Genderystka konsultuje elementarz

Nie ustaje burza wokół tzw. „darmowego elementarza” dla pierwszoklasistów. Specjaliści od wczesnoszkolnego etapu nauczania i nauczyciele biją na alarm, że podręcznik oferowany uczniom jest pisaną w pośpiechu, na kolanie „infantylną chińską tandetą” i zawiera mnóstwo metodycznych błędów. Mało tego, przed zmianami, które naniesiono po konsultacji społecznej, zdarzały się też błędy ortograficzne.

To jednak niejedyny problem z tą rządową książką, wciąż dochodzą sygnały o nowych tarapatach minister Kluzik-Rostkowskiej. Obecnie ministra próbuje zmierzyć się z dystrybucją elementarza do szkół. Ale dziś nie o tym.

Wiele kontrowersji wśród internautów wzbudził fakt, że rządowy elementarz podlega konsultacji, której na zlecenie MEN dokonuje doktor Iwona Chmura-Rutkowska, szerzej znana z propagowania eksperymentów nad „płcią kulturową”.

Otóż pani doktor jest jednocześnie konsultantką pierwszego elementarza dla dzieci oraz wykładowcą Gender Studies naUAM, a do tego aktywną członkinią Rady Programowej Interdyscyplinarnego Centrum Badań nad Płcią i Tożsamością KulturowąUAM. W związku z oburzeniem rodziców postanowiłam zasięgnąć informacji u źródła i spytać przedstawiciela resortu szkolnictwa o powody, dla których w szeregach ekspertów pedagogicznych pojawiła się specjalistka od gender. Okazuje się, że doktor Chmura-Rutkowska, według rzecznika MEN Joanny Dębek, wcale nie dokonuje recenzji genderowej, a zajmuje się jedynie polityką równościową w elementarzu. Sprawdza, czy zachowano w podręczniku poszanowanie równych praw kobiet i mężczyzn oraz osób o różnych kolorach skóry, w różnymwieku i różnym staniezdrowia. I na tym mogłabym szczęśliwie zakończyć i pogratulować ministerstwu pomysłu. Niestety nie mogę, bo o ile tę odpowiedź mogłabym uznać za fachową i wystarczającą, to już następna jej część nieco mnie zadziwiła.

– Pani doktor Chmura zwracała nam na przykład uwagę, aby uwrażliwiać dzieci na to, że w naszym otoczeniu obecne są osoby z różnymi niepełnosprawnościami – informuje rzecznik MEN Joanna Dębek.

„Na jej prośbę w części pierwszej „Naszego elementarza” na placu zabaw wprowadziliśmy specjalną huśtawkę, na której może huśtać się dziecko na wózku inwalidzkim. Mamy nadzieję, że dzięki temu np. radni w wielu miejscowościach dowiedzą się, że takie urządzenia istnieją i zadbają, by pojawiły się na podległych im placach zabaw” – dodaje.

I na tym profesjonalizm się kończy, bo rzecznik, aby przekonać opinię społeczną do zasadności zatrudnienia genderystki, używa irracjonalnego argumentu z którego wynika, że rządowy elementarz napisano nie dla dzieci, a dla urzędników. Pytanie – ilu radnych zajrzy do podręcznika? Zapewne dokładnie tylu, ilu ma w domu pierwszaka. Dużo prościej i mniej kontrowersyjnie byłoby wydać broszury dla samorządowców z placami zabaw dla dzieci niepełnosprawnych, ale widać MEN lubi wyzwania.

Mówiąc oględnie, pomimo usilnych starań mnie argument rzecznika resortu nie przekonał do tego, że podręcznik do pierwszej klasy wymaga konsultacji eksperta genderowego. Być może wynika to z tego, że jako przeciwnik eksperymentowania na dzieciach bacznie przyglądam się temu, co się dzieje w polskiej edukacji. A może dlatego, że sporo czasu poświęcam na śledzenie tego, co starają się przemycić do placówek „równościowi edukatorzy” i jak usilnie o to walczą, szukając dowodów na to, że szkoła i przedszkole uwikłane są w szerzenie dyskryminacji i stereotypy. Do tego analizuję zachowanie MEN w obliczu genderowej inwazji, i to jak w szerokim zapraszającym geście, tworząc przepisy, przyzwala na wolną amerykankę podejrzanym edukatorom.

Podsumowując, tłumaczenie, że genderystka jest nieodzowna przy tworzeniu podręcznika, bo zauważyła brak huśtawek dla dzieci na wózkach inwalidzkich, brzmi tak samo wiarygodnie, jak to, że radni po obejrzeniu obrazka w elementarzu postanowią wybudować takie huśtawki na podległych im placach zabaw.

Tym samym gratuluję resortowi edukacji polotu i sposobu przekonania samorządów do stosowania polityki równościowej. I chylę czoło przed autorem pomysłu, że rządowy elementarz ma za zadanie edukować radnych.

wPolityce/RIRM

drukuj