fot. flickr.com

Białoruś: Wybory do Izby Reprezentantów – niższej izby parlamentu

Na Białorusi rozpoczęły się w niedzielę rano wybory do niższej izby parlamentu – Izby Reprezentantów. Główny dzień głosowania poprzedziło pięć dni głosowania przedterminowego. W poprzednim składzie parlamentu, oprócz dwóch niezależnych posłanek, nie było przedstawicieli środowisk opozycyjnych.

Wybory do niższej izby parlamentu odbywają się według systemu jednomandatowego. O 110 miejsc w Izbie Reprezentantów ubiega się ponad 513 kandydatów, w tym ok. 200 przedstawicieli opozycji. Warunkiem ważności wyborów w danym okręgu jest osiągnięcie 50 proc. frekwencji.

Wybory odbywają się w 5831 lokalach wyborczych, z czego 46 znajduje się poza granicami kraju, które będą otwarte do godz. 20.00 (do 18.00 czasu w Polsce).

Według białoruskich obserwatorów władze całkowicie kontrolują proces wyborczy, chociaż do udziału w elekcji dopuszczeni zostali kandydaci opozycji. Jest ich ok. 200. Z początkowo zarejestrowanej ogólnej liczy 560 kandydatów, 27 osób wycofało swoje kandydatury. Pozostali zostali pod różnymi pretekstami pozbawieni rejestracji.

W poprzednich wyborach, które odbyły się w 2016 r., do parlamentu dostały się dwie niezależne posłanki Alena Anisim i Hanna Kanapacka, która jest przedstawicielką partii opozycyjnej. W tegorocznych wyborach obie posłanki nie zostały zarejestrowane jako kandydatki.

W obecnym składzie parlamentu większość to przedstawiciele prorządowej organizacji Biełaja Ruś, przedstawiciele partii politycznych (również prorządowych) stanowią mniejszość.

Prognozy analityków są takie, że do parlamentu mogą się dostać przedstawiciele opozycji, jednak raczej nie więcej niż za poprzedniej kadencji.

Przedstawiciele białoruskiej opozycji są przekonani, że wybory nie odzwierciedlają rzeczywistych preferencji wyborczych, a ich wyniki są ustalane odgórnie. Ustalenie realnego poparcia opozycji, chociaż nie jest ono duże, jest praktycznie niemożliwe ze względu na brak niezależnych badań socjologicznych.

W białoruskim systemie politycznym parlament odgrywa drugorzędną rolę i nie pełni realnych funkcji ustawodawczych, a raczej zatwierdza inicjatywy prezydenta i rządu. Według komentatora politycznego Pauluka Bykouskiego „instytucja ta działa w stanie hibernacji, jednak lepiej, by istniała w takiej postaci niż by w ogóle jej nie było”.

W ciągu ostatnich 25 lat żadne wybory na Białorusi nie zostały uznane za spełniające standardy demokratyczne według organizacji międzynarodowych.

Po poprzednich wyborach parlamentarnych Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (ODIHR) wskazało na szereg zastrzeżeń: ograniczenie udziału opozycji w komisjach wyborczych, nierówny dostęp do mediów dla kandydatów, brak ogólnokrajowego rejestru wyborców, utrudnianie pracy obserwatorów. ODIHR wskazywało na poprawę w niektórych aspektach, stwierdziło jednak, że „pomimo pewnych pierwszych kroków władz, nie usunięto szeregu wcześniejszych wad systemowych”. Odnotowano, że zarówno na etapie głosowania, liczenia głosów, jak i podsumowania wyników nie zagwarantowano odpowiednich procedur, brakowało przejrzystości i dochodziło do wielu naruszeń. Według OBWE „baza konstytucyjna i normatywno-prawna nie gwarantuje” przeprowadzenia wyborów zgodnie ze standardami OBWE i innymi międzynarodowymi zobowiązaniami i standardami.

Białoruś utworzyła w 2016 r. specjalną grupę, która miała zająć się zmianami w ordynacji z uwzględnieniem rekomendacji OBWE, jednak większość z nich nie została zrealizowana.

Na obecne wybory, które ze względu na układ kalendarza wyborczego (w przyszłym roku mają się odbyć wybory prezydenckie) odbywają się po skróconej kadencji, zaproszono obserwatorów zagranicznych, w tym z ODIHR OBWE i Wspólnoty Niepodległych Państw. Obserwatorzy z WNP już komentują w mediach, że do wyborów nie mają najmniejszych zastrzeżeń.

Według opozycyjnej kampanii monitoringu wyborów Prawo Wyboru, która obserwuje tylko część lokali wyborczych w różnych regionach kraju, od wtorku doszło do 461 przypadków złamania przepisów wyborczych, a frekwencja została zawyżona ponad dwukrotnie.

Kampania wyborcza była mało widoczna. Według niezależnych obserwatorów władze są zainteresowane tym, by wybory były „odpolitycznione” i traktowane jako „obywatelski obowiązek” lub „święto”.

PAP

drukuj