fot. pixabay.com

Amerykański Sąd Najwyższy ponownie rozpatrzy precedens Roe vs. Wade

Dziś w amerykańskim Sądzie Najwyższym sędziowie rozpoczną ponowne rozpatrywanie precedensu Roe vs. Wade z 1973 r., który de facto wprowadził za oceanem tzw. aborcję na życzenie. Na jego podstawie w Stanach Zjednoczonych zabito ok. 63 miliony dzieci nienarodzonych. Nareszcie jest szansa na zatrzymanie tego okrucieństwa.

Sędziowie Sądu Najwyższego pochylą się nad przepisami stanu Missisipi, zgodnie z którymi tzw. aborcja ma być zakazana w obrębie tego stanu po upływie 15. tygodnia ciąży. Co ciekawe, prawo to zostało uchwalone już w 2018 r., ale do dziś nie obowiązuje, ponieważ jego wprowadzenie zostało zablokowane przez sądy stanowe. W maju tego roku władze stanowe postanowiły odwołać się od orzeczeń niższych instancji i zwróciły się z prośbą o rozpatrzenie sprawy przez Sąd Najwyższy.

– W USA największe znaczenie ma prawo precedensowe. Oznacza to, że kolejne wyroki sądowe w podobnych sprawach kształtują prawo. To prosta zasada Jeśli komuś wolno, to wszyscy mogą”. Całe amerykańskie prawo aborcyjne, w każdym stanie USA, ma ten sam fundament, czyli wyrok Sądu Najwyższego w sprawie Roe vs. Wade z 1973 roku. Podważenie tego i kolejnych precedensów, na podstawie których wprowadzono tzw. aborcję na życzenie bez żadnych ograniczeń nawet do 28. tygodnia ciąży, może nie tylko zachwiać aborcyjną propagandą, ale realnie wpłynąć na zmianę prawa w całych Stanach Zjednoczonych i życie milionów nienarodzonych dzieci – wyjaśniła Magdalena Guziak-Nowak, dyrektor ds. edukacji Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego może „uwolnić” pro-life’owe prawo nie tylko w stanie Missisipi, którego wprowadzenie jest obecnie blokowane przez sądy stanowe. Jeśli sędziowie  Sądu Najwyższego podważą dotychczasową linię orzecznictwa, w wielu stanach wejdą w życie także inne dobre rozwiązania chroniące życie przed narodzeniem.

– Prawie połowa stanów ma gotowe, ale zablokowane prawo, które znacznie zwiększa ochronę dzieci nienarodzonych. Zatrzymanie amerykańskiego szaleństwa tzw. aborcji jest bardzo realne, dlatego z tak wielką nadzieją czekamy na rozprawę. Niektórzy sędziowie Sądu Najwyższego są znani ze swoich konserwatywnych poglądów, ale sprawa nie jest jeszcze wygrana – mówiła działaczka pro-life.

Napięcie w USA rośnie. Kliniki aborcyjne boją się o swoje zyski. Administracja prezydenta Joe Bidena jest wściekła i nie przebiera w słowach, co zresztą nie jest dziwne, jeśli przypomnimy sobie deklaracje samego prezydenta, który przyznał, że jest zwolennikiem tzw. aborcji aż do porodu. Również środowiska pro-life zdają sobie sprawę z tego, że rozprawa w Sądzie Najwyższym będzie najważniejszą rozprawą w tym roku lub nawet całej dekadzie.

– Niedawno opublikowano petycję, którą w imieniu 30 tys. amerykańskich lekarzy i pracowników medycznych skierowała do Sądu Najwyższego Liga na Rzecz Medycyny Hipokratesa. Członkowie organizacji podkreślają, że dzieci w okresie prenatalnym są osobami ludzkimi i przysługuje im pełnia praw człowieka. Liga w swojej petycji podkreśla: „Jako lekarze i inni pracownicy służby zdrowia mamy świadomość, że opiekując się kobietami w ciąży, otaczamy troską dwoje różnych pacjentów. Wykonywanie tzw. aborcji nie należy do opieki zdrowotnej. Ponad 90 proc. ginekologów tego nie robi” – zauważyła Magdalena Guziak-Nowak i dodała, że kobieta nie jest beneficjentką tzw. aborcji, jak nas przekonują organizacje anti-life, ale jej drugą ofiarą.

Liga na Rzecz Medycyny Hipokratesa przypomniała wszystkim lekarzom, że w służbie człowiekowi nie ma znaczenia interes polityczny, lecz jak najpełniej rozumiane dobro drugiego.

„Nadszedł czas, aby ci z nas, którzy służą ludziom jako medycy, odważnie bronili życia wszystkich naszych pacjentów i żądali, aby nasi nienarodzeni pacjenci także byli chronieni, a nasze ciężarne pacjentki były wspierane, a nie okłamywane” – wskazano w petycji.

„W ciągu prawie 50 lat, odkąd sąd błędnie orzekł w sprawie Roe vs. Wade oraz Doe vs. Bolton, nauki medyczne znacznie się rozwinęły i coraz bardziej wspierają stanowisko pro-life. Nadszedł czas, aby prawo naszej ojczystej ziemi dogoniło postęp nauk medycznych i wspierało prawa człowieka wszystkich naszych pacjentów” – zaapelowali pracownicy medyczni.

Jeśli Sąd Najwyższy odrzuci precedens Roe vs. Wade, nie będzie to równoznaczne z wprowadzeniem w całych Stanach Zjednoczonych prawa chroniącego życie nienarodzonych dzieci. Będzie to jednak oznaczało, że zwolennicy tzw. aborcji nie będą mogli już więcej przywoływać argumentu o tym, że Konstytucja Stanów Zjednoczonych daje kobiecie nieograniczoną wolność do decydowania o swoim ciele.

– Paradoksalnie odwrócenie precedensu Roe vs. Wade wprowadzi ostrzejsze przepisy w tych stanach, w których jest ono obecnie bardzo liberalne, bo oparte w głównej mierze na rozstrzygnięciu z 1973 r. – tłumaczyła Magdalena Guziak-Nowak.

– Jeśli Sad Najwyższy obali orzecznictwo oparte na precedensie Roe vs. Wade, aż 26 stanów będzie miało znaczne ograniczenia lub całkowity zakaz tzw. aborcji. Należą do nich: Montana, Idaho, Wyoming, Utah, Arizona, Dakota Północna, Dakota Południowa, Nebraska, Iowa, Wisconsin, Michigan, Indiana, Ohio, Wirginia Zachodnia, Kentucky, Tennessee, Arkansas, Texas, Oklahoma, Missouri, Luizjana, Missisipi, Alabama, Georgia, Karolina Południowa i Floryda – uzupełniła.

Od czasu precedensu Roe vs. Wade Sąd Najwyższy rozstrzygał sprawy z zakresu prawa aborcyjnego ponad dwadzieścia razy. Większość przepisów, które miały ograniczyć tzw. aborcję lub wprowadzić do prawa aborcyjnego jakiekolwiek dodatkowe warunki, była przez Sąd Najwyższy rozstrzygana jako niekonstytucyjna. Ważnym wyłomem w tym orzecznictwie stała się dopiero sprawa z 1992 r. Planned Parenthood vs. Casey. Sprawa ta dotyczyła przepisów uchwalonych jako Pennsylvania Abortion Control Act w 1989 r. Zgodnie z przepisami Pensylwania wprowadziła drobne poprawki do obowiązującego prawa stanowego m.in. nakazała uzyskanie świadomej zgody kobiety przed wykonaniem tzw. aborcji, a w przypadku małżeństw posiadania zgody męża na wykonanie tzw. aborcji. Po raz pierwszy od 1973 r. sędziowie Sądu Najwyższego zdecydowali, że poszczególne stany mogą wprowadzać pewne ograniczenia w przepisach dotyczących tzw. aborcji, jeśli nie stanowią one „nadmiernego obciążenia”.

Czy obecnie procedowana sprawa nazwana Dobbs vs. Jackson Women’s Health Organization stanie się takim kolejnym przełomem? Zobaczymy już na początku 2022 r., gdy Sąd Najwyższy ogłosi swoje rozstrzygnięcie.

– Sprawa w Sądzie Najwyższym, której pierwsze wysłuchanie odbędzie się 1 grudnia 2021 r., ma podobną wagę do posiedzenia naszego Trybunału Konstytucyjnego z 22 października ubiegłego roku. Nasi sędziowie orzekali w sprawie przepisów w niezbyt dużym i niezbyt bogatym kraju europejskim. Rozprawa, która odbędzie się 1 grudnia br. będzie dotyczyła giganta, który zajmuje prawie cały kontynent. Giganta, który ustanowił prawo tak nieludzkie, że pociągnęło ponad 60 milionów ofiar – podsumowała działaczka pro-life.

 

Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka/radiomaryja.pl

drukuj