fot. PAP/EPA

Kandydat na przewodniczącego PE potępia stanowisko Schulza ws. krzyży

Europoseł Sajjad KARIM, brytyjski kandydat grupy EKR na szefa Parlamentu Europejskiego udziela wywiadu Dawidowi Nahajowskiemu

Jaki program polityczny chciałby Pan zrealizować, gdyby udało się Panu zostać przewodniczącym Parlamentu Europejskiego?

Jest całkowicie jasne, że gdy spojrzymy na wyniki wyborów w każdym kraju UE, okazuje się, że elektorat posłał nam wyraźny sygnał, że ludzie nie są zadowoleni z tego, co się dzieje na poziomie Unii Europejskiej. Dlatego też program polityczny powinien odpowiadać na postulaty naszych wyborców. Dzisiaj istnieje potrzeba zrealizowania programu podstawowych reform w UE. Reformy i zmiany wynikają z potrzeby czasu

Myśli Pan, że udałoby się tego dokonać, mając na uwadze określone w Traktacie z Lizbony kompetencje przewodniczącego PE?

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego to ważne stanowisko, gdyż to on kieruje jego pracami i określa ich kierunek. Oczywiście w Parlamencie w ciągu ostatnich pięciu lat dokonały się pewne zmiany i reformy. Przeprowadziliśmy je. Dzisiaj istnieje potrzeba, aby przewodniczący i najważniejsi urzędnicy pokazali ludziom, że reagujemy na ich żądania.

Nie obawia się Pan większości, którą mają posłowie Europejskiej Partii Ludowej i socjaliści? Pamięta Pan jak dwa i pół roku temu Nirj Deva z Pana frakcji próbował ubiegać się o ten urząd? Przegrał.

Martwi mnie i niepokoi reakcja posłów EPL i socjalistów, ponieważ ponownie mogą dokonać zakulisowych uzgodnień i w rezultacie te same twarze pojawią się na tych samych stanowiskach i będą realizowały te same stare pomysły. Oznaczałoby to odrzucenie postulatów obywateli Europy. Należy przeprowadzić zmiany i reformy. Potrzebujemy nowych ludzi, którzy będą prezentować nowe pomysły, aby zrealizować program polityczny, dlatego też ten rodzaj umowy, o którym Pan wspomniał to umowa pomiędzy dwiema dużymi grupami. Taka umowa byłaby zaprzeczeniem woli wyborców w Europie i dlatego też największa grupa w Parlamencie, tzn .EPL powinna wykazać się wizją i wyjść na przeciw oczekiwaniom Europejczyków. Aby to zrealizować muszą współpracować z innymi grupami. Moja kandydatura wynika z takiego założenia. Chciałbym współpracować ponad podziałami i zjednoczyć tę izbę tak byśmy reagowali na oczekiwania wyborców w Europie.

Jak Pan ocenia dobiegającą końca kadencję Martina Schulza, jako przewodniczącego Parlamentu Europejskiego?

Przewodniczący Martin Schulz coś zrealizował, ale niestety było to bardzo upolitycznione przewodnictwo. Uważam, że trzeba przestać upolityczniać to stanowisko ponieważ przewodniczący Parlamentu powinien próbować promować interesy całej izby. A można tego dokonać jedynie poprzez jednoczenie całego Parlamentu wokół programu politycznego. Niestety właśnie tego brakowało w obecnej kadencji.

Chciałbym przypomnieć, że w maju tego roku tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego Martin Schulz zdenerwował np. wielu Polaków, katolików uważając, że w Europie istnieje ryzyko bardzo konserwatywnego ruchu. Dał wówczas do zrozumienia, że jest przeciwko krzyżom w miejscach publicznych. Popiera Pan jego stanowisko?

Nie, nie popieram. Uważam, że religia to bardzo ważny aspekt życia człowieka, a także istotny element w życiu naszego społeczeństwa i nie powinno się nakładać żadnych ograniczeń na nikogo, jeśli chodzi o umieszczanie symboli religijnych, które są dla ludzi ważne. Jest to część ich wiary.

Czyli potępia Pan stanowisko Schulza w tej sprawie?

Zdecydowanie. W ciągu 10 lat sprawowania mandatu posła w PE wiele razy wyrażałem pogląd, że potrzebujemy w Unii Europejskiej struktur broniących praw człowieka do swobodnego praktykowania swojej religii i będę to podkreślał w czasie swojego ewentualnego przewodnictwa w Parlamencie.

Chciałbym poznać Pańską ocenę Wspólnej Polityki Zagranicznej Unii Europejskiej. Jak Pan postrzega np. rolę Unii Europejskiej w sprawie obrony wartości chrześcijańskich na świecie? Problem prześladowań chrześcijan jest niezwykle ważny. Obserwowaliśmy wydarzenia np. w Nigerii. 

Bardzo mnie to niepokoi. I w wielu swoich wystąpieniach odniosłem się do sytuacji wspólnot chrześcijańskich w Egipcie, Syrii, Pakistanie i Indiach, gdzie obserwujemy, że ludzie ci zmuszeni są uciekać ze swojego kraju z powodu prześladowań. Dlatego potrzebują ochrony. Na poziomie Unii Europejskiej jest tutaj rola dla ESDZ. Nasze służby powinny spróbować działać w taki sposób, aby chronić właśnie ten aspekt życia, bo sytuacja w której ludzie zmuszeni są uciekać z powodu własnych przekonań i gdzie religia może całkowicie zniknąć właśnie w tej części świata wymaga naszej reakcji. W wielu swoich wystąpieniach na forum PE zwracałem uwagę na ten problem i podkreślałem potrzebę działania.

Wielu Polaków interesuje działalność wysokiej przedstawiciel do spraw WPZiB Catherine Ashton na rzecz obrony prześladowanych chrześcijan. Otrzymał Pan z jej biura konkretne informacje w sprawie np. sytuacji chrześcijan w Pakistanie czy Egipcie?

Byłem w stałym dialogu z ESDZ i Catherine Ashton przez kilka lat i zarówno ja jak i inni europosłowie zwracali uwagę na ten problem. Zarówno podczas sesji plenarnej, a także w prywatnych rozmowach i na piśmie otrzymywałem jej zapewnienia, ale problem ten wymaga stałej uwagi, ponieważ prześladowania nasilają się i należy opracować konkretne programy uwzględniające zmieniające się okoliczności. Obserwujemy w wielu miejscach rewolucje, fundamentalne zmiany w społeczeństwach i właśnie pod największą presją znalazły się mniejszości religijne, dlatego też ESDZ powinna tam gdzie to możliwe wspierać te wspólnoty tak, by mogły żyć we własnym kraju. Do tego potrzebne są jednak konkretne programy.

Jak Pan ocenia Ashton jako obrońcę chrześcijan?

Uważam, że obecny obraz ESDZ jest nie całkiem jasny i również ten temat poruszałem w czasie wystąpień plenarnych. Mówiłem, że możemy być bardzo dumni z wielu osiągnięć np. w kwestii praw człowieka, ale z drugiej strony niestety uważam, że wielokrotnie zawiedliśmy. Po prostu nie stanęliśmy w obronie podstawowych wartości, jakie wyznajemy. ESDZ to nowa struktura. Trzeba więcej czasu by okrzepła i mogła skutecznie działać, ale właśnie teraz jest ten moment. W tej kadencji Parlamentu będziemy mieli o wiele bardziej ambitny program polityczny.

Chciałem jeszcze zapytać o Pana wrażenie, kiedy zakończyły się majowe wybory do Parlamentu Europejskiego uwzględniając przyszły układ polityczny tej instytucji. Widzi Pan szansę na bardziej konserwatywny Parlament, który da temu dowód w głosowaniach podczas sesji plenarnych w Strasburgu?

To zależy. Jeżeli okaże się, że Europejska Partia Ludowa postanowi stworzyć tzw. wielką koalicję wyłącznie z socjalistami, w której nie będzie uczestniczyła żadna inna grupa to wówczas obawiam się, że Europa nie przyjmie prawdziwie postępowego i reformatorskiego kierunku umożliwiającego narodom Europy zachowanie swoich wartości. Jeżeli jednakże EPL, a to jest największa grupa w PE naprawdę wykaże się wizją i będzie współpracować ze wszystkimi grupami w tej izbie, wtedy centroprawica mogłaby odgrywać najważniejsza rolę w programie politycznym i stworzyć taka Europę jaką dzisiaj pragną ludzie.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj