B. Marczuk: należy się spodziewać dalszego spadku ubóstwa w Polsce

Należy się spodziewać, że wskaźnik ubóstwa, zwłaszcza tego skrajnego, będzie w kolejnych latach nadal spadał – ocenił w rozmowie z PAP wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Bartosz Marczuk.

„Biorąc pod uwagę to, że program +Rodzina 500 plus+ jest kontynuowany, że pojawiają się nowe programy jak +Dobry start”, że pojawiają się decyzje o podwyżce stawki godzinowej, że bezrobocie mamy na rekordowym poziomie, mamy wzrost wynagrodzeń na poziomie 7,5 proc. w skali roku oraz prowadzimy odważną politykę społeczną, która ma pozwolić na godzenie ról zawodowych i rodzinnych, chodzi m.in. o program >>Maluch plus<<, należy się spodziewać, że wskaźnik ubóstwa, zwłaszcza tego skrajnego, będzie dalej maleć” – podkreślił wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Bartosz Marczuk.

Zaznaczył, że życzyłby sobie, aby w Polsce nie było dzieci żyjących w skrajnym ubóstwie.

„Wierzę, że przy tak prowadzonej polityce społecznej i gospodarczej uda się to zrobić nie na przestrzeni dziesiątek lat, ale raczej w szybkiej perspektywie” – mówił wiceminister.

Według niego oprócz programu „Rodzina 500 plus” wpływ na spadek ubóstwa w Polsce miał m.in. spadek bezrobocia, wzrost gospodarczy i wyższe dochody osiągane przez rodziny.

„Widać jednak, że wskaźnik ubóstwa zmienił się wyraźnie po wprowadzeniu programu >>500 plus<<. W 2015 r. poniżej egzystencji żyło około 700 tys. dzieci, a po dwóch latach jest ich mniej o ponad 300 tys. Te dzieci udaje się wyrwać z zaklętego kręgu ubóstwa. Największym wstydem Polski po 1989 r. było to, że bieda miała twarz dziecka” – stwierdził wiceszef resortu rodziny i pracy.

Bartosz Marczuk zwrócił uwagę, że mimo wzrostu gospodarczego wskaźnik ubóstwa do roku 2015 nie zmieniał się istotnie.

 „Dopiero rok 2016 i 2017 przynosi przełomom w tej sprawie. Widać to zwłaszcza w redukcji skrajnego ubóstwa wśród dzieci. W dwa lata udało się je zmniejszyć o 50 proc.” – mówił wiceminister.

Jego zdaniem kolejnym wyzwaniem dla polityki społecznej jest poprawa sytuacji osób starszych, zwłaszcza samotnie gospodarujących. Dodał, że chodzi tu głównie o Polaków otrzymujących najniższe świadczenia emerytalne. Przypomniał, że w 2017 r. nastąpił jednorazowy wzrost takich świadczeń o ponad 13 proc. (wynosi obecnie 1029,80 zł brutto). Polityk zwrócił uwagę, że kolejną grupą, którą należałoby wesprzeć, są rodziny z osobą niepełnosprawną.

Eurostat podał, że w 2017 r. zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym było w Polsce 17,9 proc. dzieci. W porównaniu z danymi z zeszłego roku to spadek o 6 punktów procentowych. W ostatnich latach ubóstwo wśród dzieci najszybciej spadało na Łotwie i w Polsce. W tym roku w czołówce niepełnego jeszcze zestawienia (nie ma danych wszystkich krajów), które można wygenerować na podstawie danych dostępnych na stronie Europejskiego Urzędu Statystycznego, jest poza Polską również Rumunia. W tym drugim kraju ubóstwo wprawdzie spadło o ponad 7 punktów procentowych, ale i tak wynosi 41,7 proc.

Najniższy poziom zagrożenia ubóstwem w ubiegłym roku wystąpił w Czechach, gdzie było na nie narażone 14,2 proc. dzieci. W Danii było to 14,5 proc., w Finlandii i Słowenii – 15,1 proc. Polski wynik 17,9 proc. jest lepszy niż zanotowała Francja – 22,3 proc., Belgia – 22 proc. czy Szwecja – 19,4 proc. Bardzo podobny do polskiego, ale nieco wyższy rezultat, 18 proc. zagrożonych ubóstwem dzieci, zanotowali Niemcy.

Z danych Eurostatu wynika, że dzieci są w większym stopniu zagrożone ubóstwem niż reszta społeczeństwa UE. W Polsce sytuacja poprawia się jednak stopniowo, ale najbardziej w ostatnim roku. Na przykład w 2008 r. problem biedy i wykluczenia dotykał około 33 proc. dzieci, w 2012 r. – 29,3 proc., w 2015 r. było to 26,6 proc., a w 2016 r. – 24,2 proc.

Osoby zagrożone ubóstwem lub wykluczeniem społecznym spełniają przynajmniej jeden z trzech warunków: żyją na granicy ubóstwa (czyli mają do dyspozycji mniej niż 60 proc. średniego dochodu w danym kraju), mają ciężką sytuację materialną (nie mogą np. opłacić rachunków lub ogrzać mieszkania) albo żyją w gospodarstwach domowych o tzw. bardzo niskiej intensywności pracy.

PAP/RIRM

drukuj