K. Szyszko dla „Naszego Dziennika”: To my powinniśmy być i dla Unii, i całego świata przykładem dbałości o środowisko

To my powinniśmy być i dla Unii, i całego świata przykładem dbałości o środowisko. Posiadamy 100 proc. wszystkich gatunków zwierząt, roślin, grzybów, które w naszej strefie klimatycznej powinny występować. Tymczasem próbuje się tworzyć obraz, że to my w Polsce tę przyrodę niszczymy – mówiła Krystyna Szyszko, żona śp. ministra środowiska Jana Szyszko, w rozmowie z redaktorem „Naszego Dziennika” Arturem Kowalskim.

***

Nasz Dziennik: Na forum Unii Europejskiej wiele mówi się o trosce o klimat i konieczności ochrony przyrody. Czy te działania, które Bruksela forsuje w ramach unijnej polityki klimatycznej, mają szansę sprawić, że będziemy żyć w czystszym i bardziej przyjaznym nam środowisku?

Krystyna Szyszko: Obserwując tę politykę w bardzo długim okresie, nie mam przekonania, by te działania podejmowane w Unii Europejskiej przyczyniły się do poprawy stanu przyrody, czy wypływały z troski o klimat albo szerzej – o całą planetę. Przypomnijmy sobie, chociażby te decyzje, które zapadały w Brukseli odnośnie polskich zasobów przyrodniczych – na przykład w sprawie Rospudy czy Puszczy Białowieskiej. Doprowadziły one do strat w naszej przyrodzie. Cały czas mamy w Polsce wspaniałe zasoby przyrodnicze. To my powinniśmy być i dla Unii, i całego świata przykładem dbałości o środowisko. Posiadamy 100 proc. wszystkich gatunków zwierząt, roślin, grzybów, które w naszej strefie klimatycznej powinny występować. W innych krajach Unii jest to od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Tam właśnie należałoby podjąć działania, także na forum unijnym, by państwa regenerowały swoje lasy, ziemie. Tymczasem próbuje się tworzyć obraz, że to my w Polsce tę przyrodę niszczymy.

Jaki cel przyświeca takiej polityce Brukseli?

Mamy do czynienia z walką, a właściwie wojną ekonomiczną toczoną również pod płaszczem tej polityki klimatycznej. Ton nadają tutaj państwa ze starej Piętnastki w Unii, a zwłaszcza te najsilniejsze: Niemcy i Francja, które forsując określoną politykę, także tę klimatyczną, walczą o własne interesy, o jak najlepszy rozwój własnego kraju i dobrobyt swoich obywateli. Bardzo jasno określił to podczas ostatniego szczytu w Brukseli premier Holandii, który w czasie trudnych negocjacji stwierdził wprost, że przyjechał tu, „aby pilnować interesów swojego kraju”. To była szczera wypowiedź. I brawa dla niego. Bo od tego właśnie jest – od pilnowania interesu własnego kraju. Dobrze by było, aby wszyscy, bez wyjątku, polscy politycy koncentrowali swoje działania na obronie polskich interesów.

Przy okazji realizacji klimatycznych koncepcji Brukseli wzrosły naciski na Polskę w sprawie likwidacji naszych kopalń. Czy w tej sytuacji posiadane zasoby węgla to dla Polski kłopot?

Węgiel to nasze bogactwo. Jeszcze w czasach słusznie minionych wmawiano nam, że to, co posiadamy, jest dla nas obciążeniem. I tak jest nadal, ale węgiel jest naszym „czarnym złotem”. To wielkie dobrodziejstwo, że mamy takie zasoby i nasza – jako kraju – specyfika, że akurat u nas znajdują się tak duże pokłady węgla. Powinniśmy z nich korzystać, opierając na węglu nasze bezpieczeństwo energetyczne. Gdyby doszło do jakichś niebezpiecznych zawirowań politycznych czy gospodarczych na świecie, nie moglibyśmy mieć pewności, że zakontraktowany gaz przypłynie do nas na czas i że w ogóle do nas dotrze. Musimy mieć zabezpieczenie, które zagwarantuje, że nasza energetyka nie stanie. A najpewniejsze jest to, co mamy u siebie, czyli węgiel, uzupełniony o odnawialne źródła energii: geotermię i biomasę. Oczywiście powinniśmy inwestować w badania służące rozwojowi technologii, która pozwoli na coraz bardziej efektywne spalanie węgla i mniejszą emisję CO2. Chociaż tak właściwie nie ma wcale pewności, że to akurat emisja dwutlenku węgla ma kluczowy wpływ na zmiany klimatu na świecie. Na ten temat spierają się sami naukowcy badający zmiany klimatyczne na Ziemi. Koncepcję walki z emisją dwutlenku węgla podchwycono natomiast dlatego, że doskonale nadaje się do prowadzenia tej wojny gospodarczej.

Rozumienie osiągania neutralności klimatycznej w ujęciu unijnym jest jednak trochę inne, niż wynika to z konkluzji, na które godziły się kraje z całego świata, podpisując się pod porozumieniem paryskim.

Bruksela definiuje to w sposób, jaki narzucają dwa najsilniejsze państwa Unii – Francja i Niemcy. Wybierają one taką politykę, która będzie najlepsza dla ich gospodarek. My natomiast nie powinniśmy sobie pozwolić na to, by w wyniku nacisków wynikających z tej polityki zamykać kopalnie. We wnioskach z COP21 [konferencji ONZ w sprawie zmian klimatu – red.] w Paryżu z 2015 roku nie ma słowa o dekarbonizacji czy zamykaniu kopalń. Prawie 200 państw z całego świata umówiło się natomiast, że dokona redukcji emisji CO2 – co powinno nastąpić „jak najszybciej, jak najtaniej i jak najbardziej efektywnie”. Cel ten można osiągnąć na różne sposoby. Przestawiając energetykę na paliwa, które wiążą się z mniejszą emisją dwutlenku węgla albo też silniej położyć akcent na wychwytywanie i pochłanianie emitowanego dwutlenku węgla. Dzięki ogromnej powierzchni lasów w Polsce te możliwości pochłaniania CO2 mamy bardzo duże. Jednak sądzę, że także inne kraje korzystające w znacznej mierze z węgla czy też posiadające zasoby gazu, który powoduje trochę mniej emisji niż węgiel, będą chciały podążać tą ścieżką.

Wiele dyskusji wzbudziły też naciski Brukseli, by tę unijną neutralność klimatyczną osiągnąć już w 2050 roku.

W porozumieniu paryskim nie ma takiej granicy. Zostało powiedziane, że do końca wieku powinny zostać podjęte takie działania, aby nie doszło do wzrostu temperatury o więcej niż 2 stopnie Celsjusza. I nie jest tak, że jakiemuś krajowi można narzucić przeprowadzenie w ciągu najbliższych lat zmian wiążących się z koniecznością poniesienia drastycznych kosztów. Nie można z roku na rok przeprowadzić transformacji całej gospodarki. Zmiany muszą odbywać się dekadami. Same badania naukowe nad nowymi technologiami potrzebują czasu. Porozumienie paryskie jest bardzo mądrze sformułowane. Daje perspektywę poprawy sytuacji, ale nie narzuca krajom, w jaki sposób założony cel mają osiągnąć. Każdy dąży do niego, uwzględniając swoją specyfikę. Mając na uwadze zobowiązanie do redukcji emisji, kraje zasobne w gaz będą mogły go spalać, a bogate w węgiel będą korzystać z tego nośnika. Każdy kraj, zmierzając do neutralności klimatycznej, ma iść swoją drogą i w swoim tempie. Porozumienie w tej sprawie wynikło przede wszystkim z dokonanego w Paryżu podsumowania dotychczasowej polityki klimatycznej. Przeprowadzając jej przegląd, wszyscy zgodzili się, że na tę politykę ponieśliśmy już ogromne nakłady finansowe, a jej efekty są niewielkie, a nawet żadne. Trzeba było więc zmienić metody działania.

W jaki sposób powinniśmy działać, także w obliczu tej unijnej polityki, by poprawiać stan naszego środowiska?

Wstępując do Unii Europejskiej, mieliśmy wspaniałe zasoby przyrodnicze, i mamy je nadal. To świadczy o tym, że działania podejmowane przez lata w tej dziedzinie były jak najbardziej właściwe. Nie mielibyśmy takiego bogactwa gatunkowego, gdyby były one złe, nieskuteczne, szkodliwe dla przyrody. Bo żadne zwierzę, roślina nie będzie żyć w środowisku dla niego szkodliwym – po prostu wyniesie się albo wyginie. Powinniśmy o tym mówić i chwalić się tym na cały świat. W 2013 roku Polskie Lasy jako organizacja otrzymały nagrodę UNESCO za działania na rzecz ochrony środowiska. Tam, gdzie w ochronie przyrody działa człowiek, gdzie ta ochrona jest czynna, tam – co też potwierdzają badania – występuje największa bioróżnorodność. Nasza przyroda kwitnie. To jest nasz skarb.

Artur Kowalski/”Nasz Dziennik”

drukuj