fot. arch.

Jak Tusk uziemił cysterny

Brak tankowca powietrznego (MRTT) był powodem, dla którego polskie F-16 podczas lotu na manewry na Alaskę musiały korzystać z niemieckiego airbusa. Na uruchomiony z inicjatywy gen. Andrzeja Błasika w 2008 r. program MRTT zarezerwowano 200 mln złotych. Wielozadaniowe maszyny transportowe miały służyć m.in. do przerzutu ciężkiego sprzętu. Z listy zakupów samoloty cysterny osobiście wykreślił premier Donald Tusk.

Kilka miesięcy po objęciu dowództwa Sił Powietrznych w 2007 r. gen. Andrzej Błasik sporządził obszerny meldunek o stanie i potrzebach lotnictwa wojskowego. Generał wskazywał m.in. na konieczność pilnego zakupu samolotów i śmigłowców dla VIP-ów, samolotu LIFT oraz uzupełnienia floty maszyn typu C-295 CASA i M-28. Meldunek gen. Błasika z grudnia 2007 r. „w sprawie stanu i potrzeb Sił Powietrznych oraz stopnia wdrożenia na wyposażenie Sił Zbrojnych RP samolotu F-16” liczy wraz z załącznikami kilkadziesiąt stron. Adresatem jest minister obrony narodowej Bogdan Klich. Dokument przedstawia dramatyczny stan Sił Powietrznych, głównie ze względu na brak nowego sprzętu. Analiza Błasika, precyzyjne wyliczenia, co, kiedy i dlaczego kupić, świadczą o tym, że nowy dowódca bardzo poważnie podszedł do problemu. Generał przedstawił też dalekosiężne plany modernizacji i rozwoju lotnictwa, sięgające 2018 r., których jednak nie pozwolono mu w pełni zrealizować.

Z czym Błasik zaczynał
„Na większości statków powietrznych resursy techniczne zostały wyczerpane (eksploatacja odbywa się po ich przedłużeniu), co rzutuje bezpośrednio na obniżenie wskaźników sprawności technicznej. Przestarzałe ich wyposażenie i uzbrojenie ogranicza lub wręcz uniemożliwia ich użycie w operacjach sojuszniczych” – czytamy w meldunku. Błasik akcentował, że większość maszyn kończy resursy techniczne w latach 2009-2015, z czego przełomowy będzie rok 2012, w którym mają zostać wycofane z eksploatacji wszystkie samoloty Su-22, TS-11, śmigłowce Mi-2, samoloty Jak-40, An-26 i An-2. I rzeczywiście, w najbliższym czasie suchoje mają zostać całkowicie wycofane z eksploatacji, a w ich miejsce nie planuje się zakupu nowych samolotów. Sytuacja ta spędza sen z oczu pilotom z baz w Świdwinie i Mirosławcu na Pomorzu, które mogą w nieodległej przyszłości stać puste, a oni stracić pracę. Gdyby tak się stało, pozostałyby nam tylko lotniska w centralnej Polsce, jak: Powidz, Krzesiny, Łask czy Mińsk Mazowiecki. Tymczasem w 2007 r. Błasik pisał: „W celu powstrzymania gwałtownego spadku potencjału bojowego lotnictwa uderzeniowego (wycofanie z eksploatacji w 2012 r. wszystkich samolotów Su-22) należy podjąć pilne działania do pozyskania następcy tego samolotu, przeznaczonego głównie do wsparcia operacji Wojsk Lądowych i Marynarki Wojennej. Za niezbędne minimum uznano posiadanie w Siłach Powietrznych nie mniej niż 120 samolotów bojowych. Oznacza to potrzebę pozyskania minimum 2 eskadr (32 samoloty uderzeniowe) pod warunkiem, że potencjał brakujących 8 samolotów bojowych zostanie uzupełniony przez eskadrę samolotów szkolno-bojowych (LIFT) posiadających możliwość przenoszenia różnych rodzajów uzbrojenia”. Błasik myślał o zakupie 16-18 samolotów typu LIFT, chcąc je wykorzystać nie tylko do szkolenia, ale również zwiększenia potencjału bojowego Sił Powietrznych. „Wnioski w przedmiotowej sprawie przesłałem do Pana Ministra poprzez Szefa Sztabu Generalnego WP. Do czasu pozyskania samolotu LIFT szkolenie zaawansowane personelu latającego na potrzeby F-16 musi być realizowane w wybranym ośrodku szkoleniowym za granicą” – napisał generał w meldunku. I dodawał dalej: „Pozyskanie samolotów LIFT i realizowanie szkolenia zaawansowanego w kraju uznaje się za zadanie priorytetowe Sił Powietrznych”. – Dziś w Siłach Powietrznych samolotów nie przybywa, tylko cały czas ubywa. Nie ma też narodowego systemu szkolenia, LIFT zawsze był sprawą najważniejszą. Gdyby generał Błasik żył, LIFT na pewno dawno już byłby w Polsce – przyznaje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” jeden z oficerów Sił Powietrznych.

Przewozy VIP-ów
Gdy Błasik został dowódcą Sił Powietrznych, do transportu najważniejszych osób w państwie wykorzystywano cztery samoloty Jak-40 w wersji 15- i 19-osobowej (rok produkcji 1979 i 1980), dwa Tu-154M w wersji 101- i 102-osobowej (rok produkcji 1990) oraz śmigłowce Mi-8 w wersji 8-osobowej (rok produkcji 1983) i Bell 412 HP w wersji 7-osobowej (rok produkcji 1991). Generał podkreślił w swym meldunku do Klicha, że konieczny jest zakup 8 nowych samolotów dla VIP-ów – 2 długodystansowych i 6 średnich pasażerskich. „Procedury przetargowe na zakup 6 samolotów średnich powinny być przeprowadzone nie później niż w 2008 roku” – zaznaczył. Zaproponował również, by procedury przetargowe na następcę Tu-154M również uruchomić w 2008 roku. „WZTT na samolot długodystansowy zostały opracowane i zaakceptowane na posiedzeniu Rady Uzbrojenia, natomiast nie posiadamy jeszcze decyzji Ministra Obrony Narodowej” – napisał Błasik. Do końca 2012 r. Jaki-40 miały zakończyć resursy kalendarzowe i zostać definitywnie wycofane z eksploatacji. Do 2014 i 2015 r. w planach było zakończenie eksploatacji tupolewów, pod warunkiem przeprowadzenia remontów. Generał wskazywał, że do tego czasu „musi nastąpić zakup nowego średniodystansowego oraz dużego samolotu dla VIP”. Podobnie myślał o śmigłowcach do przewozu VIP-ów. Eksploatację śmigłowców Mi-8 uznał za ekonomicznie nieuzasadnioną. „Nowe śmigłowce powinny być wprowadzone na wyposażenie RP już od 2008 roku. Za priorytetowe uważa się pozyskanie 6 średnich śmigłowców do przewozu VIP” – napisał do Klicha. Dowódca Sił Powietrznych wyliczył, że na planowane zakupy, modernizację oraz doposażenie sprzętu i wyposażenia technicznego potrzeba 42,7 mld złotych. Koszty uwzględniały potrzeby Wojsk Lotniczych, Wojsk Obrony Przeciwlotniczej, Wojsk Radiotechnicznych, modernizację Systemu Dowodzenia i Systemu Rozpoznania i Walki Elektronicznej. To spora suma, ale jak podkreślają piloci, gdyby rozłożyć ją na 10-15 lat, plany można było wprowadzać w życie. Tym bardziej, że gen. Błasik zwracał uwagę Klichowi, że Siły Powietrzne w programie rozwoju w latach 2007-2012 mają zarezerwowane 6,5 mld zł, a budżet SP stanowi jedynie 13 proc. budżetu MON (wydatkowany na uposażenia, eksploatację i szkolenie), dlatego trzeba wyasygnować dodatkowe środki. Dowódca uzasadniał to następująco: „Taki stan rzeczy wynika z konieczności wycofania z eksploatacji urządzeń i systemów produkcji, w większości byłego ZSRR i zastąpienia ich nowymi, kompatybilnymi z eksploatowanymi w NATO. Decyzje w sprawie zakupów sprzętu z różnych powodów były wielokrotnie przekładane. Niedokonanie zakupów sprzętu i niezrealizowanie planów modernizacji spowoduje drastyczne zmniejszenie zdolności operacyjnych Sił Powietrznych, a w konsekwencji możliwości obronnych państwa”.

Klich „nic nie widział, nic nie pisał”
Mimo monitów z dowództwa minister niewiele robił, by wesprzeć plany modernizacyjne gen. Andrzeja Błasika. Wśród oficerów powstała szybko niepochlebna opinia o Klichu, że to „ten, który nic nie widział i o niczym nie słyszał”. – Przyszedł słynny rok 2009, w którym Siłom Powietrznym zabrano prawie 5 mld zł, bo szukano oszczędności. Nie było szans, by można było realizować plany gen. Błasika – mówi nam jeden z oficerów. Tymczasem to właśnie na 2009 r. przypadało wiele ważnych zakupów. Wśród nich: pozyskanie 5 ciężkich samolotów transportowych C-130 E, 2 średnich śmigłowców transportowych W-3, 22 lekkich śmigłowców szkolnych i łącznikowych SW-4 oraz 2 średnich samolotów transportowych C-295M. Błasik zabiegał też o pozyskanie dwóch maszyn pasażersko-transportowych, zmodernizowanych do funkcji tankowca powietrznego (MRTT). – Program MRTT został uruchomiony w 2008 r., przeznaczono na niego 200 mln złotych. Izraelska firma miała dostarczyć dwa Boeingi 737 kupione na rynku z drugiej ręki, które miały zostać zmodernizowane poprzez dołożenie dodatkowych zbiorników paliwowych i systemu tankowania. Miały to być wielozadaniowe samoloty transportowe, które bardzo by nam się przydały, chociażby do przerzutu ciężkiego sprzętu. Gdyby były, nie musielibyśmy, tak jak ostatnio podczas lotu na Alaskę, korzystać z niemieckiego airbusa. Wiem, że osobiście system MRTT wykreślił z planów premier Donald Tusk – mówi nasz rozmówca, który pracował w Sztabie Generalnym. Skoro meldunek Błasika trafił do Klicha za pośrednictwem Sztabu Generalnego, to jego szef musiał się z nim zapoznać, dołączyć swoją notatkę i odesłać wszystko do ministra. Świadczy to o tym, że Bogdan Klich musiał doskonale zdawać sobie sprawę z wagi dokumentu, ale go zignorował. Mimo trudności gen. Błasikowi udało się jednak m.in. praktycznie zakończyć proces wdrażania samolotu wielozadaniowego F-16 czy dopiąć program C-130. Na koniec warto dodać, że już w grudniu 2007 r. gen. Błasik postulował zakup kilku nowych samolotów C-295 CASA. MON te plany zrealizował dopiero teraz, podpisując w czerwcu umowę na zakup pięciu maszyn.

drukuj