fot. PAP/Adam Guz

KG PSP: jeśli zajdzie taka potrzeba my również możemy skorzystać z pomocy

Jeśli zajdzie taka potrzeba Polska również może skorzystać z pomocy strażaków z innych krajów – mówi w rozmowie z PAP komendant główny PSP gen. brygadier Leszek Suski odnosząc się do wysłania polskich strażaków do Szwecji. Dodał, że polska straż pożarna nie ustępuję innym krajom ani pod względem sprzętu, ani wyszkolenia.

Polscy strażacy wyjechali do Szwecji w związku z oficjalną prośbą tamtejszych władz, które za pośrednictwem Europejskiego Mechanizmu Ochrony Ludności zwróciły się o wsparcie ratownicze w walce z pożarami lasów. Pożary są skutkiem fali upałów, z którymi od kilku tygodni zmaga się cała Skandynawia. Polscy strażacy spędzą w Szwecji przynajmniej dwa tygodnie.

Szef PSP w rozmowie z PAP podkreślił, że wyjazd do Szwecji nie jest pierwszą taką misją polskich strażaków, ale „jak każda taka akcja jest akcją trudną”. Dodał, że jedną z ostatnich takich akcji pomocowych był wyjazd do Rosji w 2010 roku. Polscy strażacy pomagali Rosjanom w gaszeniu pożarów lasów, które wystąpiły kilkaset kilometrów na wschód od stolicy Rosji Moskwy.

„Rosja co prawda nie jest krajem unijnym, ale jest naszym sąsiadem. Poprosili o pomoc więc wysłaliśmy swoje moduły, tam pracowaliśmy, gasiliśmy pożary i w jakiejś części pomogliśmy Rosjanom” – opowiada gen. brygadier Leszek Suski.

Suski przypomniał również udział polskich strażaków z grup poszukiwawczo-ratowniczych, m.in. w akcjach poszukiwawczych po trzęsieniu ziemi w Nepalu w 2015 roku. Grupy poszukiwawczo-ratownicze wyjeżdżały również m.in. na Haiti, czy do Turcji, a także do kilku innych państw, które takiej pomocy potrzebowały w przeszłości.

„Jesteśmy na drugim miejscu w Unii Europejskiej pod względem liczby grup poszukiwawczo-ratowniczych. Na pierwszym miejscu jest Francja. Jesteśmy więc do udzielenia takiej pomocy przygotowani, mamy wszystkie certyfikaty. Jeżeli jest taka potrzeba jesteśmy w stanie wysłać naszych ludzi” – zapewnia Suski.

Szef PSP zaznaczył, że Polska dysponuje również zgłoszonymi do Europejskiego Mechanizmu Ochrony Ludności grupami ratownictwa chemicznego, które mogą sprawdzać i pomagać w sytuacjach zagrożenia biologicznego, chemicznego, również jądrowego.

„Na razie nie było takiej potrzeby, żeby te grupy wyjeżdżały, ale znajdują się w pogotowiu” – mówi komendant.

KG PSP zauważył w rozmowie z PAP, że Polska nie tylko wysyła pomoc, ale również może z niej skorzystać. Taka sytuacja miała miejsce, m.in. w 2010 roku.

„Pomagali nam m.in. Niemcy, Holandia, czy Ukraina, która nie jest w Unii Europejskiej, ale również nam pomagali, przyjechali ze swoimi pompami, agregatami prądotwórczymi i bardzo ciężko pracowali m.in. w Sandomierzu, ale również w innych miejscach Polski. Także jeśli zajdzie taka potrzeba również możemy skorzystać z takiej pomocy” – zauważa Suski.

Szef PSP podkreślił, że polscy strażacy nie ustępują innym formacjom w Unii Europejskiej ani pod względem sprzętu, ani wyszkolenia. Dodał, że Polska jest jednym z nielicznych państw, które ma tak „dobrze skonstruowany system szkolenia i doskonalenia zawodowego”. Wymienił tutaj m.in. Szkołę Główną Służby Pożarniczej, która jest uczelnią wyższą oraz trzy szkoły aspirantów: w Poznaniu, Krakowie oraz Centralną Szkołę PSP w Częstochowie. Ponadto w każdym z województw znajdują się ośrodki szkolenia zawodowego.

„Absolwentami szkoły aspirantów są technicy pożarnictwa, którzy otrzymują stopień mł. aspiranta. Na poziomie interwencyjnym również oni mogą działać. Wszyscy ci nasi kadeci w szkołach aspirantów, a podchorążowie w szkole głównej w trakcie nauki pełnią również służbę w jednostce ratowniczo-gaśniczej szkolnej. To nie jest jednostka, która ma za zadanie tylko szkolić. Każda z tych szkół ma swój rejon operacyjny i wjeżdża jak każda jednostka ratowniczo-gaśnicza” – wyjaśnia Suski.

PAP/RIRM

drukuj