Interes na zabijaniu nienarodzonych dzieci

Kliniki, które przeprowadzają zabiegi sztucznego zapłodnienia, a także ich klienci, coraz częściej będą wykorzystywać zapis dopuszczający tzw. aborcję eugeniczną – alarmuje Kaja Godek z Fundacji Pro-Prawo do Życia. 

Mija jedenaście miesięcy od momentu, kiedy wystartował rządowy program dofinansowania metody sztucznego zapłodnienia. Rodzą się kolejne dzieci z in vitro. Jak wynika z badań, metoda sztucznego zapłodnienia zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia u nich wad.

Będzie tak, że zwolennikom aborcji jak też klientom, aborcja będzie coraz bardziej potrzebna. Myślę, że obecne naciski na lekarzy, żeby przeprowadzali aborcję z przesłanki o uszkodzeniu dziecka, to jest nacisk ze strony środowisk, które korzystają na „in vitro”, które zarabiają na „in vitro”. Tak naprawdę w wypadku „in vitro”, kiedy ludzie zapłacą bardzo duże pieniądze za to, żeby uzyskać dziecko; aborcja eugeniczna to trochę, jak reklamacja w sklepie. „Nie udało się to dziecko, a my zapłaciliśmy dużo pieniędzy, więc żądamy usunięcia” – zwracała uwagę Kaja Godek.

Dziecko, na którego tzw. aborcję nie zgodził się prof. Bogdan Chazan pochodziło właśnie z „in vitro”. Dyrektor Szpitala Św. Rodziny w Warszawie, powołując się na klauzulę sumienia odmówił zabicia dziecka poczętego u kobiety w 25. tygodniu ciąży – u którego wykryto liczne wady.

– Jeśli chodzi o postawę pana dr. Chazana, myślę, że warto przypomnieć, że jako chrześcijanie mamy zawsze obowiązek bardziej słuchać Boga niż ludzi. Każdy chrześcijanin, który jest rzeczywiście wyznawcą Chrystusa zachowałby się dokładnie tak samo – nawet jeśli jest to działanie wbrew niesprawiedliwemu w tym momencie prawu – podkreśliła Magdalena Misztak – Hola, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny.

To nie człowiek – a Bóg – jest dawcą życia. Ze względu na wyjątkowość tego daru, każdej osobie należy się szacunek i ochrona od poczęcia do naturalnej śmierci. Prawdy tej nie można poddawać jakimkolwiek manipulacjom.

– Z jednej strony wzbudza się życie na siłę i na siłę doprowadza się do poczęcia dziecka. Natomiast jeżeli to dziecko będzie „nieudane”, chore, w jakikolwiek sposób uszkodzone, to pozbywamy się go. Wychodzi na to, że właściwie z jednej strony bawimy się życiem: najpierw je przywołujemy, a później zabijamy takie dziecko, które jest właściwie bezbronne. To, że ono nie rokuje; że i tak będzie skazane po urodzeniu na śmierć, albo nawet w trakcie trwania ciąży, nie oznacza, że mamy to dziecko zabijać. Tylko – tak, jak mamy osoby chore – otaczamy je opieką, troską i pozwalamy im spokojnie odejść –mówi dr Aleksandra Maria Kicińska, naprotechnolog, prezes Naprocentrum Kliniki Leczenia Niepłodności w Gdańsku.

TV Trwam News/ RIRM

drukuj