Autorstwa Abraxham03 - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=81254560

[Jestem w Kościele] Coraz mniej sacrum

„Gość Niedzielny” w osobie red. Franciszka Kucharczaka wziął na celownik tradycyjne katolickie szaty i gesty nazywając je „żałosną fanfaronadą i bufonadą”. Chodziło konkretnie o ks. kard. Burke ubranego  w długą kapę i kropiącego zebranych wodą święconą. Autorowi poza szatami nie spodobały się „głębokie pokłony i żegnanie się z rozmachem”. Jego zdaniem ten cały – jak to ujął – teatr, wysyła komunikat, że „kler trwa w samouwielbieniu i dąży do dominacji”. W artykule nie zabrakło też wyświechtanego określenia tradsów mianem grupy rekonstrukcyjnej. Choć trudno traktować na poważnie tego rodzaju argumenty, to jednak warto zastanowić się, dlaczego w tym przypadku odrzucenie dziedzictwa Kościoła stanowi poważny błąd i nie przynosi żadnego pożytku wiernym.

Bogate paramenty i podniosłe obrzędy podkreślają ciągłość Kościoła na przestrzeni wieków. Miały one zawsze na celu oddanie chwały Bogu. Jednak zdaniem red. Kucharczaka w dzisiejszych czasach przestały być one czytelne i nie odzwierciedlają współczesnego Kościoła. Na czym jednak opiera się ta teza? To, że zostały one odrzucone na fali zachłyśnięcia fałszywie rozumianym duchem Soboru nie znaczy, że nie przemawiają do człowieka. Tym bardziej, że red. Kucharczak sam w swoim artykule podaje właściwe rozumienie przytaczanych przez niego symboli. Może więc nie one przestały być zrozumiałe, a lekkomyślnie zaniedbaliśmy formację w tej sprawie?

To fakt, że dziś tak bogatych szat i podniosłych obrzędów się w Kościele w zasadzie nie spotyka (z wyjątkiem środowisk Tradycji oraz pojedynczych kościołów, gdzie są możliwości i chęci poszanowania liturgicznego dziedzictwa). Z pewnością obecne trendy kulturowe, które wypaczyły pojęcie piękna odegrały tu sporą rolę. Trzeba jednak mieć świadomość, że udając się do kościoła na Mszę Świętą, powinniśmy tam doświadczyć przedsmaku Nieba. Upodobnienie zewnętrznych form liturgicznych do tego, z czym stykamy się na co dzień, nie ułatwia właściwego przeżywania Najświętszej Ofiary, gdyż skutkuje utratą poczucia sacrum. Czy fakt, że środowiska związane z Mszą Trydencką przyciągają w dużej mierze młodych ludzi nie daje w ogóle do myślenia? Czy uczciwe jest sprowadzanie tego do rekonstrukcji historycznej? Mam nadzieję, że red. Kucharczak spróbuje sobie odpowiedzieć na te pytania. Tym bardziej, że stawiam je jako wierny wychowany na nowej Mszy i regularnie na nią uczęszczający.

Absurdem jest również twierdzenie, że bogato zdobione szaty świadczą o samouwielbieniu czy pysze. Tak przecież należałoby ocenić chociażby Benedykta XVI, który wyciągnął z watykańskich zakrystii dawno nieużywane szaty i inne elementy „garderoby” papieskiej. O kim, jak o kim, ale o niemieckim Papieżu nie sposób powiedzieć, że zrobił to z powodu zakochania w sobie lub innych egoistycznych pobudek. Rzeczywiście może się tak zdarzyć, że ktoś będzie w ten sposób karmić swoje ego, jednak problem tkwi wówczas w człowieku, a nie w dziedzictwie liturgicznym Kościoła.

Wymowne jest to, że część mediów katolickich zajmuje się uderzaniem w środowiska związane ze starą Mszą, a jednocześnie zamyka oczy na wszechobecny kicz i tandetę obecnych szat i paramentów liturgicznych. Dlaczego nikt nie ma problemu z plastikowymi ornatami, niemającymi nic wspólnego z ekologią, bo przecież w zakrystiach i muzeach kurzą się prawdziwe dzieła sztuki, które mogłyby służyć na chwałę Bogu? Dlaczego nie przeszkadzają złote (oczywiście tylko pod względem koloru) szaty, które nieudolnie udają swoje starsze odpowiedniki? Ich notoryczne używanie już nie jest „żałosną fanfaronadą i bufonadą”? Dlaczego problemu nie stanowią oszczędności w sprawach dotyczących kultu Bożego, np. wykorzystywanie paschału i świec ołtarzowych nie z wosku tylko ich sztucznych zamienników? Faktem jest, że ojcowie soborowi w „Konstytucji o Liturgii” zaapelowali o szlachetną prostotę, ale to, co dziś mamy w większości parafii to nie prostota, ale prostactwo, o szlachetności już nawet nie wspominając.

Wojciech Grzywacz

drukuj