fot. Ekologiczne Forum Młodzieży

K. Szyszko dla „Naszego Dziennika”: W Puszczy Białowieskiej zginęło co najmniej 10 gatunków roślinności, jednak pseudoekologów oraz unijnych urzędników to nie interesuje

Tylko w samej Puszczy Białowieskiej właśnie teraz gnije drewno warte ponad miliard złotych. Eksperci nie mają złudzeń, że to tylko kropla w morzu strat. Puszcza, która niegdyś tętniła życiem, dziś jest składowiskiem gnijących drzew. Mamy tu do czynienia z klęską żywiołową. W wyniku decyzji Unii Europejskiej wiemy, że do dziś zginęło tam co najmniej 10 gatunków roślinności, jednak pseudoekologów oraz unijnych urzędników to nie interesuje – mówi „Naszemu Dziennikowi” Krystyna Szyszko ze Stowarzyszenia na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski im. prof. dr. hab. Jana Szyszko.

Leśnicy wyceniają, że miliard złotych szacowane za drewno leżące w Puszczy Białowiejskiej to minimum kwoty, jaką można by uzyskać za jego sprzedaż.

– Jeśli przyjmiemy, że cena za 1 m3 drewna średnio wynosi 300-400 zł, to łatwo przeliczyć, ile warte są 3 mln m3 drzew powalonych w Puszczy. Pamiętajmy, że wśród nich znajduje się wiele okazów najwyższych w Europie świerków. Ich wartość na licytacjach na pewno przekraczałaby 1000 zł/m3. To są już niebotyczne kwoty strat – ocenia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”  Edward Siarka, wiceminister klimatu i środowiska.

Oprócz strat finansowych ponosimy dodatkowe straty z punktu widzenia przyrody.

– Puszcza Białowieska, która niegdyś tętniła życiem, dziś jest składowiskiem gnijących drzew. Mamy tu do czynienia z klęską żywiołową. W wyniku decyzji UE wiemy, że do dziś w Puszczy Białowieskiej zginęło co najmniej 10 gatunków roślinności. Nie lepiej jest w Rospudzie, która stała się obecnie plantacją barszczu Sosnowskiego. Jednak pseudoekologów oraz unijnych urzędników to nie interesuje – mówi „Naszemu Dziennikowi” Krystyna Szyszko ze Stowarzyszenia na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski im. prof. dr. hab. Jana Szyszko.

Profesor Zbigniew Krysiak z Instytutu Myśli Schumana również nie ma wątpliwości, że cel unijnej ideologii klimatycznej jest tylko pretekstem do osiągnięcia perfidnych zamierzeń ekonomiczno-politycznych.

– Polityka unijna ma charakter przemocy ekonomicznej stosowanej wobec Polski. Celem nie jest tu dbanie o przyrodę. Chodzi o przejęcie kontroli nad naszym krajem i stworzenie unijnego superpaństwa pod przewodnictwem Niemiec – wskazuje ekonomista w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Ideologia ignoruje naukę

W ostatnim czasie światło dzienne ujrzały plany UE dotyczące naszych lasów, czyli 1/3 powierzchni naszego kraju. Unijny urzędnicy, którzy tak naprawdę realizują niemiecki pomysł na funkcjonowanie państw członkowskich UE, chcą przenieść leśnictwo w kompetencje „współdzielone z unijnymi komisarzami”. Eksperci nie mają złudzeń, że to zamach na polską własność. O tym, co moglibyśmy robić na terenie lasów i czy będziemy mogli do nich wejść, chcą decydować w Brukseli.

Przypomnijmy, że w wielu krajach UE nie wolno swobodnie korzystać z dóbr lasów i np. nie wolno zbierać grzybów czy jagód. Jak podkreśla wiceminister Edward Siarka, musimy zdawać sobie sprawę, że pozwolenie na zarządzanie polską ziemią będzie też równoznaczne z oddaniem UE kontroli nad złożami znajdującymi się pod ziemią.

– Ilość złóż znajdujących się w naszym kraju jeszcze nie jest do końca oszacowana. To są różnego rodzaju piaski, żwiry, ale też m.in. miedź czy chociażby geotermia. Jak wielkie jest to bogactwo, pokazuje przykład budowy dróg. Kiedy zaczynamy inwestycje, okazuje się, że firmy ubiegają się i otrzymują koncesje na wydobycie z tych terenów przeznaczonych do rozkopania kruszców, które są warte miliony. I oczywiście nie mówimy tu o rozkopywaniu lasów, ale przecież UE rości sobie prawo do zarządzania całymi nadleśnictwami, a więc terenem, na którym mieszkają ludzie, na którym prowadzona jest gospodarka inwestycyjna – wyjaśnia Edward Siarka.

Wiceminister zwraca uwagę na ten element ekonomiczny przyświecający urzędnikom unijnym, a jednocześnie alarmuje, że ich pazerność, która już przyczyniała się do dewastacji polskiej przyrody, jest ukierunkowana na jej dalsze niszczenie.

– Urzędnicy chcą do lasów wyłączonych z czynnej ochrony dodać także tereny z tzw. starodrzewem. Szacujemy, że w Polsce ok. 16 proc. wszystkich drzewostanów to właśnie starodrzewie. Czyli wstępnie zakładana powierzchnia mająca być opuszczona przez człowieka zwiększyłaby się jeszcze o 10 procent. To już naprawdę znaczące powierzchnie! – ostrzega.

Bez człowieka przyroda dziczeje

Jak wielki jest zakres szkód dla przyrody, kiedy zostaje ona pozbawiona odpowiedzialnej gospodarki leśnej, mówi Zbigniew Kuszlewicz, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych, Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ „Solidarność”.

– Las bez opieki jest jak człowiek bez lekarza. To normalne, że czas, a także różne czynniki zewnętrze, powodują różne choroby lasu. Dlatego las pozostawiony bez wparcia leśników jest skazany na wymarcie. Bez człowieka przyroda dziczeje i może to prowadzić do degradacji siedlisk przyrodniczych – wyjaśnia Zbigniew Kuszlewicz.

Leśnik podaje konkretny przykład.

– Tam, gdzie są żyzne gleby, mogą rosnąć cenne przyrodniczo gatunki, jak dąb, buk, jesion. Jeśli nie będziemy dbać o środowisko dla tych gatunków, to może się okazać – i tak już się dzieje w miejscach, do których urzędnicy unijni nie pozwalają nam wchodzić – że te gatunki są wypierane przez inne, pionierskie na tym terenie. Najczęściej są to jednak krzewy i drzewa o małej wartości – zaznacza rozmówca „Naszego Dziennika”.

Zbigniew Kuszlewicz wskazuje też, co się stanie, jeśli dojdzie do zaprzestania użytkowania lasów, na których rośnie starodrzew.

– Przewaga starodrzewu nie jest korzystna dla funkcjonowania i rozwoju lasu. Jeśli w porę nie usuniemy starych drzew, to w ten sposób będziemy blokować wzrost młodych. Z czasem taki las obumrze – przewiduje leśnik.

Mówi też o paradoksach, które są efektem unijnych żądań.

– Należy przypomnieć, że największe korzyści zarówno dla przyrody, jak i dla człowieka mają drzewa „w sile wieku”. Wtedy drzewa pochłaniają najwięcej dwutlenku węgla. Im więcej będziemy mieć starych drzew, tym one mniej go pochłoną. A działania unijne prowadzą właśnie do zwiększenia się liczby tych starych drzew – zauważa Zbigniew Kuszlewicz.

Również Krystyna Szyszko przypomina, jak ogromne straty przyrodnicze poniosła Polska z powodu ideologicznych decyzji Unii.

– Wszystko zaczęło się od Rospudy. Pseudoekolodzy – ku uciesze Brukseli – protestowali przeciwko budowie obwodnicy Augustowa. Pierwotnie wytyczony szlak drogi ożywiłby gospodarkę tego terenu i sprzyjałby rozwojowi zróżnicowanej przyrody. Urzędnicy unijni wsłuchali się jednak w głos pseudoekologów, którzy mówili o zniszczeniu storczyków. Dlatego trasa została wybudowana kosztem wsi, gospodarstw rolnych. A w wyniku decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej na terenie Rospudy zaprzestano działań i dziś zamiast pięknych łąk i roślin mamy plantacje barszczu Sosnowskiego. To już jednak pseudoekologom nie przeszkadza – z żalem wspomina Krystyna Szyszko.

Zbigniew Kuszlewicz obawia się, że plany dotyczące decydowania w Brukseli o polskich lasach skończą się tym, że korzyści materialne, jakie dziś uzyskujemy, staną się korzyściami niemieckimi.

– Dziś nie możemy wywozić naszych drzew. Ale wkrótce może będziemy zmuszeni oddawać to drzewo za zachodnią granicę, a następnie za nie płacić, jeśli chcielibyśmy, aby do nas wróciło – przewiduje Zbigniew Kuszlewicz.

Te obawy podziela prof. Zbigniew Krysiak.

– Gdyby te absurdalne i niebezpieczne plany unijne się ziściły, to zapewne tak by było. Przecież owo „współdzielenie kompetencji” to nic innego, jak dążenie do tego, aby polskimi lasami zajęli się Niemcy, którzy praktycznie rządzą Unią. Wywiezienie z lasów powalonych drzew, których dziś nie możemy ruszyć, nazwano by wtedy koniecznością i „uprzątnięciem” terenu. Można sobie też wyobrazić, że Niemcy otrzymaliby nawet unijne dotacje na ten cel – rysuje możliwy scenariusz ekonomista.

Osłabić gospodarczo Polskę

Prof. Zbigniew Krysiak nie ma wątpliwości, że plany UE podyktowane są wyłącznie chęcią osłabienia gospodarki Polski.

– Mówienie, że ich decyzje są wyrazem troski o klimat, jest zwyczajnie fałszywe. Dlatego my nie możemy się oglądać na innych, tylko musimy robić swoje, tak jak było z przekopem Mierzei Wiślanej. Musimy też dokończyć kanał nad Świną, musimy udrażniać Odrę. Naszym obowiązkiem jest mądre gospodarowanie własnym terenem. Nie łudźmy się, że obce kraje wiedzą lepiej od nas, co jest dla nas dobre. Oni chcą realizować cel, który jest wygodny i korzystny dla nich – podkreśla rozmówca „Naszego Dziennika”.

Ekonomista dodaje, że straty, jakie ponosi i poniesie Polska, jeśli ulegnie żądaniom UE, będą niepowetowane.

– Dziś mówimy o miliardzie złotych, które warte są gnijące lasy w Puszczy Białowieskiej. Ale to przecież tylko jeden element szkód. Przecież dzięki lasom rozwija się polski przemysł meblarski, przemysł drzewny. Próba zablokowania korzystania z lasów to ewidentne niszczenie naszej gospodarki. Nie zapominajmy, że dziś jesteśmy też liderami w Europie pod względem zaopatrzenia mieszkańców Starego Kontynentu w jagody i maliny – 60 proc. rynku należy do nas. Te świetne dane denerwują Niemców. Pod pozorem działań unijnych na rzecz klimatu chcą nas tych profitów pozbawić i je od nas przejąć – punktuje prof. Zbigniew Krysiak.

Urszula Wróbel/„Nasz Dziennik”

drukuj