Dlaczego nie da się żyć bez miłości? Ks. dr M. Dziewiecki: Chrześcijaństwo ukazuje Boga szaleńczo kochającego, bo człowiek niekochany i niekochający nie ma sensu żyć. Miłość daje siłę, radość i entuzjazm
Miłość to największa obrona przed uzależnieniami i przed wszystkim, co błędne. Dopóki nie wejdę na płaszczyznę miłości. to nie mam siły żyć. Człowiek niekochany i niekochający nie ma sensu żyć. Chrześcijaństwo wprowadza nas na płaszczyznę miłości, pokazuje nam Boga, który nas kocha, bo to miłość daje siłę, radość i entuzjazm. Chrześcijaństwo ukazuje Boga szaleńczo kochającego i im bardziej widzę szaleńczą miłość Boga do mnie, tym łatwiej mi tą miłość przyjąć, tym łatwiej się tą miłością wzruszyć, cieszyć się nią i tą miłość uszanować – mówił ks. dr Marek Dziewiecki, psycholog, duszpasterz, wykładowca akademicki, podczas sympozjum „Polska silna wiarą i trzeźwością” w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.
Sama wiedza i trzeźwe myślenie na temat alkoholu nie gwarantuje trzeźwości i abstynencji dzieci i młodzieży oraz dojrzałej postawy dorosłych. Nie jesteśmy komputerami, które wystarczy zaprogramować, żeby działały zgodnie z programem. W nas jest myślenie, emocje, instynkty, popędy, jakieś wrodzone skłonności, naciski środowiska oraz nasza postawa wobec samych siebie. Jedni mają skłonność do dyscypliny, czujności, rozwagi, a inni z kolei mają skłonność do naiwności, do życia na zasadzie prób i błędów, czy wręcz do życia bezmyślnego. Dlatego wiedza na temat alkoholu i jak mądrze postępować w tej dziedzinie, to jest tylko jeden element naszej postawy wobec alkoholu.
– Potrzeba trzeźwości w całej naszej strukturze życia. Potrzeba trzeźwego myślenia i miłości, ponieważ mądrą postawę wobec alkoholu, innych substancji uzależniających, czy wobec innych zagrożeń, może zająć tylko człowiek mądry w każdej dziedzinie życia i człowiek, który żyje w miłości – do Boga, do siebie, do bliźnich. I to właśnie daje nam wiara, która uczy nas myśleć w ogóle o człowieku, wprowadza nas w więź z Bogiem, który kocha i uczy kochać. A więc dwa główne czynniki chroniące nas przed problemami alkoholowymi to trzeźwe myślenie oraz trzeźwa miłość, a trzeźwość to synonim mądrości. Wiara uczy nas nie tylko myślenia o alkoholu, ale w ogóle myślenia mądrego o tym, kim jesteśmy i po co żyjemy, czyli trzeźwości duchowej – podkreślił ks. dr Marek Dziewiecki.
Prelegent wskazał, że u ludzi, którzy nie mają wsparcia wiary, gdy chodzi o myślenie o sobie – o tym, kim są i po co żyją – tacy ludzie nawet z najwyższym wykształceniem potrafią być kompletnie pijani w myśleniu na temat człowieka. Na przykład twierdzą, że istnieje spontaniczna samorealizacja, a w rzeczywistości istnieje spontaniczna samodestrukcja – dodał.
– Syn marnotrawny z przypowieści niszczył się i do tego nie potrzebował ani wysiłku, ani destrukcyjnego wpływu środowiska, wystarczyła mu własna słabość. Więc ludzie, którzy nie mają wsparcia Boga, nie mają wsparcia Biblii, nie mają wsparcia wiary, która uczy mądrości, są naiwni i mają pijane myślenie o człowieku. Wzywają ludzi do tak zwanego pozytywnego myślenia, zamiast do myślenia precyzyjnego i realistycznego. Myślenie jest po to, by szukać prawdy, a nie by było miło. Niektórzy dorośli nie wspierani łaską wiary i mądrością wiary myślą, że emocje są po to, by się na nich skupiać, by się nimi kierować, a wtedy jest rozpacz. Ludzie uzależnieni to właśnie ci, którzy kierują się emocjami zamiast z nich wyciągać wnioski – tłumaczył duszpasterz.
Psycholog zwrócił uwagę na problem nadużywania alkoholu wśród dzieci i młodzieży.
– Niektórzy ludzie twierdzą, że dzieci i młodzież będą żyć w abstynencji, bo to jest jedyna forma trzeźwości w wieku rozwojowym, kiedy damy im wiedzę o tym, jak szkodzi alkohol i nauczymy ich asertywności emocjonalnej, czyli wyrażania tego co przeżywają do rodziców i wychowawców, wtedy nie wypowiedzą bolesnych emocji do puszki piwa. Ale ci dorośli, którzy w tym aspekcie rozsądnie pokazują związek między bolesnymi emocjami a uzależnieniami, nie stawiają bardzo trzeźwego pytania, a skąd się biorą bolesne emocje u dzieci i młodzieży. Tego pytania się boją ludzie myślący nietrzeźwo, bo jak postawią to pytanie, to znajdą odpowiedź, że dzieci i nastolatkowie, tak samo jak my dorośli, mają bolesne emocje, kiedy nie są kochane albo nie kochają. A ludzie, którzy się nie kierują mądrością wiary, mają trudność, żeby uznać jak ważna jest miłość – akcentował ks. dr Marek Dziewiecki.
Kapłan zaznaczył, że wiara chrześcijańska pomaga nam być trzeźwymi w każdej sferze istnienia, dlatego Jezus od świtu do nocy uczył myśleć i wychował ludzi trzeźwo myślących, bo tylko człowiek, który uczy się mądrze myśleć o sobie, o swoim życiu, o sensie życia może być też mądry w odniesieniu do alkoholu czy innych zagrożeń.
– Definicja mówi, że człowiek to istota rozumna i wolna, ale rzeczywistość twarda pokazuje nam, że coraz częściej ludzie są nierozumni i zniewoleni. Gdyby ta definicja była precyzyjna, to trzeba by ich wykluczyć z bycia ludźmi, jednak Biblia mówi nam, że człowiek to ktoś kochany- nie zawsze jestem rozumny, nie zawsze wolny, ale zawsze kochany przez Boga. Więc Kościół chroni mnie – przez Chrystusa i Jego Ewangelię – przed redukowaniem siebie do bycia zwierzęciem. Mądrość sprawia, że jestem mądry także wobec alkoholu i jako dorosły wiem, że mam dwie możliwości życia w trzeźwości, a mianowicie abstynencja, albo symboliczne sięganie po alkohol. W innym wypadku alkohol sprawi, że życie stanie się nieznośne – podkreślił wykładowca akademicki.
Ks. dr Marek Dziewiecki wskazał, że to Bóg daje pomoc w byciu trzeźwym, a jest nią miłość. Jednak sam fakt, że jestem kochany za nic, na zawsze, nieodwołalnie i nad życie i to przez samego Boga nie wystarczy mi do szczęścia, jeszcze muszę tą miłość przyjąć i ją naśladować, wtedy będzie ona dawała owoce w moim życiu – dodał.
– Nie da się żyć bez miłości. Nie da się żyć poza miłością. O tym mnie upewnia wiara katolicka, pokazując mi Boga, który mnie kocha i mobilizuje mnie do tego, by przyjąć Jego miłość i by kochać. Miłość to jest największa obrona przed uzależnieniami i przed wszystkim, co błędne. Dopóki nie wejdę na płaszczyznę miłości. to nie mam siły żyć. Człowiek niekochany i niekochający nie ma sensu żyć. Chrześcijaństwo wprowadza nas na płaszczyznę miłości, pokazuje nam Boga, który nas kocha, bo to miłość daje siłę, radość i entuzjazm. Chrześcijaństwo ukazuje Boga szaleńczo kochającego i im bardziej widzę szaleńczą miłość Boga do mnie, tym łatwiej mi tą miłość przyjąć, tym łatwiej się tą miłością wzruszyć, cieszyć, tą miłość uszanować – mówił prelegent podczas sympozjum „Polska silna wiarą i trzeźwością”.
radiomaryja.pl



