejsce na MUX-1 jako kanał społeczno–religijny.

– Nie mogę ujawnić, kto mi o tym powiedział, ale rzeczywiście są podejmowane działania, aby utworzyć podmiot, który miałby dostać koncesję na naziemne nadawanie cyfrowe. W te działania są zaangażowani m.in. członkowie Krajowej Rady i niektórzy duchowni. Niepokojące są wypowiedzi przewodniczącego KRRiT Jana Dworaka, który stwierdził, że programy na kanale społeczno-religijnym „mają propagować tolerancję i treści ekumeniczne oraz działania w duchu dialogu międzyreligijnego”. Że programy mają też „wskazywać wartości, wspierać rozwój człowieka i rodziny w wolnym, demokratycznym społeczeństwie”.

To jest tworzenie jakiejś nowej religii! Przecież media katolickie powinny propagować naukę Kościoła, czyli nauczanie Ojca Świętego i biskupów, którzy pozostają w łączności z Papieżem. A Krajowa Rada ustala jakieś swoje warunki, ogłasza jakąś własną wykładnię katolicyzmu.

Telewizja Trwam, Radio Maryja często są oskarżane o brak tolerancji. I to może być właśnie ten pretekst, o którym Ojciec mówił przed chwilą, aby nie dać koncesji na MUX-1 katolickiej telewizji.

– Tolerancja to taki pojemny worek, do którego można wrzucić wszystko, jeśli chce się komuś zaszkodzić. W Ewangelii nie pisze się o tolerancji, ale za to jest wiele fragmentów, gdy Jezus Chrystus mówi o miłości. I w takim duchu działa cały czas Kościół katolicki, a Radio Maryja i Telewizja Trwam realizują naukę Kościoła.

Podobnie jest z ekumenizmem. U nas występują nie tylko katolicy, słyszymy także głos prawosławnych, protestantów, jak również ludzi innych religii niż chrześcijańskie: żydów i muzułmanów. Także niewierzących. Ale my się z tym nie obnosimy, bo w każdym widzimy przede wszystkim człowieka. Chciałbym też podkreślić, że od prowadzenia dialogu międzyreligijnego jest Kościół hierarchiczny: Stolica Apostolska i biskupi, odpowiednie komisje. Tego nie należy robić na własną rękę. To jest właśnie błąd tzw. Kościoła otwartego, że chce on działać niezależnie od Papieża, od biskupów.

Część mediów odwołujących się do katolicyzmu taką linię jednak reprezentuje, popiera.

– Widzę bardzo niepokojące zjawiska w mediach chrześcijańskich, katolickich czy też tych, które się za takie uważają. Podam przykład kanału Religia.tv. Jej właścicielem jest koncern medialny, który niejednokrotnie występuje przeciwko nauczaniu Kościoła katolickiego, który walczy z Kościołem. I w działalność takiej stacji angażują się kapłani, przez co tylko ją uwiarygodniają. To bardzo niebezpieczne działanie, które szkodzi Kościołowi i wielu ludziom.

Dlaczego?

– Spotykam ludzi, którzy mówią, że są katolikami, ale… I po tym „ale” następuje cała lista zastrzeżeń do nauczania Kościoła. To jest właśnie skutek działalności m.in. takich mediów, które przez swój relatywizm „mieszają ludziom w głowach”.

Kanał Religia.tv ogranicza jednak działalność. Czyżby jego formuła się wyczerpała?

– Nie osiągnął takiej pozycji, jakiej oczekiwano, i dlatego przygotowywany jest nowy projekt. W Religię.tv był zaangażowany jeden z księży, który kierował katolickim Radiem Plus. Z tym radiem był związany też minister Tomasz Arabski. I ten kapłan wprost opowiada się w różnych programach za partią rządzącą, bierze udział w jej konwencjach wyborczych. Jest też cały czas aktywny w brutalnym krytykowaniu opozycji. I obóz rządzący chciałby, żeby tylko tacy kapłani byli w mediach, aby tylko takie stacje telewizyjne miały możliwości rozwoju. Aby propagowały jakąś lewicowo-liberalną religię.

I dlatego Telewizja Trwam jest obiektem dyskryminacji ze strony instytucji państwowych?

– Podczas publicznego wysłuchania w Parlamencie Europejskim w sprawie Telewizji Trwam mówiłem, że dyskryminacja i wykluczanie nas z rynku to stosowanie przez państwo metod totalitarnych. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca w kraju, który uważa się za demokratyczny. I sprzeczna z zasadami demokracji jest walka władz z niezależną od nich telewizją.

Dziwne, że dla organów państwowych nie ma znaczenia, że pod protestami przeciwko dyskryminacji katolickiej telewizji podpisało się prawie 2,5 mln ludzi, że zorganizowano w całym kraju 150 marszów w obronie Telewizji Trwam, które zgromadziły miliony manifestantów. Okazuje się, że w obecnych czasach nawet podpisanie się pod protestem, który trafił do KRRiT, wymaga cywilnej odwagi, bo podaje się swoje dane i niestety czasami przez to ryzykuje się np. utratę pracy. Ale mimo tych gróźb Polacy udzielają nam swojego poparcia.

Smutne jest to, że Krajowa Rada i rządzący, którzy są utrzymywani z podatków płaconych przez społeczeństwo, ignorują wolę tego społeczeństwa. Wygląda to więc tak, że biorą pieniądze od ludzi, aby wygodnie żyć, a potem przeciwko tym ludziom występują.

Pewnie gdyby Telewizja Trwam poszła na jakiś układ z władzą, koncesję na MUX-1 dostałaby bez problemu.

– Nie będziemy wchodzić w żadne układy z władzą, z biznesem. Nasza posługa to głoszenie nauki Kościoła. Słyszałem kiedyś taką wypowiedź w jednym z europejskich krajów: „Jeśli chodzi o ewangelizację, to na ten cel wziąłbym pieniądze nawet od diabła”. Ale tak nie można mówić, tak nie można postępować. Utrzymanie Radia Maryja kosztuje, czasami nie na wszystko wystarcza pieniędzy, ale my opieramy się tylko na datkach od wiernych. A były przypadki, że zgłaszali się do mnie ludzie oferujący bardzo duże pieniądze, liczone w milionach, i to nie złotych. Ale my ich nie przyjmowaliśmy, żeby właśnie nie wchodzić w jakieś podejrzane układy.

Przypominają mi się słowa zmarłego ks. abp. Ignacego Tokarczuka. To był bardzo mądry i odważny biskup, który służył Bogu i Kościołowi w trudnych komunistycznych czasach. Był pasterzem diecezji, gdzie żyje dużo biednych ludzi, a mimo to budowano w niej wiele kościołów, zazwyczaj bez zgody władz. I ksiądz arcybiskup zwracał uwagę kapłanom, aby nie szli na układy z komunistami i nigdy nie skusili się na pieniądze proponowane przez władzę komunistyczną, bo to by było jak wstawianie nowych drzwi do tonącego okrętu. To byłaby kolaboracja ze złem.

Co my, katolicy, możemy zrobić, jakie działania podjąć, aby skutecznie wspierać Telewizję Trwam w staraniach o miejsce na multipleksie cyfrowym?

– Trzeba się modlić i podejmować akcje, które możemy robić jako obywatele naszego kraju. Modlitwa jest bardzo ważna. My ufamy w Bożą Opatrzność, w to, że Bóg odmieni serca ludzi walczących z katolickimi mediami.

Ale apeluję również o kontynuowanie zbierania podpisów pod protestem przeciwko dyskryminowaniu Telewizji Trwam. Organizujmy też manifestacje, interweniujmy u przeciwnych nam posłów i senatorów. Musimy cały czas przypominać rządzącym, że nie godzimy się na takie działania, że katolicy nie są obywatelami drugiej kategorii, że oni także mają prawo do tego, aby za darmo oglądać swoją telewizję za pośrednictwem cyfrowego multipleksu. Katolicy stanowią zdecydowaną większość wśród Polaków, a na trzech multipleksach nie ma jak do tej pory ani jednej katolickiej telewizji.

I nie zapominajmy, że tu nie chodzi tylko o multipleks, ale o to, czy Telewizja Trwam będzie istniała czy nie. Niedanie miejsca na MUX-1 będzie równoznaczne z likwidacją tej Telewizji.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj