Czy taśmy PSLu odsłoniły kolejny poziom patologii?

Aktualności Dnia, 7.08.2012

Na wszystko trzeba patrzeć, jak na część większej układanki. Gdybyśmy zaczęli od te taśmy PSL-u jedno z pięter klientelizmu w Polsce – nie nepotyzmu, nie „kolesiostwa”, ale rozbudowanego mechanizmu klientelistycznego dpewnego stopnia można moglibyśmy odsłonić elementy tej układanki. A gdybyśmy chcieli ustalić niższe i wyższe piętra, to warto przypomnieć sobie inną taśmę sprzed kilku lat, gdy nagrana została rozmowa Aleksandra Gudzowatego z Józefem Oleksym. Oleksy powiedział: „Kosmopolityczne gangi rozkradły Polskę”. Dziennikarze, politycy – nikt nie chciał zwrócić uwagi na ten fragment wypowiedzi, choć starałem się raz czy drugi nagłośnić tę sprawę w mediach.

„Kosmopolityczne gangi rozkradły Polskę”. Co to znaczy? To znaczy, że istnieją międzynarodowe instytucje działające przy współpracy Polaków, które wypompowywują z Polski poważne zasoby. Wydaje się, że polityka niektórych międzynarodowych sieci, sklepów wielkopowierzchniowych lub banków ma właśnie takie cechy. Jeśli chcemy zrozumieć, na co pozwalają sobie działacze PSL i Platformy, to może teraz  powinniśmy się zastanowić, czy bezkarność, jaką media zagwarantowały przez ostatnie pięć lat temu klientelizmowi, nie bierze się stąd, że same media są częścią tej układanki. Tzw. głównego nurtu na wyższym poziomie. I muszę powiedzieć, że warto byłoby tę kwestię wielowymiarowo naświetlić. To co wydarzyło się wczoraj w mediach obnażyło „elemencik” tej układanki.

Wczoraj „Gazeta Wyborcza” w wydaniu trójmiejskim zamieściła rozmowę z synem premiera Tuska. Było to wydanie, w którym jeszcze niedawno syn premiera pracował i czynił to przez kilka lat. Dziennikarze na portalach internetowych m.in. na Twitterze sugerowali, że ta rozmowa jest formą „ustawki” w celu rozbrojenia bomby. Bo nie tylko syn premiera był zatrudniony w warunkach konfliktu interesów w instytucji, która pośrednio podlega władzy państwowej – mam na myśli pracę w Porcie Lotniczym, ale także pracował dla linii lotniczej, która korzystała z pieniędzy owej spółki Amber Gold. Co w tym wszystkim jest najciekawsze? Otóż powstaje pytanie, dlaczego „Gazeta Wyborcza” pomaga synowi premiera, a być może samemu premierowi, rozbrajać bombę w sytuacji, gdy od momentu ujawnienia taśm PSL-u ta sama gazeta opublikowała sporo rzeczowych informacji o owym klientelizmie. Tych informacji, które powinna publikować przez te poprzednie lata. Bo gdyby te wpływowe medium jak „GW” te informacje, które opublikowała w ostatnich tygodniach, publikowała na początku pierwszej kadencji premiera, to te patologie by się tak nie rozrosły. Spotkałem się z komentarzem, że „Gazeta Wyborcza” dlatego podjęła na kanwie taśm PSL-u atak premiera Tuska, żeby rozmiękczyć jego stanowisko w sprawach obyczajowych np. w sprawie ustawy o związkach partnerskich, in vitro. Jeśli to jest prawdą, mielibyśmy do czynienia z bardzo ciekawą grą.

„GW” ryzykuje spadek premiera i Platformy, odsłaniając – podobnie jak robią to niektóre inne media – klientelistyczne obsadzanie wysokich stanowisk, nie według kompetencji, ale według powiązań, układów, kolesiostwa, żeby wymusić ustępstwa na polu, które być może jest dla tego środowiska o wiele ważniejsze, czyli na polu pewnej wojny kulturowej z tradycją chrześcijańską. Jeśli ta hipoteza jest trafna, to mielibyśmy tu do czynienia z dość sprytną „grą na dwie ręce”. Z jednej strony „Gazeta Wyborcza” porcjuje nam informacje o patologiach związanych z rządami Platformy i PSL-u, a z drugiej strony – na poziomie osobistym – wyciąga pomocną dłoń do syna premiera, a tak naprawdę przyciska w warstwie obyczajowej. Nie zdziwiłby się, gdyby tak było. Nic za darmo! Może się niebawem okazać, że w sprawach, które dla tego środowiska są bardziej strategiczne i długofalowe, pojawią się ustępstwa ze strony premiera. Polecam to, co na temat pracy syna premiera pisze dzisiaj portal wpolityce.pl.

Mówiąc w ogóle o państwie, myślimy o jakimś nieskonkretyzowanym organizmie, który jest mniej lub bardziej słaby, ale tak naprawdę niesprawny. Mamy konkretne instytucje państwowe, w których są konkretni ludzie mający interesy i niekiedy powiązani w grupy interesu. Na przykład Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest kontrolowana przez grupę interesu, która ma z jednej strony powiązania z politykami, z innej strony – z biznesem, a zapewne jeszcze z wieloma innymi środowiskami. Chciałoby się, żeby ABW było na służbie obywateli, ale żeby tak było to jej szef musiałby być zmieniony. Ale jeśli obywatele nie potrafią zmienić mocodawcy szefa agencji, czyli premiera, to będą mieli niesprawne państwo. Zastanawiam się, ilu z tych ludzi, którzy poniosą straty finansowe w Amber Gold, głosowało na premiera Tuska? Bo to on jest odpowiedzialny za procedury, które spowodują, że  instytuty państwowe będą na służbie podatników, na służbie obywateli, a nie na służbie grup interesu, które potrafią oswoić, zneutralizować albo przechwycić te państwowe instytucje.

drukuj