Dr L. Pietrzak: Stworzenie ściśle kontrolowanej polskiej dywizji było elementem całościowego planu Stalina zmierzającego do podporządkowania Polski i narzucenia jej komunistycznego systemu
Dywizja kościuszkowska nie była przygotowana do walki na froncie. Jej żołnierze, zamiast szkolenia, poddawani byli politycznej indoktrynacji. Dywizja miała też spore braki kadrowe, zwłaszcza jeśli chodzi o kadrę oficerską. W szeregach dywizji kościuszkowskiej panował chaos. Dywizyjny kronikarz, Lucjan Szenwald, pisał, że aby rozkazy mogły być wykonywane przez żołnierzy, konieczne było standardowe „danie w mordę” – mówił w swoim felietonie z cyklu „Myśląc Ojczyzna” dr Leszek Pietrzak, przedstawiając zarys powstania kontrolowanej przez Sowietów 1 Polskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki i jej krwawego mitu założycielskiego, jakim była bitwa pod Lenino.
Zbliża się kolejna rocznica bitwy pod Lenino. Ta krwawa bitwa, pełna niepotrzebnych strat wśród polskich żołnierzy walczących w ramach Armii Czerwonej, była chrztem bojowym i podstawą mitu założycielskiego późniejszego tzw. Ludowego Wojska Polskiego.
W maju 1943 r. w Sielcach nad Oką Sowieci przystąpili do tworzenia dywizji im. Tadeusza Kościuszki, która miała być zalążkiem nowej polskiej armii. Na czele tego nowego – kontrolowanego przez komunistów – Wojska Polskiego stanął Zygmunt Berling, jeden z polskich oficerów z obozu jenieckiego w Starobielsku, który poszedł na współpracę z NKWD.
– Stworzenie ściśle kontrolowanej polskiej dywizji było elementem całościowego planu Stalina zmierzającego do podporządkowania Polski i narzucenia jej komunistycznego systemu. W sierpniu 1943 roku dywizja kościuszkowska wyruszyła na front, kierując się w rejon Smoleńska. Znalazła się tam w składzie sowieckiej 33. Armii, w ramach której miała walczyć. Ale dywizja kościuszkowska nie była przygotowana do walki na froncie. Jej żołnierze, zamiast szkolenia, poddawani byli w Sielcach politycznej indoktrynacji. Dywizja miała też spore braki kadrowe, zwłaszcza jeśli chodzi o kadrę oficerską. Te braki usiłowano uzupełnić sowieckimi oficerami, ale ci okazali się zbyt zdemoralizowani, aby podnieść jej wartość bojową. Tak naprawdę w szeregach dywizji kościuszkowskiej panował chaos. Dywizyjny kronikarz, Lucjan Szenwald, pisał o tej sytuacji, podkreślając, że aby rozkazy mogły być wykonywane przez żołnierzy, konieczne było standardowe „danie w mordę” – zwrócił uwagę dr Leszek Pietrzak.
Historyk wskazał, że jeszcze przed bitwą pod Lenino – pierwszą, w jakiej udział brała dywizja kościuszkowska – kilkunastu żołnierzy przeszło na stronę Niemców i poinformowało ich o planowanym natarciu, wskazując również miejsce, w jakim znajdował się sztab 33. Armii.
– Niemcy – wiedząc, że do natarcia szykuje się wchodząca w skład sowieckiej armii polska dywizja – rozpoczęli nadawanie audycji propagandowych w języku polskim. Wzywano w nich żołnierzy dywizji do przechodzenia na stronę niemiecką, a także do rozprawienia się z komunistami, Żydami i komisarzami politycznymi. Opracowany przez sowiecki sztab plan natarcia przewidywał, że dywizja kościuszkowska jako pierwsza przełamie niemiecką obronę na kierunku wsi Połzuchy, Trygubowa i Puniszcze. Ale przed rozpoczęciem natarcia nie dokonano żadnego rozpoznania terenu, co zazwyczaj ma miejsce w takich sytuacjach. To miało kluczowy wpływ na tragiczny przebieg bitwy. Gdy 12 października 1943 r. zaczęło się natarcie, wszystko przebiegało jak gdyby wbrew wojennej sztuce. Najpierw skrócono przygotowanie artyleryjskie, które miało poprzedzać atak polskiej dywizji. Potem, gdy już zaczęła się bitwa, obydwie sowieckie dywizje sąsiadujące z dywizją kościuszkowską wykazywały nadzwyczajną pasywność. Jedna z nich, która miała zdobywać Trygubową, nawet nie zbliżyła się do wspomnianej wsi, z której przez cały dzień szedł morderczy ostrzał na skrzydło dywizji kościuszkowskiej. Walki o Połzuchy i Trygubową pułków piechoty dywizji kościuszkowskiej były niezwykle krwawe. Walczono wręcz, a wsie kilkakrotnie przechodziły raz w ręce jednej, raz w ręce drugiej strony. Potem, przy zupełnej bierności sowieckiego lotnictwa, do akcji wkroczyła niemiecka Luftwaffe, bezkarnie masakrując zalegających w błotach doliny rzeki Mierei kościuszkowców. Tymczasem wsparcie sowieckich dywizji nie nadchodziło – opowiadał dr Leszek Pietrzak.
Wśród żołnierzy dywizji kościuszkowskiej wybuchła wówczas panika i niewiele brakowało do całkowitej klęski.
– Wieczorem dowódca dywizji, płk Berling, wydał rozkaz przerwania natarcia i przejścia do obrony. Dopiero następnego dnia ruszyły główne sowieckie siły, które odrzuciły Niemców. Wynik bitwy okazał się dla dywizji kościuszkowskiej bardzo tragiczny. Poległo 500 żołnierzy, a 1776 odniosło ciężkie rany. 652 żołnierzy uznano za zaginionych. W sumie była to połowa żołnierzy biorących bezpośredni udział w natarciu. Ale Stalin był zadowolony z takiego chrztu bojowego polskiej dywizji – podkreślił historyk.
Dla kremlowskiego tyrana Polacy ponieśli wówczas „wystarczające” straty. Dlatego też datę tej bitwy wybrano na nowe Święto Wojska Polskiego w komunistycznej Polsce.
– Powstaje jednak pytanie, dlaczego potem okazało się, że była to bitwa pod Lenino? Otóż stało się tak dlatego, że wieś ta leżała niedaleko rejonu walk dywizji kościuszkowskiej, a poza tym jej nazwa bardzo spodobała się Stalinowi – zaznaczył dr Leszek Pietrzak.
Całości felietonu można odsłuchać [tutaj].
radiomaryja.pl




