fot. pixabay.com

Czad: rosyjscy najemnicy prowokują napięcia między sąsiednimi krajami, by rozszerzyć swoje wpływy na cały Sahel

Rosyjscy najemnicy, razem z żołnierzami Republiki Środkowoafrykańskiej (RŚA) dokonali w ubiegły piątek prowokacji na pograniczu z Czadem. Przekroczyli granicę, strzelali w stronę zaskoczonych ludzi i zerwali flagę Czadu. Wywołując poczucie zagrożenia, Rosja chce przekonać władze Czadu, że tylko ona może zapewnić im bezpieczeństwo.

Rosja od dłuższego czasu zabiega o bliskie relacje z Czadem, który chciałaby włączyć do swojej strefy wpływów. Razem z Czadem strefa ta objęłaby cały Sahel, ciągnąc się nieprzerwanie od Sudanu na wschodzie, przez Republikę Środkowoafrykańską, Niger, Burkina Faso po Mali na zachodzie.

Do domknięcia bloku leżącego między Morzem Czerwonym a Oceanem Atlantyckim Moskwie brakuje też jeszcze Mauretanii, której już zaoferowała pomoc w walce z dżihadystami, nie zrażając się tym, że kraj ten jako jeden z nielicznych na kontynencie afrykańskim zagłosował w ONZ za rezolucją przeciwko zaanektowaniu przez Rosję czterech regionów Ukrainy.

Czad jest również ważny dla Stanów Zjednoczonych i Francji, które straciły dotychczasowych sojuszników w Sahelu. Dlatego kraje te obserwują z niepokojem poczynania Rosji, próbującej przeciągnąć Czad na swoją stronę.

W styczniu ubiegłego roku na zaproszenie Władimira Putina Moskwę odwiedził prezydent Czadu, Mahamat Idriss Deby, który rok później, tuż przed wygranymi przez siebie wyborami prezydenckimi, napisał autobiografię „Od Beduina do prezydenta” i z osobistym wpisem przesłał jeden egzemplarz „swojemu rosyjskiemu przyjacielowi”.

W kwietniu według portalu informacyjnego TchadOne w kraju pojawili się pierwsi rosyjscy najemnicy. Wydawało się, że Czad zdecydował się na zmianę sojusznika i swoje bezpieczeństwo i zasoby powierzył Rosji i jej najemnikom. Tym bardziej że atmosfera w Czadzie jest nieprzychylna Zachodowi, czego przejawem są prorosyjskie manifestacje.

Jednak w relacjach między Rosją a Czadem doszło do zgrzytu. W drugiej połowie września czadyjskie służby wywiadowcze zatrzymały na lotnisku w Ndżamenie kilku rosyjskich obywateli i jednego Białorusina. Jeden z zatrzymanych, objęty sankcjami Unii Europejskiej Maksim Szugalej, stoi na czele moskiewskiej organizacji będącej częścią grupy medialnej, która według USA była powiązana z nieżyjącym szefem grupy Wagnera, Jewgienijem Prigożynem. Maksim Szugalej razem z drugim zatrzymanym Rosjaninem wpadli w podobne tarapaty w 2019 r. w Libii, gdzie oskarżono ich o ingerowanie w wybory na rzecz Rosji.

Według źródeł środkowoafrykańskiej agencji Corbeaunews zatrzymane w Czadzie osoby „próbowały infiltrować czadyjski wywiad”.

W miniony piątek najemnicy z byłej grupy Wagnera, od 2018 r. chroniący w RŚA prezydenta Faustina-Archange Touaderę, razem z żołnierzami sił rządowych (FACA) przekroczyli granicę z Czadem i zaatakowali posterunek.

„Strzelali do ludzi, zdarli flagę Czadu i w jej miejsce wciągnęli flagę Republiki Środkowoafrykańskiej” – opowiadał agencji Corbeaunews świadek ataku.

Według agencji w napaści brało udział około stu najemników i tyluż żołnierzy FACA, którzy stacjonowali wcześniej w Bocaranga, około 70 km od południowej granicy Czadu.

Stosunki między RŚA a Czadem są bardzo napięte od co najmniej dwóch lat. Oba kraje oskarżają się o eskalowanie przemocy w regionach przygranicznych. Rosyjscy najemnicy z RŚA regularnie przeprowadzają tam ćwiczenia wojskowe.

Według amerykańskiej organizacji Armed Conflicts Location and Event Data, która śledzi i analizuje konflikty zbrojne na całym świecie, w ubiegłym roku odnotowano 437 starć granicznych między tymi sąsiednimi krajami, w których zginęło co najmniej tysiąc osób.

Rosja, pogłębiając chaos i eskalując napięcie na pograniczu, próbuje prawdopodobnie wyrzec presję na prezydencie Czadu, by zdecydował się powierzyć jej sprawy bezpieczeństwa swojego kraju.

PAP

drukuj