2025 rokiem kolejnych ciosów w rolnictwo – ile jeszcze przetrwa polska wieś?
Stale drożejąca produkcja rolna, spadek cen w skupach, skandaliczne umowy Unii Europejskiej z Ukrainą oraz państwami Mercosuru, norma GAEC 2 – te wszystkie elementy z premedytacją uderzają w polską wieś. I robią to skutecznie. Każdego roku liczba gospodarstw rolnych nad Wisłą maleje. Sami zainteresowani biją na alarm, ostrzegając przez utratą bezpieczeństwa żywnościowego kraju.
Sytuacja polskiego rolnictwa stale się pogarsza. Gospodarze zaczęli wyrażać coraz głośniejszy sprzeciw wobec polityki rolnej prowadzonej przez polski rząd oraz Unię Europejską. W 2023 roku protesty zostały zainicjowane w związku z niekontrolowanym napływem zboża z Ukrainy oraz kwestiami związanymi z Zielonym Ładem. Później doszły takie problemy, jak stale rosnące koszty produkcji, umowa z krajami Mercosuru czy spadek opłacalności prowadzenia działalności rolniczej.
– Zaniechania w rolnictwie powodują, że głównie małe i średnie gospodarstwa borykają się z pogłębiającymi się problemami. (…) One zaczynają być odcinane od rynków zbytu, są wypierane głównie z przyczyn ekonomicznych. Oferuje im się coraz niższe stawki za swoje produkty. Z całego wypracowanego przez rolnika zysku tylko kilkanaście procent trafia do niego, resztę przejmują pośrednicy, handel i przetwórcy. Jeżeli nie uda nam się obronić gospodarstw rodzinnych, nie możemy liczyć na zdrową żywność – powiedział Janusz Terka z Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników.
Produkty rolne wytwarzane na Ukrainie oraz w państwach Mercosur nie są obwarowane restrykcyjnymi wymogami unijnymi. Kraje te będą więc korzystać na elemencie nierównej konkurencji. Niższe ceny wiążą się jednak w tym przypadku również ze zdecydowanie gorszą jakością żywności, która wynika m.in. z nasycenia środkami chemicznymi.
– W Polsce wykorzystujemy około 2 kg substancji aktywnej w przeliczeniu na hektar. Mówimy o tym, co zawierają środki ochrony roślin. W Brazylii jest to 12,6 kg. W przypadku takich upraw, jak banany, dochodzimy do 20 kg. (…) Napływają towary z miejsc, gdzie nie ma rygorystycznych norm. Czujemy niesprawiedliwość. Jeśli od nas oczekuje się określonych standardów, również chcielibyśmy, aby były one stosowane na zewnątrz, jeśli takie produkty napływają do nas – wyjaśnił Krzysztof Olejnik z Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników.
– Mamy reżim fitosanitarny i chemiczny. Wycofuje się substancje czynne, które są w środkach ochrony roślin, bo stwierdzono, że one są albo mogą być szkodliwe dla organizmów żywych. Mamy kontrole z instytucji, które sprawdzają dane środki. Ukraina i kraje Mercosuru korzystają z całej gamy środków u nas niedozwolonych. (…) Tam jest również bardzo rozwinięta produkcja roślin genetycznie modyfikowanych, gdzie podstawowym opryskiem jest Roundup. (…) Nasze substancje są delikatne i działają od doby do tygodnia, a tam są substancje totalne, które wnikają w roślinę i w niej zostają. Nie wiadomo, czy są zachowane karencje. Chodzi o to, że po opryskaniu rośliny należy odczekać określony czas, aby ją zebrać, żeby została ona uwolniona z pozostałości oprysków – zaznaczył Janusz Walczak, członek Rady Krajowej NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.
Kwestia napływu produktów rolnych z Ukrainy również nie została rozwiązana. 29 października br. w życie weszła nowa umowa handlowa UE z Kijowem. W jej ramach wzrósł import cukru, miodu, jaj, drobiu, kukurydzy czy masła. Dokument zakłada również złagodzenie ceł oraz dalsze sprowadzanie na teren Wspólnoty produktów niespełniających unijnych standardów. Optymizmem nie napawa również fakt niskich cen w skupach.
– Obecnie ceny są na poziomie tych sprzed wejścia do Unii Europejskiej. (…) Podczas gdy nasze płody gniją na polach, sklepy wielkopowierzchniowe sprowadzają żywność z Danii, Niemiec, Holandii. Nasi rolnicy są skazani na stratę rocznego zbioru. (…) Nie ma żadnej ochrony państwa nad rolnikami – powiedział Janusz Walczak.
– Pszenica po żniwach kosztowała 800-850 zł. Obecnie maksymalnie jest to około 700 zł (dane na połowę grudnia 2025 r.). Mokra kukurydza kosztuje 400 zł. Przy wydajności około 10 ton z hektara to jest po kosztach. (…) Jest brak zabezpieczenia egzystencji rolników – dodał.
Rolnik P. #Konieczny w @RadioMaryja: W ochronie naszego rynku rząd powinien zająć się tym, by w sklepach wielkopowierzchniowych były mechanizmy, które pozwolą na sprzedaż 60-70 proc. produktów wyprodukowanych przez polskie rolnictwo.https://t.co/7uxvHguwXz
— Radio Maryja (@RadioMaryja) November 2, 2025
Wśród problemów dotykających polskich rolników jest również wprowadzenie normy GAEC 2. W październiku 2024 roku przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi zapewniali gospodarzy, że obostrzenia dotkną 147 tys. ha traktowanych jako nieużytki. Norma zaczęła obowiązywać od marca 2025 roku i objęła 400 tys. hektarów.
– GAEC 2 to zakaz wykonywania określonych czynności na własnych gruntach przeznaczonych do produkcji ze względu na to, żeby nie powodować ich degradacji. Obszary zostały wyznaczone w oparciu o mapy hydrogeologiczne z lat 60-tych i 70-tych. Nie jesteśmy przekonani, czy wyznaczenie gruntów zostało wykonane zgodnie ze sztuką. Co więcej, brak określonych zabiegów konserwujących w ramach gleb – a mówimy o glebach często podmokłych, gdzie zostały wykonane kanały melioracyjne – spowoduje, że te grunty zostaną zdewastowane. (…) Jeżeli nastąpi zalanie gruntów, to ilość udostępnionego do atmosfery dwutlenku węgla będzie wielokrotnie większa niż przewidziane oszczędności z tego tytułu przez UE. Mówimy o 400 tys. hektarów – podkreślił Krzysztof Olejnik.
Karol Grabowski w komentarzu do wprowadzenia normy GAEC-2:
„Norma GAEC-2 – cichy zabójca polskich rolników.”Zgodnie z wprowadzonym 11 marca rozporządzeniem GAEC-2, odbiera się rolnikom możliwość upraw w pełnym zakresie na 400 tysiącach hektarów, głównie w województwie podlaskim… pic.twitter.com/wZ1KrYWUc1
— Ruch Młodych Farmerów (@RuchMF) March 15, 2025
Rolnicy wciąż wystosowują apele do polskiego rządu, aby ten postawił na wsparcie krajowego bezpieczeństwa żywnościowego.
– Jeżeli dany kraj nie postawi na zaspokojenie swoich potrzeb żywieniowych, wodnych czy energetycznych, (…) to będziemy skazani na to, że będziemy musieli wykonywać to, co nam sąsiednie państwo powie – zwrócił uwagę Krzysztof Olejnik.
Według danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny w 2010 roku liczba gospodarstw rolnych wynosiła nieco ponad 1,5 miliona. Dziesięć lat później było to blisko 1,32 mln, a w 2023 roku – 1,23 mln. Z kolei Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa podała, że w bieżącym roku w Polsce zarejestrowano 1 188 975 rolników, czyli o 21 938 mniej niż w roku ubiegłym.
Mateusz Rzepecki/radiomaryja.pl




