Ćwiąkalski kłamał w sprawie Olewników

Prokuratura nie chce ujawnić, a nawet udostępnić rodzinie państwa Olewników i ich pełnomocnikom prawnym najważniejszego ich zdaniem dokumentu, który figuruje w aktach śledztwa w sprawie porwania i zamordowania ich syna. Chodzi o dziesięciodniowy billing rozmów telefonicznych przeprowadzonych tuż po porwaniu Krzysztofa. Zdaniem Włodzimierza Olewnika, dokument prawdopodobnie zawiera nazwisko głównego inspiratora porwania i mordu. Mimo publicznych deklaracji nie podjęto działań mogących doprowadzić do osoby, która – by zastraszyć rodzinę Olewników – uruchomiła machinę urzędniczych szykan. Co więcej, zdaniem Włodzimierza Olewnika, minister Ćwiąkalski, przekonując we wtorek, że rodzinie umożliwiono wgląd w tajne dokumenty śledztwa, okłamał opinię publiczną.

– To, co powiedział minister Ćwiąkalski w telewizji TVN 24, nie jest prawdą. Mówiąc, że prokuratura umożliwiła nam wgląd w dokumenty ze śledztwa zgromadzone w kancelarii tajnej, minął się z prawdą – mówi Włodzimierz Olewnik, ojciec uprowadzonego.

Kilka chwil wcześniej obejrzał wywiad z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ćwiąkalskim, w czasie którego szef resortu zapewniał, że śledztwo w sprawie ewentualnych nieprawidłowości i błędów w postępowaniu dotyczącym uprowadzenia i mordu toczy się sprawnie. Wreszcie, że wywiązano się z obietnic wobec rodziny Olewników. Jedna z nich dotyczyła umożliwienia zapoznania się z tajną dokumentacją ze śledztwa.

Pan Olewnik i jego pełnomocnicy mają możliwość zapoznania się z tymi dokumentami. Są zgromadzone w kancelarii tajnej i tam rodzina Olewników może je poznać – przekonywał Ćwiąkalski. – To nieprawda. Takiego wglądu nie otrzymaliśmy, a jedynie mglistą zapowiedź, że po 22 września może będzie to możliwe. Podobno prokuratura musi najpierw przejrzeć te akta, zanim będziemy mogli je poznać – ripostuje Olewnik. Jego zdaniem, gra na zwłokę.

Dzisiaj o godz. 11.00 w resorcie dojdzie do spotkania ministra z Włodzimierzem Olewnikiem i mecenasem Ireneuszem Wilkiem. Na spotkanie naciskał Olewnik. Jeszcze kilkanaście dni temu ministerstwo poinformowało nas, że nie odpowie na pytania dotyczące braku postępów w śledztwie i ewentualnego spotkania z rodziną Olewników. Pierwotnie, przed spotkaniem z ministrem, nie chciał rozmawiać o nich również sam Olewnik, tłumacząc, że dobry obyczaj wymaga, by najpierw o zastrzeżeniach porozmawiać z prokuratorem generalnym. Wtorkowe wystąpienie Ćwiąkalskiego przelało jednak czarę goryczy.

– Tak naprawdę chodzi nam o dostęp do jednego dokumentu. To billing rozmów telefonicznych 10 dni od chwili porwania i uprowadzenia mojego syna .W nim zawiera się prawdopodobnie nazwisko głównego inicjatora działań przestępczych, jakie dotknęły moją rodzinę. Dokument jest nadal tajny, prokuratura tłumaczy się, że musi przejrzeć pięćdziesiąt siedem tomów akt… Kpina

– mówi Olewnik.


Jak nie w Nairobi, to w Rosji


Równie krytycznie Włodzimierz Olewnik ocenia czynności prokuratury po posiedzeniu sejmowej komisji sprawiedliwości. Obecni na nim prokurator krajowy Marek Staszak, wiceminister MSWiA Adam Rapacki i przedstawiciele KGP zapewniali, że zintensyfikowane zostanie śledztwo w sprawie nieprawidłowości popełnionych w trakcie dochodzenia. Rzeczywistość okazała się jednak inna.

– Wie pan, jak wygląda to śledztwo? Jakby zdolnemu prokuratorowi z Warszawy powiedziano: jedź do Gdańska, prowadź to postępowanie, ale wcześniej zajedź do Nairobi, a później skręć do Rosji. Jak nie pożre tego prokuratora coś w Nairobi, to jest szansa, że zaginie w Rosji – mówi Olewnik.

I podaje przykłady: wielokrotne, wielogodzinne przesłuchania detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, które nie wniosły niczego do sprawy, i pomijanie ludzi, którzy mogliby złożyć interesujące zeznania. Chodzi m.in. o osobę, która usiłowała od Olewników wyłudzić pieniądze za pomoc w dotarciu do syna.

– Według mojej wiedzy, całkowicie zlekceważono wątek szykan urzędniczych, jakie, tak jak wielu innych przedsiębiorców, dotknęły nas w momencie, kiedy zaczęliśmy wskazywać na błędy w działaniach aparatu państwowego – mówi Włodzimierz Olewnik.

Krzysztof Olewnik, syn potentata branży mięsnej z Drobina pod Płockiem, został uprowadzony w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Dwa lata później znaleziono jego ciało. Przywódca grupy, która porwała Krzysztofa, Wojciech Franiewski popełnił samobójstwo w areszcie w czerwcu 2007 r., wkrótce po tym, jak policja znalazła ciało ofiary. W kwietniu 2008 r. w zaskakujących okolicznościach „samobójstwo” w więziennej celi popełnił Sławomir Kościuk, jeden z morderców, którego zeznania przyczyniły się do skazania sprawców.


Wojciech Wybranowski
drukuj