fot. PAP/Adam Warżawa

Gdańsk: 2 miliony złotych zadośćuczynienia i odszkodowania dla rodziny Władysława Łasia

Sąd Okręgowy w Gdańsku przyznał w środę prawie 2 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania dzieciom Władysława Łasia, żołnierza Wojska Polskiego i Batalionów Chłopskich, prześladowanego w okresie stalinowskim. Trzech synów i córka żołnierza otrzymają od Skarbu Państwa po ok. 480 tys. zł. Rodzina żądała wypłaty 10 milionów złotych, dlatego zapowiada apelację.

W uzasadnieniu sędzia Sądu Okręgowego Magdalena Kierszka przyznała, że co do zasady rodzina miała prawo ubiegać się o odszkodowanie i zadośćuczynienie.

Zwróciła uwagę, że Władysława Łaś przez całe życie walczył o wolną Polskę. Po wojnie, pomagał kolegom, którzy ukrywali się przed komunistami. Udzielał im schronienia, dostarczał żywność.

 „Zawiadamiał ich o ruchach Urzędu Bezpieczeństwa, Wojska Polskiego i Milicji Obywatelskiej na tym terenie, tak by osoby należące do grupy +Wiarusy+ mogły w miarę swobodnie się poruszać, dlatego dwukrotnie został pozbawiony wolności” – mówiła sędzia Kierszka.

Przypomniała, że Władysław Łaś był osadzony m.in. w więzieniu przy Montelupich w Krakowie. Było to wówczas jedno z najcięższych więzień w kraju, o którym do dzisiaj krążą legendy. Podczas odbywania wyroku Władysław Łaś był torturowany i maltretowany.

„Przesłuchania, jakim był poddawany ojciec wnioskodawców, wiązały się z zadawaniem mu cierpień fizycznych i psychicznych. Te miesiące były dla niego okresem traumatycznym” – mówiła w uzasadnieniu.

Sędzia zwróciła uwagę, że Waldemar Łaś po wyjściu na wolność nie był już zdolny do stałej pracy, dorabiał jako pasterz i żył skromnie.

„Przed aresztowaniem Władysław Łaś był mężczyzną w pełni sił, po tych przejściach powrócił do domu jako osoba zniszczona fizycznie i psychicznie” – podkreślała sędzia Magdalena Kierszka.

Dodała, że dzieci Łasia mówiły w zeznaniach, że do końca życia ich ojciec borykał się z problemami zdrowotnymi i psychologicznymi.

Wyrok w tej sprawie nie jest prawomocny. Rodzina Władysława Łasia zapowiedziała apelację.

„Żadne pieniądze nie są w stanie zrehabilitować tej krzywdy, którą komuniści wyrządzili mojemu ojcu, ale uważamy, ze zasądzona kwota jest za niska. Będziemy wnioskować o inne odszkodowanie za te wszystkie cierpienia. Nasz ojciec do końca swoich dni był wielkim patriotą. Jeszcze dzień przed śmiercią mówił mi – +chłopcze ja już nie do żyję tej chwili, ale komuna upadnie+. Bardzo w to wierzył i ta wiara utrzymywała go przy życiu” – powiedział Wojciech Łaś, syn Władysława Łasia.

Tłumaczył też, że pieniądze, które otrzymają od Skarbu Państwa chcą przeznaczyć na ekshumację zwłok i budowę pomnika na nowym grobie ojca na Podhalu, gdzie Władysław Łaś chciał zostać pochowany.

Władysław Łaś brał udział w kampanii wojennej we wrześniu 1939 r. przeciwko Niemcom w okolicach Lublina. W 1943 r. przystąpił do oddziału partyzanckiego Batalionów Chłopskich pod dowództwem Józefa Kurasia pseudonim „Ogień”, z którym przyczynił się do wyzwolenia Podhala spod okupacji hitlerowskiej na początku 1945 r.

W kwietniu 1945 r. Łaś dołączył zaś do nowo uformowanego przez Kurasia Zgrupowania Partyzanckiego „Błyskawica”, skupiającego byłych żołnierzy Armii Krajowej. Po śmierci dowódcy korzystając z ogłoszonej przez władze komunistyczne państwa amnestii Łaś postanowił się ujawnić. Nadal wspierał jedną z grup zbrojnych „Wiarusy”, która utworzyła się z byłych podkomendnych „Ognia” – zajmował się przede wszystkim organizowaniem noclegów oraz dostarczaniem partyzantom pożywienia, informował ich też o ruchach wojska, Urzędu Bezpieczeństwa, czy Milicji Obywatelskiej w terenie.

Został zatrzymany w lipcu 1949 r. przez Urząd Bezpieczeństwa w Nowym Targu, a skazał go Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie w lutym 1950 r. W krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich przesiedział łącznie 5 lat i 38 dni. W listopadzie 2018 r. Sąd Okręgowy w Krakowie uznał, że w stosunku do Łasia zaistniały przesłanki do stwierdzenia nieważności wyroku skazującego.

Władysław Łaś zmarł 29 kwietnia 1985 r. w jednej z miejscowości na Kociewiu (Pomorskie). Miał 80 lat.

PAP

drukuj