fot. PAP/EPA

Dość milczenia

Z ks. Frankiem Pavonem, dyrektorem amerykańskiej organizacji pro-life Priests for Life (Księża za Życiem), rozmawia Beata Falkowska

Podróżuje Ksiądz wiele po Stanach Zjednoczonych, odbywa spotkania, prowadzi wykłady. Kto na nie przychodzi? Czy są one skutecznym narzędziem zmiany myślenia Amerykanów?

– Te podróże są bardzo skutecznym narzędziem informowania ludzi, zmieniania ich myślenia, a także dodawania odwagi tym, których umysły i serca są na właściwym miejscu. 0To także wspaniałe źródło energii i zachęty dla mnie. Ludzie, którzy przychodzą na spotkania, są w dużej mierze zainteresowani tym, co mogą zrobić, by przyczynić się do zahamowania strasznego procederu aborcji. Są wystarczająco przekonani do stanowiska pro-life.

A co z nieprzekonanymi?

– Aby zdobyć tych, którzy nie chcą słyszeć nic o piekle aborcji i z własnej woli nie przyjdą na spotkanie poświęcone tej tematyce, musimy maksymalnie wykorzystywać media, naszą obecność w przestrzeni publicznej, marsze za życiem etc. Nie wolno nam czekać, aż ci nieprzekonani ludzie sami przyjdą posłuchać prawdy o aborcji, ale to my musimy niejako wchodzić im w drogę, przecinać ich ścieżki, niosąc im treści, które muszą usłyszeć, bez względu na to, czy je znają, czy nie. Ci, którzy przychodzą na moje spotkania, pytają nie tylko o to, jak być bardziej skutecznym w stawianiu tamy aborcji, ale bardzo często pytają także o polityków, którzy przyznają się do wiary katolickiej, a popierają aborcję. W tym przypadku daję wiernym jedną radę: nie głosujcie na nich. Na spotkania zapraszam także księży – im większa będzie ich wiedza w tym zakresie, tym lepiej będą mogli bronić życia w swoich parafiach.

Jak zmienia się nastawienie do aborcji w USA? W jaki sposób Amerykanie zbliżają się do prawdy o godności ludzkiego życia od poczęcia?

– Opinia publiczna w USA w sprawie aborcji jest w znacznym stopniu stabilna. Jakkolwiek widzimy coraz więcej osób identyfikujących się z hasłem „pro-life”, często sami określają oni zakres tego pojęcia, czasem bardzo szeroko. Poza tym spory odsetek osób twierdzących, że są pro-choice, jednak uważa, że aborcja powinna być legalna tylko w wyjątkowych przypadkach. Podsumowując, bezpieczniej jest powiedzieć, że większość Amerykanów jest przeciwko większości przypadków aborcji i nie akceptuje obecnego status quo w tym obszarze. Wydarzenia tego typu jak proces Gosnella w Filadelfii [właściciela kliniki aborcyjnej, w której dochodziło do rażącego łamania wszelkich ograniczeń w przeprowadzaniu aborcji, mordowania już urodzonych dzieci, licznych okaleczeń i śmierci kobiet – przyp. red.] kierują opinię publiczną w stronę pro-life. Także w związku z inicjatywami prawnymi dotyczącymi tzw. późnych aborcji ogromna większość obywateli krytycznie ustosunkowuje się do aborcji w drugim trymestrze ciąży, a aż 80 proc. potępia aborcję w trzecim trymestrze.

A patrząc z drugiej strony, co sprawia, że ludzie np. w Europie są wciąż podatni na propagandę aborcjonistów?

– Podatność na propagandę pro-choice wynika – moim zdaniem – z niezwykłej umiejętności reklamowania oferty diabła, odwołującej się do osobistych niepokojów ludzi w związku z kobietami, które – jak sądzą – mogłyby potrzebować aborcji w jakimś momencie swojego życia. Większość ludzi nie jest zasadniczo za powszechnie dostępną aborcją. Ale jednocześnie zostawiają jej furtkę, ponieważ wmówiono im, że w pewnych przypadkach aborcja jest jedynym korzystnym rozwiązaniem. Zwolennicy aborcji wykorzystują w swej propagandzie historie pojedynczych osób związane z komplikacjami zdrowotnymi w czasie ciąży, problemami ekonomicznymi, aby stworzyć wrażenie, że w tych okolicznościach urodzenie dziecka byłoby większą tragedią niż jego zabicie. Naszą odpowiedzią w USA jest kampania społeczna „Dość milczenia”, w której pokazujemy poprzez osobiste świadectwa ludzi, że aborcja ma znacznie bardziej dalekosiężne skutki niż problemy w czasie ciąży lub trudności z utrzymaniem dziecka.

Spotkał się Ksiądz niedawno z Ojcem Świętym Franciszkiem. Proszę wytłumaczyć nam, jak rozumieć zniekształcane przez media elementy stanowiska Papieża w odniesieniu do aborcji?

– Pytało mnie wiele osób zaalarmowanych i zdezorientowanych doniesieniami o wypowiedziach Papieża na temat aborcji. Tak się złożyło, że po raz pierwszy dotarły do mnie e-maile i SMS-y tego rodzaju, gdy akurat znajdowałem się przy Ojcu Świętym, na obiedzie w jego rezydencji. Kilka godzin wcześniej miałem na zaproszenie Watykanu wykład na temat obrony dzieci poczętych przez Kościół oraz jasnego i silnego stanowiska Kościoła wyrażonego w wielu dokumentach, że prawo do życia jest naszym pierwszym prawem, podstawą i warunkiem dla wszystkich innych. Papież Franciszek głosi obronę życia w sposób bardzo integralny. Daje silny i jasny przekaz płynący z samej istoty wiary i bardzo szerokiej wizji jej wymagań. Wnioski z tego dla ruchu pro-life są niezaprzeczalne. To było bardzo dobrze widoczne podczas homilii na Mszy Świętej inauguracyjnej 19 marca 2013 roku, gdy Papież mówił o potrzebie ochrony każdej osoby, szczególnie dzieci od „Herodów”, którzy w naszych czasach sieją śmierć. Następna homilia, w Niedzielę Palmową, zawierała bardzo mocny przekaz pewności zwycięstwa życia nad śmiercią. Papież chce, żeby nauczanie o aborcji nie było traktowane odrębnie, jako pewien dyskusyjny zakaz moralny, ale by raczej znalazło się w kontekście nauczania o tym, kim jest Bóg. Takie podejście radykalnie wzmacnia sprzeciw Kościoła wobec aborcji, ponieważ Papież nie tylko mówi o łamaniu V przykazania („Nie zabijaj”), ale także o fundamentalnym przekroczeniu I przykazania („Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”) – nieposzanowanie życia jest odrzuceniem samego Boga. Nikt nie powinien się niepokoić czy myśleć, że Papież jakoś osłabia mocne i niezmienne stanowisko Kościoła przeciw aborcji lub zaprzecza temu, co już zostało powiedziane i napisane w dokumentach takich jak [encyklika Jana Pawła II] „Evangelium vitae”, że sprawa ta zasługuje na pilne i priorytetowe traktowanie.

Obrona życia to nie tylko walka z aborcją, ale także m.in. z eutanazją. Właśnie ludzie starsi są szczególną troską Ojca Świętego. Jak odpierać argumenty przywołujące sytuacje, gdy ktoś chce umrzeć?

– Istnieją badania, które wskazują, że prośba części terminalnie chorych ludzi o eutanazję może mieć podłoże depresyjne, a medycyna potrafi pomagać ludziom w depresji. W przypadku eutanazji oczywiste jest, że jeśli raz otworzymy furtkę legalnemu uśmiercaniu pacjentów, zakres tego procederu będzie się poszerzał. Bardzo łatwo będzie wówczas wywierać presję na chorych, wzbudzać w nich poczucie winy, że są ciężarem dla rodzin itp. Zawsze, gdy ktoś pyta mnie o „prawo do śmierci”, odpowiadam: „Nie martw się, nie stracisz go”.

A co się zmieniło w Księdza życiu od śmierci Terri Schiavo? To był przełom czy kolejne ciężkie doświadczenie?

– Było to dla mnie doświadczenie bardzo smutne i niestety nie pierwszy raz znalazłem się w takiej sytuacji.

W tym sensie, że mimo iż nigdy nie siedziałem obok kogoś, kto umierał z odwodnienia na skutek wyroku sądu, wiele razy znajdowałem się w podobnych okolicznościach, stojąc przed klinikami aborcyjnymi, gdzie niewinne ludzkie istoty są zabijane w majestacie prawa. To jest to samo doświadczenie. Gdy Terri umierała, powtarzałem często, że Terri nie zostałaby zabita, gdyby miliony dzieci w łonach matek nie zostało zabitych przed nią. Śmierć Terri była momentem doświadczenia cywilizacji śmierci w czystej postaci i przypomnieniem nam, że to pojęcie nie jest jakąś abstrakcją. Pamiętam twarz Terri zastygłą w wyrazie przerażającego smutku, jej oczy gwałtownie rzucające się do przodu i do tyłu, jakby chciała powiedzieć: „Proszę, niech ktoś mi pomoże”. Zapytałem jednego z policjantów, czy kiedykolwiek był w takiej sytuacji, a on odpowiedział: „Nie, i mam nadzieję, że już nigdy nie będę”. Najbardziej uderzające było to, że gdy Terri umierała z braku wody, tuż obok jej głowy stał wazon z kwiatami napełniony wodą.

Stowarzyszenie „Księża za Życiem” prowadzi mnóstwo projektów: społecznych, edukacyjnych, duszpasterskich i poli- tycznych. Mają one jakąś myśl przewodnią? Co jest najważniejsze w walce o życie?

– Główną zasadą wszystkich naszych wysiłków, działań w obronie życia powinno być ukazywanie, że aborcja nie jest jakimś abstrakcyjnym zagadnieniem. Rozmawiamy tu nie tylko o przekonaniach i ideach, ale o rozlewanej krwi, nie tylko o różnych punktach widzenia, ale o ofiarach. Musimy zawsze ukazywać ten wymiar osobowy, to, czym aborcja jest dla dziecka, mamy, taty i osób ją przeprowadzających. Wielką wagę mają osobiste świadectwa. Innym ważnym zagadnieniem jest odwaga. Mottem naszej organizacji „Księża za Życiem” są słowa z Listu św. Pawła: „Nie dał nam Bóg ducha bojaźni” (2 Tm 1, 7). Nie potrzebujemy ogromnej liczby ludzi, aby zakończyć proceder aborcji. Potrzebujemy ludzi, którzy są chętni podjąć ogromne ryzyko związane z tą aktywnością. To, co tak często cofa nas w toczącej się bitwie o życie, to nie fakt, że nie wiemy, co robić. Przeciwnie. Wiemy precyzyjnie, jakie kroki powinniśmy wykonać, ale ich nie wykonujemy, bo liczymy koszty, kalkulujemy i nie potrafimy ryzykować. To musimy zmienić, zaczynając od nas samych.

Kładzie Ksiądz nacisk na jedność i celowość działań w obszarze obrony życia wśród duchowieństwa. Jakie dostrzega Ksiądz tu problemy lub przeszkody do pokonania?

– Także to wszystko, co wynika z niechęci do podejmowania ryzyka, wychodzenia ze stanu pozornego spokoju. Staramy się w swojej działalności otwierać księży na większe zaufanie Bogu, dajemy argumenty do dyskusji z oponentami, pokazujemy, jak nie wycofywać się ze swego stanowiska pod naporem zmasowanej krytyki.

W USA toczy się dyskusja o przyjmowaniu Komunii Świętej przez polityków opowiadających się za aborcją. Dlaczego właściwie ludziom prowadzącym politykę sprzeczną z katolickim nauczaniem tak na tym zależy?

– Była przewodnicząca Izby Reprezentantów Nancy Pelosi jest najjaskrawszym przykładem takiej postawy. Uczestniczy we Mszach Świętych, przyjmuje Komunię Świętą i jest jedną z najzagorzalszych zwolenniczek aborcji. To oczywista sprzeczność. Zawsze kieruję w stronę tych polityków słowa, że jeśli wierzą w obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, to nie na zasadzie empirycznego doświadczenia, ale dlatego, że tak naucza Kościół. To ten sam Kościół, który mówi im, że aborcja jest złem. Powodem, dla którego wielu polityków tego nie słucha, są polityczne sojusze w Partii Demokratycznej i fakt, że nie chcą zrazić do siebie swoich przyjaciół, pomagających im w innych projektach. To jest problem także pewnych biskupów i urzędników kościelnych, którzy z tego samego powodu milczą o aborcji.

Jedno z haseł stowarzyszenia brzmi: „Ameryka nie odrzuci aborcji, dopóki nie zobaczy aborcji”. W Polsce wystawy pokazujące prawdę o aborcji są systematycznie niszczone lub zakazywane. Świat musi zobaczyć brutalną prawdę o zabijaniu dzieci w najwcześniejszej fazie życia?

– W samym sercu debaty o aborcji są zabijani ludzie. Jeśli ci, którzy zabijają, mogą ukryć fakt, że zabijają, tym łatwiej mogą kontynuować proceder zabijania i zaprzeczać, że on istnieje. Święty Paweł w Liście do Efezjan mówi nam: „Nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie”! W Ameryce próba zakazu pokazywania takich wystaw wiązałaby się z poważnymi konsekwencjami prawnymi, bo prawo wypowiedzi gwarantuje nam pierwsza poprawka do konstytucji. Racją dla ochrony wolności słowa jest właśnie to, że nasza mowa może kogoś złościć i będzie się starał ją uciszyć. Według naszej konstytucji, wszelkie ograniczenia muszą być neutralne ze względu na treść. Oznacza to, że jeśli ktoś zakazuje określonego znaku w pewnym miejscu, odnosi się to jednocześnie do każdego innego znaku w tym miejscu zawierającego jakiekolwiek przesłanie. Nie może być tak, że zakazuje się znaku z jednym przekazem, a pozwala w tym samym miejscu na znak z odmiennym przekazem. To byłoby niekonstytucyjne. Co do niszczonych wystaw, to rozumiemy z całą pewnością, dlaczego tak się dzieje wszędzie – ludzie chcą zamknąć usta mowie, która jest dla nich niewygodna.

My, katolicy, domagamy się prawnego zakazu aborcji i eutanazji w państwach najczęściej wielowyznaniowych, wielokulturowych. Jak uniknąć zarzutu, że narzucamy innym naszą moralność, a nie kierujemy się zasadami uniwersalnej etyki?

– Wiele moich dyskusji z aborcjonistami odbywa się według bardzo przewidywalnego schematu. Ja, ksiądz, mówię o nauce, a oni, lekarze, mówią o wierze. Gdy zadaję pytanie: „Czy aborcja jest niszczeniem ludzkiego życia?”, pada odpowiedź: „Nie wiem, od kiedy dziecko ma duszę”. W jednym momencie temat dyskusji z procedury obserwowanej w perspektywie sprawdzalnej nauki staje się niewidzialny i duchowy. Ten wykręt stosują nie tylko ci, którzy sami przeprowadzają aborcje, ale i inni zwolennicy legalnego jej wykonywania. Argumentują, że skoro mamy w naszym państwie wolność religijną, ludzie mogą wierzyć, jak chcą, na temat tego, kiedy zaczyna istnieć dusza. Złe byłoby więc narzucanie przez prawo jednego religijnego lub teologicznego stanowiska w tej sprawie. Owszem, tylko że ruch pro-life nie ma zamiaru wprowadzać żadnych wierzeń religijnych do prawa. Ludzie mogą wyznawać i praktykować własny, dowolnie wybrany zbiór przekonań religijnych i moralnych. Ale podczas gdy możemy wierzyć w cokolwiek chcemy, są ograniczenia w tym, jak bardzo możemy wprowadzać nasze przekonania w czyn. W naszym społeczeństwie wolno uważać, że kradzież samochodu jest dobra, ale nie wolno kraść samochodów. Podobnie można uważać, że człowiek nie ma duszy, ale nie znaczy to, że wolno zabijać ludzi.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj