fot. PAP/Leszek Szymański

Bruksela poparła strategię migracyjną Donalda Tuska

Plan Donalda Tuska o czasowym i terytorialnym zawieszeniu składania wniosków o azyl spotkał się ze zgodą Brukseli. Z drugiej strony jedną z konkluzji szczytu Rady Unii Europejskiej jest szybkie wdrażanie unijnego paktu migracyjnego. Opozycja mówi „sprawdzam” władzy i zachęca do poparcia referendum w tej sprawie.

Donald Tusk ogłosił sukces w Brukseli. Ma nim być jego strategia migracyjna i zawieszenie prawa imigrantów do składania wniosków o azyl.

– Pełne zrozumienie – nienależnie od tego, czy to jest socjalista z Hiszpanii, czy to jest szefowa Komisji, czy to jest chrześcijański demokrata z Luksemburga – stwierdził premier.

Jednocześnie wszyscy uczestnicy brukselskiego szczytu – w tym Donald Tusk – są za przyspieszeniem wdrażania europejskiego paktu migracyjnego. Bruksela chce dostać od państw członkowskich pełny harmonogram wdrażania paktu do 20 grudnia. Zapisano to w konkluzjach po szczycie. Szef rządu zapewnił, że zapisy paktu nie dotyczą Polski.

– Spekulowano przed Radą Europejską, iż będą jakieś zapisy o tym, że się przyspieszy, wzmocni. Zostało zachowane status quo i zrozumienie dla Polski – powiedział Donald Tusk.

Premier uważa, że nie będziemy musieli przyjmować imigrantów z Niemiec czy Francji ani też nie będziemy musieli płacić za tych, których nie przyjmiemy do siebie. Prawo i Sprawiedliwość nie wierzy w te zapewnienia szefa polskiego rządu i mówi „sprawdzam”. Prezes PiS, Jarosław Kaczyński, zachęcił Donalda Tuska i całą koalicję władzy do poparcia wniosku o referendum ws. zakazu przyjmowania nielegalnych imigrantów.

– Gdyby Donald Tusk podpisał taką kartkę, to rzeczywiście można by powiedzieć, że wtedy jego radykalna zmiana postawy byłaby jakoś uwiarygodniona – zwrócił uwagę lider głównej partii opozycyjnej.

Liberalno-lewicowa koalicja nie skorzysta z propozycji PiS.

– Państwo ma być i jest bezpieczne i nad tym nie trzeba przeprowadzać żadnego referendum – stwierdził przewodniczący Klubu Parlamentarnego Polski 2050, Paweł Śliz.

Tymczasem, jak wynika z medialnych doniesień, Niemcy rozważają przerzut do Polski ok. 40 tysięcy nielegalnych migrantów. Według Berlina to osoby z Bliskiego Wschodu i Afryki, które zdążyły złożyć wnioski o azyl w Polsce i później pojechały do Niemiec. Dla naszego zachodniego sąsiada jest to niedopuszczalne.

– Najpierw musi być udowodnione, że osoby przekraczały granicę w Polsce, a potem trafiły do Niemiec. Myślę, że do takiej decyzji, do tych eksmisji ze strony niemieckiej, jeszcze daleka droga – uspokajał wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, Wiesław Szczepański.

Tylko latem tego roku Niemcy podrzucili nam kilka tysięcy nielegalnych migrantów. Służby niemieckie bez żadnej informacji radiowozami przewoziły Afgańczyków czy Syryjczyków na polską stronę granicy. Taki scenariusz znów jest możliwy – wskazał poseł Krzysztof Szymański z Konfederacji.

– Nie widać, żeby kroki rządu faktycznie zmierzały w tę samą stronę. Raczej widać poddanie się presji unijnej, polityce niemieckiej – zwrócił uwagę polityk.

Przerzucanie nielegalnych migrantów zbiega się z wprowadzeniem przez Niemcy kontroli na granicach.  Na te działania nasz rząd niestety nie reaguje.

– Nie mamy naszej kontroli na granicy z Niemcami, więc nawet nie wiemy, kto do nas stamtąd przyjeżdża. Ta sytuacja pokazuje nie tylko, że rząd nie robi nic w tej sprawie, ale dodatkowo ułatwiają Niemcom odsyłanie migrantów – mówił poseł Paweł Jabłoński z Prawa i Sprawiedliwości.

Według danych niemieckich mediów na terenie RFN może przebywać nawet do miliona nielegalnych migrantów. Są to osoby, które nie chcą ubiegać się o azyl lub tego prawa im odmówiono.

Na temat rządowej strategii migracyjnej i paktu migracyjnego mówił w piątkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja poseł Jan Dziedziczak z PiS. [słuchaj] [czytaj]

TV Trwam News

drukuj