Blokada należnych Polsce środków
Wiele wskazuje na to, że blokada unijnych środków to polityczna presja, która ma na celu zmianę rządu w Polsce. Świadczą o tym wypowiedzi zarówno polityków totalnej opozycji, jak i samej przewodniczącej Komisji Europejskiej.
Już nie tylko środki z Krajowego Planu Odbudowy, ale także inne źródła finansowania z Unii Europejskiej mają zostać Polsce zablokowane. Tak przynajmniej twierdzi dziennik „Rzeczpospolita”, powołując się na byłego współpracownika polityków związanych z Koalicją Obywatelską.
– Odnoszę wrażenie, że to była celowo podana nieprawdziwa informacja, żeby wywołać określone emocje w Polsce. Tak się składa, że ten człowiek wcześniej przez wiele lat był szefem gabinetów najpierw Danuty Hübner, lewicowej pani komisarz, a teraz europosłanki Platformy, a później Janusza Lewandowskiego, także komisarza ds. budżetu. Wszystko wskazuje, że na bieżąco współpracuje z politykami Platformy i że z ich inspiracji zdecydował się przedstawić informację – mówił Zbigniew Kuźmiuk, europoseł PiS.
Polska ma mieć zablokowane 75 mld euro w ramach polityki spójności. Wciąż nie otrzymaliśmy 36 mld euro z Krajowego Planu Odbudowy, choć już płacimy za obsługę tych środków.
– Polsce pieniądze się należą, bo na czym polega uwspólnotowienie długu? Polega na tym, że dzisiaj płacimy już za obsługę nie tylko części dotacyjnej, kredytowej, europejskiego Funduszu Odbudowy, z którego robimy KPO. Dzisiaj płacimy za obsługę, a nie mamy ani jednego euro – zaznaczył Marek Sawicki z PSL.
Z pewnością ciężko mówić o jakimkolwiek partnerstwie i wspólnocie, gdy jedna ze stron blokadą środków próbuje wymusić określone decyzje.
– Jest możliwe, że nam środki zblokują, ale wtedy trzeba się zastanowić bardzo mocno, czy płacić składkę unijną? To jest sytuacja skrajnie bezprawna. Dzieje się w Europie bezprawie. Jeśli to tak dalej pójdzie, to trudno wróżyć Europie świetlaną przyszłość – zauważył prof. Mieczysław Ryba, wykładowca AKSiM.
Trudno zrozumieć oczekiwania co do tego, by demokratycznie wybrany rząd nie mógł podejmować suwerennych decyzji dotyczących np. wymiaru sprawiedliwości. To reforma sądownictwa jest osią sporu, choć Polska wyciągnęła rękę do Brukseli, czego wyrazem jest likwidacja Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.
– Jesteśmy, jak sądzę bliscy, aby z tym sporem ws. KPO pójść do TSUE, bo przetrzymywanie środków dla Polski – w mojej ocenie – już ma charakter bezprawny – zwrócił uwagę Zbigniew Kuźmiuk, europoseł PiS.
Świadomość tego, że Bruksela nie ma prawa odbierać Polsce należnych środków ma lider Platformy Obywatelskiej. Donald Tusk w jednej ze swoich wypowiedzi dał jasno do zrozumienia, że blokada pieniędzy z KPO ma charakter polityczny, a procedura ma wspomóc zmianę rządu w Polsce na taki, który uzna dominującą rolę Niemiec czy Francji.
– Jeśli zmienilibyśmy władzę, a ja miałbym na coś wpływ, to pieniądze europejskie jestem w stanie załatwić z dnia na dzień – mówił Donald Tusk, przewodniczący Platformy Obywatelskiej
Temat blokady unijnych środków może być więc motorem napędowym kampanii wyborczej totalnej opozycji.
– Przewodnicząca Komisji Europejskiej powiedziała publicznie na zjeździe partii EPL w Rotterdamie, że będzie chętnie widziała Donalda Tuska jako przyszłego premiera kraju – przypomniał Zbigniew Kuźmiuk, europoseł PiS.
Tymczasem przedstawiciele Nowej Lewicy, choć winą za brak wypłaty środków obciążają rząd Zjednoczonej Prawicy, mają zamiar podjąć działania, by środki z KPO dla naszego kraju nie przepadły.
„Zdecydowaliśmy dzisiaj: za trzy dni jedzie delegacja posłów naszego klubu do Parlamentu Europejskiego. Będziemy spotykali się z komisarzami w UE, będziemy rozmawiali w Komisji Europejskiej i tworzyli warunki do tego, żeby te środki Polsce nie uciekły” – powiedział Włodzimierz Czarzasty, współprzewodniczący Nowej Lewicy
Trudno jednak spodziewać się, by Nowa Lewica nalegała na wypłatę należnych Polsce środków jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.
TV Trwam News




