PAP/EPA

Gospodarki USA i Włoch odczuwają już skutki epidemii koronawirusa

Na całym świecie rośnie liczba zachorowań na koronawirusa. W Stanach Zjednoczonych na COVID 19 zmarło ponad tysiąc osób. Dramatyczna sytuacja trwa we Włoszech. Tam tylko w ciągu ostatniej doby zmarły 662 osoby.

We Włoszech łączna liczba zmarłych wzrosła do ponad 8200. Od początku kryzysu epidemicznego, trwającego ponad miesiąc, wyleczono ponad 10 tys. chorych. Wciąż jednak wiele osób jest zakażonych. W Parmie, na północy Włoch w klasztorze Zgromadzenia Braci Świętego Franciszka Ksawerego zmarło ostatnio czternastu zakonników. Mieszkają tam kapłani, przede wszystkim seniorzy, po powrocie z misji w Afryce, Azji i Ameryce Południowej. Najbardziej dotknięta epidemią jest Lombardia. W Rzymie choroba jednak nie rozprzestrzenia się w sposób znaczący.

– Oczywiście są zakażenia, ale dzięki, temu, że dość wcześnie zostały zastosowane te środków w postaci izolacji, niewychodzenia z domu, wydaje się, że udało się uprzedzić to, że ta choroba tutaj nie rozwinie się w sposób tak gwałtowny, jak miało to miejsce na północy – mówi o. Piotr Andrukiewicz CSsR.

Od kilku dni we Włoszech wygasła cała produkcja. Otwarte są sklepy spożywcze i apteki.

– Przed sklepami ustawiają się kolejki, ludzie stoją w odległości ok. 2 metrów od siebie, czekają na swój moment wejścia do sklepu, natomiast nie ma trudności z zaopatrzeniem. Ono rzeczywiście jest na bieżąco uzupełniane – dodaje.

Wirus rozpowszechnia się szybko, także w USA. Stąd w wielu stanach obowiązują obostrzenia. W stanie Illinois gubernator wydała zakaz wychodzenia z domu.

– Polega on na tym, że wszyscy są zachęceni do tego, by przebywać w swoich domach, a jeżeli wychodzić, to tylko na niezbędne zakupy do sklepu spożywczego, apteki, lekarza, szpitala, ewentualnie z dziećmi, rodziną czy ze zwierzętami domowymi na spacer. Przy czym jest bardzo restrykcyjnie przestrzegane to, aby nie gromadzić się więcej niż w 10 osób w jednym miejscu – mówi o. Zbigniew Pieńkos CSsR, dyrektor Centrali Radia Maryja w Chicago.

Jeszcze większe obostrzenia obowiązują w stanie Waszyngton czy w Nowym Jorku. To tam jest najwięcej zachorowań. Większość osób stosuje się do restrykcji – zaznacza o. Zbigniew Pieńkos.

– Jest bardzo małych ruch na ulicach, to jest może jedna czwarta tych samochodów, które zawsze jeżdżą. Przeważnie są to ciężarówki, które zaopatrują sklepy. Po prostu ci, którzy musza pracować pracują. Mało jest samochodów osobowych, także ten ruch jest bardzo znacznie ograniczony – podkreśla.

Z powodu epidemii w wielu sklepach w USA występują niedobory produktów, a sprzedaż chleba jest reglamentowana. Zamknięte są szkoły. Spowolnienie gospodarcze zmusza firmy do zawieszania działalności. Liczba wniosków o przyznanie zasiłku dla bezrobotnych wzrosła w minionym tygodniu do ponad trzech milionów dwustu. Świadczy to o tym, że Amerykanie tracą pracę wcześniej niż zakładali to eksperci. Sytuacja porównywana jest do Wielkiego Kryzysu z lat 1929-1933 lub II wojny światowej.

TV Trwam News

drukuj