fot. twitter.com/BiuroPrasowePGG

Brak porozumienia związkowców z zarządem w PGG

Zarząd Polskiej Grupy Górniczej nie doszedł do porozumienia ze stroną związkową w sprawie podwyżki wynagrodzeń w spółce. Podpisany został protokół rozbieżności. Porozumienie osiągnięto jedynie w sprawie tzw. czternastek. Na 17 lutego górnicy zapowiadają strajk ostrzegawczy.

Związkowcy żądali podwyżki wynagrodzeń na poziomie 12 proc. Zarząd Polskiej Grupy Górniczej nie chciał się na to zgodzić.

– Dzisiaj nie podzielimy pieniędzy, których jeszcze nie uzyskaliśmy – mówi prezes Polskiej Grupy Górniczej Tomasz Rogala.

Trudna sytuacja na rynku węgla odbija się także na kondycji Polskiej Grupy Górniczej. Stąd takie stanowisko zarządu. Celem nr 1 jest utrzymanie płynności finansowej, brak długów. Dopiero później zarząd chce myśleć o podwyżkach dla pracowników.

– To, co jest dzisiaj zadaniem głównym Polskiej Grupy Górniczej, to to, żeby w roku 2020 spółka nie przyniosła strat, żeby wygenerowała na poziomie operacyjnym dochód i zysk, bo to jest najistotniejsze dla wszystkich pracowników, a żeby to zachować, nie wolno dzisiaj zaciągać zobowiązań, które uniemożliwiają osiągnięcie tego celu – tłumaczy Tomasz Rogala.

Porozumienie osiągnięto tylko w sprawie tzw. czternastek. Co do podwyżki wynagrodzeń, podpisany został protokół rozbieżności.

– Strona społeczna uznała, że nie ma możliwości uzyskania jakiegokolwiek kompromisu. My przystąpiliśmy do rozmów w dobrej wierze – wskazuje przewodniczący Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ „Solidarność” Bogusław Hutek.

 To oznacza, że 17 lutego może dojść do strajku ostrzegawczego.

– My wiemy, co mamy dalej robić, harmonogram jest przyjęty. I w tym kierunku będziemy działać – mówi Bogusław Hutek.

Ze strony zarządu padła propozycja budżetowego podejścia do wynagrodzeń.

– Czyli nie średnia płacy razy ilość ludzi, ale budżetowe przekazywanie środków. I w zależności, jak budżet będzie wykonany, to to, co nie będzie zrealizowane, pójdzie do pracowników – podkreśla Tomasz Rogala.

Związkowcy z kolei obawiają się, że stracą kontrolę nad funduszem wynagrodzeń.

– Odejście od średnich wynagrodzeń na poszczególnych kopalniach jest dla nas nie do zaakceptowania – mówi Bogusław Hutek.

Zarząd odbija piłeczkę i przekonuje, że w ciągu ostatnich trzech lat do funduszu wynagrodzeń trafiło o 1,15 mld więcej środków, niż pierwotnie planowano. Teraz celem jest utrzymanie stabilności. To pozwoli uniknąć zamykania kopalń. Dochody, jeśli się pojawią, miałyby być kierowane do pracowników.

TV Trwam News

drukuj