Reżim tuczy się kosztem Kościoła

Kościół katolicki mówi władzom w Hanoi: stop grabieży naszej własności. Cała ziemia jest własnością ludu, a państwo nią zarządza – ripostują komuniści i według tej zasady pozbawiają Kościół katolicki praw do budynków i gruntów. Wszelki opór jest brutalnie tłumiony, czego przykład mieliśmy przed tygodniem, gdy pobito wiernych broniących przed wysadzeniem krzyż na cmentarzu w Dong Chiem. Po tych wydarzeniach biskupi wietnamscy, potępiając przemoc, po raz kolejny wezwali władze do zmiany prawa, które dotyczy własności nieruchomości, i uznania własności prywatnej.

Kościół katolicki mówi władzom w Hanoi: stop grabieży naszej własności. Cała ziemia jest własnością ludu, a państwo nią zarządza – ripostują komuniści i według tej zasady pozbawiają Kościół katolicki praw do budynków i gruntów. Wszelki opór jest brutalnie tłumiony, czego przykład mieliśmy przed tygodniem, gdy pobito wiernych broniących przed wysadzeniem krzyż na cmentarzu w Dong Chiem. Po tych wydarzeniach biskupi wietnamscy, potępiając przemoc, po raz kolejny wezwali władze do zmiany prawa, które dotyczy własności nieruchomości, i uznania własności prywatnej.

Wietnamscy biskupi zaapelowali do władz o zmiany w ustawodawstwie dotyczącym własności nieruchomości i uznanie własności ziemi. Zaproponowali komunistycznym przywódcom nowe podejście do nabrzmiałych od dawna problemów dotyczących własności ziemi kościelnej, wzywając, aby przy rozwiązywaniu kwestii spornych zamiast prześladować katolików, rząd wkroczył na drogę uczciwego dialogu. W odpowiedzi komunistyczne środki przekazu rozpoczęły kampanię oszczerstw wymierzoną w katolików, oskarżając biskupów o rozsiewanie w kraju nienawiści.

Agresja komunistycznych władz Wietnamu przybrała na sile po tym, jak siły policyjne zniszczyły cmentarny krzyż w parafii Dong Chiem na obrzeżach Hanoi. Do rozproszenia protestującej przeciw temu rzeszy katolików ok. 1000 policjantów użyło gazu łzawiącego i psów. Wielu wiernych zostało brutalnie pobitych. Niedługo potem kilku wietnamskich biskupów, wśród których był również ks. abp Joseph Ngo Quang Kiet, metropolita Hanoi, odwiedziło parafię Dong Chiem, by wyrazić solidarność z wiernymi i potwierdzić kościelną własność ziemi, która jest w posiadaniu parafii od ponad stu lat. W odpowiedzi władze aresztowały pięciu wiernych, a teren parafii został odcięty od świata.

Nie był to pierwszy przypadek brutalności władz wobec katolików, którzy domagają się zwrotu własności Kościoła katolickiego bezprawnie zagrabionej przez komunistyczny reżim. W ostatnim czasie rządowe bezprawie komunistów przybrało na sile, a ci, którzy się jemu sprzeciwiają, uznawani są za „wichrzycieli”, którzy „podburzają do buntu, fałszywie oskarżają władze, okazują brak szacunku dla narodu, sami łamią i ośmieszają prawo oraz zachęcają innych do lekceważenia go”.

Jak zwraca uwagę Lana Nguyen, dziennikarka wietnamskiego portalu katolickiego VietCatholic.net, katolicy należą do tych grup społecznych, które komunistyczne władze postrzegają jako potencjalne zagrożenie dla reżimu. – Kościół katolicki jako jedna z najlepiej zorganizowanych społeczności, a jednocześnie mówiąca o złu socjalizmu i jego niesprawiedliwości stał się więc celem najbardziej narażonym na przemoc i prześladowania ze strony komunistów – podkreśla dziennikarka.

Z kolei o. Edward Osiecki SVD, współtwórca duszpasterstwa Wietnamczyków w Polsce, zwraca uwagę, że komuniści sowicie nagradzają swoich funkcjonariuszy. W tym celu powierzają im funkcje umożliwiające bogacenie się kosztem m.in. Kościoła. – To, co dziś się tam dzieje, przypomina rządy z czasów rzymskich, gdzie namiestnik wracający z bitwy odprowadzał część łupów do państwa, a część pozostawiał dla siebie – podkreśla.

Początki ewangelizacji Wietnamu sięgają pierwszych lat XVI wieku. W historii Kościoła katolickiego w tym kraju, choć naznaczonej licznymi prześladowaniami ze strony władców, do XX wieku widoczny był wyraźny rozwój. Sytuacja zmieniła się po przejęciu władzy przez reżim komunistyczny.

Gdy w 1954 roku dobiegło końca francuskie panowanie w Indochinach, w północnym Wietnamie rozpoczęła się inwazja reżimu komunistycznego. Dla Kościoła katolickiego w tym kraju oznaczało to początek nowego okresu prześladowań. Jeden z pierwszych jego etapów związany był z tzw. reformą rolną przeprowadzoną na przełomie 1955 i 1956 roku. Kościół posiadał liczne nieruchomości i obszary rolne, z których dochód przeznaczony był głównie na prowadzenie akcji charytatywnych i utrzymanie szkół. Dla komunistów był „obszarnikiem”, którego należało siłą wywłaszczyć z posiadanych dóbr. „Reforma rolna”, która pozbawiła własności Kościół katolicki w północnym Wietnamie, od 1975 roku dotknęła również własność kościelną w Wietnamie Południowym, będącym dotąd pod nadzorem Amerykanów. Od tego czasu dla komunistycznych władz w tym kraju wszystkie nieruchomości i grunty stanowią „własność państwa”.

Przez dłuższy czas niewiele było słychać o podejmowanych przez Kościół katolicki próbach odzyskania swego mienia w Wietnamie. O sprawie stało się głośno, gdy 23 grudnia 2007 roku katolicy z Hanoi pierwszy raz wyszli na ulice. W pokojowej manifestacji 5 tys. osób domagało się wówczas od rządu zwrócenia Kościołowi siedziby dawnej delegatury apostolskiej w Toa-Kham-Su. Niedługo potem wierni z parafii Thai Ha wystąpili z żądaniem zwrócenia Kościołowi odebranych terenów, zakupionych przez ojców redemptorystów w 1928 roku.

Władze Wietnamu początkowo postanowiły ignorować żądania swoich obywateli. Wkrótce jednak podjęły decyzję o „rozwiązaniu problemu” z pomocą uzbrojonej w pałki policji, inicjując jednocześnie gwałtowne ataki na katolików w mediach. Choć w którymś momencie władze obiecały oddać obiekty nuncjatury Kościołowi, niedługo potem – zamiast rzeczywiście zwrócić je prawowitemu właścicielowi – zaprzeczyły własnym słowom, rozpoczynając wyburzanie budynków.


Dialog według komunistów


Wzmożone ostatnio żądania katolików odnoszące się do zwrotu własności kościelnej wydają się nie do przełknięcia dla komunistycznych władz. Zwłaszcza że w dobie gospodarczego otwarcia Wietnamu i wolnego rynku wartość nieruchomości znacznie wzrosła. Komuniści, wyznając teorię, według której „wszystkie grunty należą do narodu i są zarządzane przez państwo w imieniu ludu”, zmuszają przywódców Kościoła do „darowania” własności państwu, po czym zgarniają je wyłącznie dla własnego zysku. Głośnym przykładem grabienia własności kościelnej jest niszczone przez władze od roku Papieskie Kolegium w Dalat, do „podarowania” którego lokalnym władzom zmuszony został ks. bp Piotr Nguyen Van Nhon, przewodniczący Konferencji Episkopatu Wietnamu. Warto w tym miejscu przypomnieć zagrabione w ostatnim czasie klasztory w Thien An, Vinh Long, Long Xuyen i Nha Trang, które zostały zrównane z ziemią przez buldożery, a na ich miejscu rozpoczęto budowę ośrodków turystycznych. Nie można zapomnieć o głośnej sprawie redemptorystów z parafii Thai Ha, prześladowanych za sprzeciw wobec odmowy zwrotu Kościołowi jego własności.

Wietnamscy biskupi kierują się niezwykle rozważnym działaniem w tej kwestii, poszukując dialogu z wietnamskim rządem. Wszystkie wspomniane powyżej sprawy dowodzą, że ten jednak nie jest zdolny do dialogu jako metody rozwiązywania sporów z obywatelami i wewnętrznych problemów. Zwłaszcza że – jak nietrudno zauważyć – przez „dobre współdziałanie” między państwem a Kościołem rozumie całkowite podporządkowanie tego ostatniego dyrektywom komunistycznej partii.


Sebastian Karczewski

Komuniści boją się dosłownie wszystkich

Lana Nguyen, dziennikarka wietnamskiego portalu katolickiego VietCatholic.net:


Sprawa wysadzonego krzyża na cmentarzu Dong Chiem nie jest wyizolowanym i pojedynczym incydentem w Wietnamie, kiedy to Kościół katolicki staje się obiektem brutalnego ataku ze strony lokalnych władz. Do podobnej demolki doszło przecież choćby w sierpniu ubiegłego roku w diecezji Vinh, gdzie zniszczono krzyż na cmentarzu parafii Bau Sen, który parafianie dopiero co wznieśli na wzgórzu w pobliżu swojego kościoła.

Za każdym razem rząd argumentuje, że tereny, na których wznoszone są krzyże, są własnością państwa, i że żadna grupa czy społeczność nie może twierdzić, iż jest właścicielem danej ziemi. W ich opinii, krzyż w Dong Chiem musiał zostać zburzony, ponieważ parafia nie posiadała zezwolenia na jego postawienie, a tym samym pogwałciła lokalne rozporządzenia. Oczywiście prawda leży zupełnie gdzie indziej. Za tą decyzją stały najwyższe władze krajowe, które w ten właśnie sposób chciały pokazać, że rząd w Hanoi posiada wolę i zdolności, by pognębić każdą opozycję. I nie chodzi tu tylko o katolików, lecz o wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób kwestionują politykę prowadzoną przez komunistów. Tych, którzy podnoszą kwestie: oddawania za bezcen ziemi Chińczykom, wykorzystywania kobiet i dzieci do wręcz niewolniczych prac, eksploatacji boksytów, prześladowania aktywistów ugrupowań demokratycznych czy totalnego skorumpowania urzędów.

Wszystko to podwyższa temperaturę nastrojów społecznych do poziomu wrzenia i właśnie dlatego władze desperacko starają się to zatuszować. W związku z tym postrzegają każdą z grup społecznych jako potencjalne zagrożenie dla reżimu.

Innymi słowy, Kościół katolicki jako jedna z najlepiej zorganizowanych społeczności, a jednocześnie mówiąca o złu socjalizmu i jego niesprawiedliwości, stał się celem najbardziej narażonym na przemoc i prześladowania ze strony komunistów.

Dziś oczy wszystkich katolików zwrócone są na Dong Chiem, ale nie trzeba szukać daleko w pamięci szykan, na jakie narażeni są oni na co dzień. Te prześladowania zaczynają się od samej góry. Władze decydują o tym, kto może być księdzem, a kto nie, jakie seminaria będą działać, a które zostaną zamknięte. Wywierają także naciski przy wyborze biskupów. Katolickie szkoły i ich własności są przejmowane przez państwo, a każdemu, kto przeciw temu protestuje, szybko zamyka się usta. Szczególnie ciężko jest na terenach górskich i wiejskich, gdzie wciąż są wierni, lecz nie ma duchownych, którzy mogliby odprawiać nabożeństwa. Wielu ludzi w związku z tym zostało zmuszonych do porzucenia swojej wiary. Kiedy i takie środki nie pomagają, władze posuwają się do najbardziej brutalnych metod, takich jak obecnie w Dong Chiem.

Na koniec pragnęłabym dodać, że to wspaniałe uczucie wiedzieć, iż ktoś z zagranicy interesuje się naszym losem i że nie jesteśmy pozostawieni w tym sami sobie.


not. ŁS

Oni wszędzie działają podobnie

Ks. bp Albin Małysiak z Krakowa:


Komuniści wszędzie działają w podobny sposób. Pamiętam, jak przed laty także w Polsce zabierali nam salki katechetyczne, nie pozwalali na budowę kościołów, prześladowali biskupów, księży i wiernych świeckich. Brak kościołów, salek albo zimne, zniszczone świątynie – to wszystko nie sprzyja rozwojowi wiary, życia religijnego. Komunistom, którzy są bezbożnikami, chodzi właśnie o to, żeby ludzie nie spotykali się na katechezie, na Mszy św., aby nie rozwijała się wiara. Oni zawsze będą prześladować wyznawców Chrystusa, wokół którego jednoczą się ludzie wierzący. Kościół zwycięża, gdy ludzie są silni wiarą. Przez lata w sercach Polaków kształtował się katolicyzm, który nie pozwolił zwyciężyć komunizmowi. Kościół w Polsce wygrał, bo ludzie byli silni wiarą. Oby i tak było w Wietnamie.


not. MP

Święte prawo własności

Ks. Waldemar Cisło, dyrektor polskiej sekcji organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie:



Kościół potrzebuje własności, aby móc prowadzić normalną działalność, aby móc ewangelizować, modlić się. Trzeba podkreślić, że otrzymując od wiernych datki, przeznacza je na szlachetne cele. Dlatego powstają sierocińce, ochronki, dzieła charytatywne. W ten sposób realizowany jest często testament darczyńców, którzy na pewno nie życzyliby sobie, żeby ich własność przechodziła w ręce komunistów. Kościoła w Wietnamie na pewno nie można oskarżać o to, że jest bogaty. Posiada jakąś własność pozwalającą mu na funkcjonowanie. Pozbawianie go niej to uniemożliwianie pełnienia misji, do której jest powołany. Nie może być przyzwolenia na gwałcenie świętego prawa własności.


not. MP

Chodzi o uwłaszczenie nomenklatury

O. Edward Osiecki SVD, współtwórca duszpasterstwa Wietnamczyków w Polsce:


Kościół w Wietnamie istnieje już od ponad 350 lat. Przez ten czas rozwoju powstawały parafie, budowano kościoły, szkoły, sierocińce, szpitale i inne placówki charytatywne. W związku z prowadzoną tam działalnością charytatywną Kościół potrzebował zaplecza materialnego. Jest to własność Kościoła wietnamskiego, czyli wietnamskich katolików. Dziś majątek kościelny staje się bardzo atrakcyjny dla chciwych funkcjonariuszy komunistycznych. Wydaje się im, że jest on łatwy do przejęcia. Uzasadnieniem jest komunistyczny slogan głoszący, że „ziemia jest własnością ludu, a partia sprawuje kontrolę nad tą własnością w imieniu ludu”. W dobie „ekonomicznego otwarcia Wietnamu” jest to łatwy dla komunistycznych kacyków sposób na wzbogacenie się. Przejętą własność ziemską i budynki w zależności od regionu można zaadaptować na ośrodki rekreacyjne, restauracje, centra handlowe itp. Komuniści sowicie nagradzają swoich funkcjonariuszy. W tym celu powierzają im funkcje umożliwiające bogacenie się kosztem Kościoła, buddystów, opozycjonistów. To, co dziś się tam dzieje, przypomina rządy z czasów rzymskich, kiedy namiestnik wracający z bitwy oddawał część łupów państwu, a część zostawiał sobie. Władze komunistyczne przymykają oczy na grabież mienia kościelnego, a policja całkowicie jest na usługach tej władzy.


not. MP
drukuj