Dr S. Pilarski z IPN: Ruch „Solidarności” zrodził się z głodu wolności
Każdy z liderów „Solidarności” miał świadomość tego, że oczekiwania wobec niej są tak duże, że będą musiały wykraczać poza działalność ściśle związkową. Ruch „Solidarności” zrodził się – można powiedzieć – z głodu wolności. Polacy nie tylko myśleli o dobrach materialnych. Polacy myśleli o godności, wolności, a w dalszej perspektywie – o niepodległości – mówił w środowych „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam dr Sebastian Pilarski, dyrektor Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej.
Choć w czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej miało miejsce wiele buntów społecznych, jednak powstanie „Solidarności” uznawane jest za fenomen nie tylko w historii Polski, ale i świata. Ten ogromny ruch społeczny, pomimo szybkiej delegalizacji przez władze komunistyczne, ostatecznie odniósł sukces.
– Można powiedzieć, że tzw. Polska Ludowa była państwem permanentnego kryzysu, buntów społecznych i że rzeczywiście rok 1980 przyniósł kolejny bunt, który zakończył się sukcesem, pomimo tego, że „Solidarność” została w formie legalnej zakończona wraz z wprowadzeniem stanu wojennego. Natomiast w perspektywie długofalowej można powiedzieć, że „Solidarność” to zwycięstwo. Dlaczego ten protest w 1980 r. zakończył się sukcesem? Myślę, że tutaj zadecydowała przede wszystkim masowość ruchu. Dziesięć milionów Polaków włączyło się w działalność „Solidarności” po jej utworzeniu. Oczywiście Polacy protestowali, tak jak we wcześniejszych latach, przeciwko fatalnej sytuacji ekonomicznej, przeciwko kryzysowi gospodarczemu, który dotknął Polskę w drugiej połowie lat 70. Musimy tutaj zwrócić uwagę jeszcze na jedną kwestię: Osoby, które zaangażowały się w „Solidarność”, które protestowały w roku 1980, to było pokoleniu osób w większości urodzonych po II wojnie światowej. Oni nie pamiętali hekatomby wojny. Dla nich punktem odniesienia było to, w jaki sposób ludzie żyją w wolnym świecie. Takie były aspiracje Polaków – podkreślił dr Sebastian Pilarski.
Historyk zaznaczył, że te aspiracje zostały rozbudzone w latach 70-tych, kiedy pierwszym sekretarzem KC PZPR był Edward Gierek, którego polityka nieco otworzyła Polskę na Zachód. Za jego czasów łatwiej było wyjechać z Polski, a to uświadomiło Polakom, jaka przepaść, jeśli chodzi o standardy życia, dzieli nasz kraj od państw po drugiej stronie Żelaznej Kurtyny.
Jednak – jak wskazał gość „Rozmów niedokończonych” – „Solidarność” nie była jedynie kolejnym buntem powodowanym przesłankami materialnymi.
– To była również rewolucja moralna i tutaj nie można pominąć kwestii wyboru Karola Wojtyły na stolicę Piotrową w roku 1978 i jego pierwszej pielgrzymki w roku 1979 w czerwcu. Mówiło się wówczas, że polskie społeczeństwo się przebudziło. Polacy przebudzili się pod względem moralnym, ale też zobaczyli jeszcze jedną rzecz – mianowicie jak wiele jest osób, które chcą wystąpić przeciwko systemowi komunistycznemu. Polacy policzyli się w trakcie tej pierwszej pielgrzymki. Przełamana została bariera strachu. Polacy zrozumieli, że jeśli działają solidarnie, razem, są przeciwko tej opresyjnej władzy w stanie wystąpić skutecznie. To jest – można powiedzieć –fenomen „Solidarności”: przełamanie bariery strachu i wspólne wystąpienie w interesie polskiego społeczeństwa, które od roku 1945 (…) było zniewolone – mówił dyrektor Biura Badań Historycznych IPN.
Bunt „Solidarności” wobec reżimu objął w zasadzie całe terytorium Polski. To również odróżniało go od wcześniejszych wystąpień Polaków przeciw komunistom.
– Rok 1970 to jest głównie wybrzeże. Rok 1956 to głównie protest w Poznaniu i jakieś wystąpienia solidarnościowe związane z czerwcem 1956 r. czy później z rewolucją węgierską. Natomiast strajki z 1980 r. rozlały się po całym kraju. Mówimy przede wszystkim o wybrzeżu – mamy na myśli sierpień roku 1980 – natomiast musimy pamiętać, że protesty rozpoczęły się już 1 lipca, w dniu, w którym wprowadzono kolejną podwyżkę. To jest stały element, można powiedzieć, w historii PRL: podwyżka pociąga za sobą protest społeczny. Ten protest społeczny był na tyle silny, na tyle masowy, że władze nie były go w stanie stłumić, więc zaczęły rozważać, w jaki sposób można sobie z tym kryzysem poradzić. Przede wszystkim, jeśli mówimy o lipcu 1980 r., musimy pamiętać o Lubelszczyźnie. To jest tzw. Lubelski Lipiec. To pojęcie już jest dosyć mocno obecne w świadomości powszechnej także dzięki badaniom, które są prowadzone w Instytucie Pamięci Narodowej. „Lubelski Lipiec” miał istotne znaczenie, ponieważ strajki były już dobrze zorganizowane, czyli załogi potrafiły precyzyjnie sformułować postulaty i oczekiwania – najpierw wobec kierownictwa zakładu. (…) W pierwszej kolejności mówiono o postulatach materialnych. Chodziło o to, żeby zrekompensować tę kolejną podwyżkę, a najlepiej, żeby władze się z niej wycofały. Mówiono o tym, że robotnicy pracują w fatalnych warunkach, że jest brak zaplecza socjalnego w poszczególnych zakładach pracy, że (…) wsparcie socjalne jest bardzo słabe – znacznie słabsze niż na przykład w odniesieniu do rodzin milicyjnych czy wojskowych. A więc ludzie dostrzegali tę nierówność – zwracał uwagę gość „Rozmów niedokończonych”.
Dr Sebastian Pilarski zaznaczył również, że korzystając z doświadczeń poprzednich buntów społecznych, protestujący w 1980 r. nie dali się sprowokować do wyjścia na ulice. To – jak pokazała historia – szybko przeradzało się w starcia z milicją, niejednokrotnie prowadzące do ofiar śmiertelnych, ciężkich pobić, aresztowań i tortur w katowniach milicji oraz bezpieki. W 1980 r. protestujący, pozostając w zakładach pracy, pozbawili władzę jej najsilniejszej karty w postaci brutalnej pacyfikacji.
„Solidarność”, choć formalnie była związkiem zawodowym, to jednak była czymś więcej – masowym ruchem społecznym służącym przezwyciężeniu atomizacji społecznej oraz moralnemu odrodzeniu i podniesieniu narodu.
– Każdy z liderów „Solidarności” miał świadomość tego, że oczekiwania wobec niej są tak duże, że będą musiały wykraczać poza działalność ściśle związkową. To wykorzystywali też później komuniści, chociażby po wprowadzeniu stanu wojennego, bo mówili właśnie, że wielu działaczy „Solidarności” tak naprawdę nie występowało w obronie robotników, ale prowadziło działalność polityczną. Ale taka była istota tego ruchu. Ruch „Solidarności” zrodził się – można powiedzieć – z głodu wolności. Polacy nie tylko myśleli o dobrach materialnych. Polacy myśleli o godności, wolności, a w dalszej perspektywie – o niepodległości – podkreślił dyrektor Biura Badań Historycznych IPN.
Więcej o fenomenie „Solidarności” można dowiedzieć się, oglądając przygotowane przez IPN edukacyjne etiudy filmowe „»Solidarność« – narodziny wolności”, które od 28 grudnia emitowane będą w TV Trwam.
radiomaryja.pl




